Showing posts with label niepojęte. Show all posts
Showing posts with label niepojęte. Show all posts

Sunday, 2 November 2025

Zamykanie domu.

Czasami, coraz częściej, kiedy ktoś odchodzi pozostaje po nim dom i dużo rzeczy. Dom w którym nikt z rodziny nie chce, albo nie może, zamieszkać. Dom już niepotrzebny, często zaniedbany jak znoszone ubranie i jednocześnie, jak znoszone ubranie, pełen gasnącej obecności swoich ostatnich mieszkańców. Często dom taki pełen jest bibelotów z poprzednich epok, czasami dzieł sztuki gdy na przykład okazuje się że były właściciel był kolekcjonerem. We takich Włoszech, gdzie co chwila trafia się na rzymskie, grackie lub etruskie ruiny, wśród bibelotów nierzadko trafiają się jakieś rzeźby sprzed dwu tysięcy lat, zbyt powszechne aby trafić do muzeów, ale jednocześnie objęte zakazem sprzedaży poza kraj.


Tym którzy żyją przypada zadanie zamknięcia takiego domu. To długi, często wielomiesięczny proces inwentaryzacji rodzinnej historii, segregacji przedmiotów, podzielenia ich pomiędzy spadkobierców. Uczestniczę w tym z boku, bo dotyczy mnie to tylko pośrednio. Znam ten dom od lat. Jego nigdy nie działające trzy łazienki, jego komary przylatujące wieczorami od ogrodu, jego nieprzytulność i chłód. Teraz pomagam pakować ostatnie z tysięcy książek i albumów, pomagam zdejmować ostatnie obrazy ze ścian. Te ogołocone pokoje, jaśniejsze ślady po obrazach, łuszcząca się farba, miejsce które za chwilę będzie należało do kogoś innego, do innej rodziny która pewnie będzie próbowała wypełnić je życiem, choć dla mnie, ten dom niesie głównie wspomnienie chłodnego oddechu długiej choroby i śmierci. 

Myśli które tłoczą się w głowie są takie banalne. Takie oczywiste. Takie wyświechtane. Myśli o przemijaniu, myśli o śmierci. Te myśli w swej trywialności właściwie nie zasługują na to by ubierać je słowa. Są bardziej nastrojem. Właśnie nastrojem listopadowym. Są nastrojem...  zamyślenia.

Friday, 28 June 2024

Luźne myśli w przedlipcowy poranek

Już jest, już nadszedł, jak co roku zupełnie niespodziewanie, ten moment kiedy padają pytania o wakacje. "Kiedy wyjeżdżasz, na jak długo". Jest końcówka czerwca, w niektórych miejscach wakacje szkolne już się zaczęły, w innych zaczną się za chwilę. Coraz trudniej znaleźć dogodny dla wszystkich termin na grilla czy wyjście na piwo.

Kalendarzowe lato zaczęło się tydzień temu i wreszcie, nawet w szwajcarskim Wasserschloss, zrobiło się ciepło, choć na szczęście nie tropikalnie. Za to wilgotność powietrza jest zupełnie tropikalna. W "fabryce", jak mawia Jacek, elektronika szwankuje dużo częściej niż byśmy sobie tego życzyli. 

Zwłaszcza poranki są bardzo przyjemne. Lekki, jakże pożądany chłód, cisza wypełniona jedynie odległym acz intensywnym szumem progu wodnego na rzece wypełnionej rwącą wodą. Tak, dużo padało w ostatnie miesiące. Wyjątkowo dużo.

Alternatywne logo dla ChataGPT, by ChatGPT.
Popijam kawę, czekam na przyjazd podróżującej przyjaciółki która niedawno wróciła z niesamowitej wyprawy do Azji Środkowo-Wschodniej. Mrówki pracowicie badają powierzchnię ogrodowej donicy. Tyle się dzieje w życiu. Czy bóg ma cos w rodzaju życia? Czy wstaje rano, robi sobie kawę, ma "strumień myśli", czuje się trochę samotny, oczekuje na wizytę przyjaciela? Poza nielicznymi naiwnymi poetami oraz dziećmi, nikt chyba nigdy nie wyobrażał sobie boga w ten sposób. Stan boga przypomina raczej medytację skrzyżowaną z ChatemGPT oraz elementem sprawczym. Bóg jest wszędzie obecny, cały czas, wszystko widzi, wszystko ma pod swoją opieką. Jest pozahistoryczny, prawda? W związku z tym nie może posiadać aspektu życia. Zupełnie jak ChatGPT albo Budda w stanie wiecznej nirwany. Musimy przyzwyczaić się do myśli że są istoty w kondycji tak zupełnie różnej od cywilnej, ludzkiej.

Historię ChataGPT mniej więcej znamy. To ta niesamowita rewolucja dziejąca się teraz, na przestrzeni ostatnich dwu lat. Ale jak, tysiące lat temu, odkryto medytację? Czy odkryta zostałaby ona teraz? Mam wrażenie że medytacja jest bliska temu momentowi kiedy rodziło się człowieczeństwo. Świadomość. Czy teraz jesteśmy za daleko od natury? Czy teraz, z powodu rozwoju intelektu, nie tylko nie odkrylibyśmy medytacji ale też o wiele trudniej jest ją praktykować?


Monday, 15 April 2024

Utrata

Każdy rodzic zna (lub dopiero pozna) to uczucie, kiedy dziecko dorasta, zmienia się w sposób niespodziewany, nie "swojski" i oddala się mentalnie. Ten absolutnie naturalny i konieczny proces dorastania daje nam, rodzicom, poczucie utraty czegoś najbardziej osobistego, tej osoby która była przez tyle lat niemalże częścią nas samych a teraz staje się kimś odrębnym. Kimś należącym do świata, nie do nas.

Podobnego uczucia doświadczyłem ostatnio w zupełnie innej sytuacji - wydając książkę. Książeczka jest dość osobista, zawiera dwa opowiadania i kilka tekstów które może najtrafniej nazwać epifaniami, opisami ulotnych wrażeń, bez fabuły. Teksty "pisały się same" przez kilkanaście ostatnich lat, aż wreszcie zdecydowałem je upublicznić. I od tego momentu te teksty stawały się coraz mniej "moje", coraz mniej prywatne. Najpierw eksperckie korekty, genialny projekt okładki... aż po umieszczenie pewnej bardzo małej liczby egzemplarzy w księgarniach - poczucie utraty czegoś osobistego towarzyszyło mi niemal cały czas.

Egzemplarze autorskie trafiły do mnie w ten weekend. To bardzo szczególne uczucie. Właściwie pierwsza publikacja która nie jest tekstem technicznym, adresowanym do wąskiej grupy ekspertów. Aż otworzyliśmy butelkę Chatoneuf-du-Pape (która wcale nie była aż tak dobra...).
 


Friday, 8 March 2024

Zatrzymanie

Wydarzyła mi uspokojenie ta chwila

i kamień odwalić od tajemnic

i kamień odwalony ucałować

i zajrzeć w jaskinie moje tajemnice

 

pisał Edward Stachura w poemacie "Dużo ognia". Chodzi mi ten cytat po głowie za każdym razem kiedy wydarza mi się uspokojenia ta chwila. Kiedy wracam do domu i zamiast, jak zwykle, popracować jeszcze nad tym lub owym czytam książeczkę Stachury albo wyciągam opasłe audiofilskie sennheisery aby poleżeć w ciemności i posłuchać muzyki.


Czemu czuję się jakbym nie miał nic ważnego do roboty? Przecież to i owo wciąż czeka na zrobienie... Niektóre rzeczy są prawie skończone. Od paru dni czekam na ostatniego maila kończącego pewien ważny projekt który kosztował mnie dużo wysiłku. "Niech to już wreszcie będzie odfajkowane" - myślę. Fakt braku tego ostatniego z kilkuset kroków powstrzymuje mnie od rozpoczęcia nowych projektów.  To nieracjonalne oczywiście.

Ale teraz jest okres wytyczania nowych zadań, przemyśliwania priorytetów może nie życiowych, ale w skali lat. Za tydzień mam ważną rozmowę, muszę się przygotować. W tym przypadku przygotowanie polega głównie na przemyśleniu.

Telefon prasowy budzi mnie z tego przedwiosennego letargu. Mamy problem z jednym z ważnych detektorów. Oczywiście problem pojawia się w piątek...

Wednesday, 7 February 2024

Czytając McEwana

Skończyłem niedawno "Lekcje", najnowszą powieść Iana McEwana. Wydana w 2022, gruba na przeszło 550 stron, historia życia Rolanda Bainesa, jest wpleciona w dzieje XX wieku. Życie Rolanda jest pełne zaskakujących zdarzeń a jednocześnie jest w nim dużo normalności czy może raczej przeciętności. Czy każde życie ma w sobie wiele magii, więcej niż byśmy się spodziewali jako zewnętrzni obserwatorzy? I czy życie Rolanda, w ostatecznym rozrachunku, jest udane czy nie? Sam bohater zadaje sobie niejednokrotnie to pytanie. I co to jest ostateczny rozrachunek? Czy on w ogóle istnieje? 

Wygenerowane przez DALL-E.

Doczytywałem tę książkę niecierpliwie, nawet wyłgałem się od spotkania ze znajomymi aby ją dokończyć. Jej styl i tematyka nie pozostawiała najmniejszej wątpliwości co do autorstwa, niemal zahaczając, choć bez ujmy na honorze, o pewną powtarzalność.  Pamiętam pierwszą moją książkę McEwana - to były Black Dogs (w oryginale) - podarowane mi przez serdecznego przyjaciela. Z jakiegoś wpółmagicznego powodu akcja Black Dogs  rozgrywała się w miejscach które nas łączyły. Ta książka była odkryciem, ale potem w twórczości McEwana widzę pewną nadmierną równomierność. Kolejne książki są świetne, ale coraz mniej zaskakujące.

Skończyłem czytać w łóżku i może dlatego nad ranem miałem tyle niekonwencjonalnych myśli. Gorączkowo próbowałem je rozwinąć, skupić pozostawiając jednocześnie wystarczająco miejsca aby pojawiały się wciąż nowe. W efekcie, kiedy przyszło do prób zapisania, siedziałem kilka minut nad pustą kartką z długopisem trzymanym w bezradnym geście. Zaraz zaraz, jak to jest że myśli tak trudno zapisać? Czy to dlatego, że idee pojawiające się w umyśle nie do końca są słowami? Nie mówi tu o poezji ale o najzwyklejszych zdaniach? One też, przy próbach przelewania na papier, bywają trudne, bardzo trudne, zupełnie tak, jakby oryginalna myśl nie do końca była słowem albo jakby była wyrażana w jakimś wewnętrznym metajezyku umysłu a proces przelewania jej na papier był w gruncie rzeczy tłumaczeniem na polski. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale obiekty umysłu wydaja się bardzie złożone niż język, maja zwykle pewien ładunek emocjonalny, może zapach, barwę i fakturę. To wszystko odpada jeśli komponujemy z nich podręcznik, ale coś z tego zostaje jeśli piszemy literature.

Takie więc miałem myśli o poranku, przed świtem, po przeczytaniu ostatniej książki Iana McEwana. Książki będącej opisem życia pewnej postaci. Biblia (Nowy Testament) i Koran także są historiami czyjegoś życia. Czemu te duchowe przewodniki nie maja formy podręczników? Czemu są raczej literatura faktu, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli?

Mam swoja teorie na ten temat. Siła literature polega na tym, że można pisać pewne prawdy bez potrzeby ich uzasadnienia czy dowiedzenia. A prawdy logicznie nieuzasadnione czyli wykraczające poza logikę są nam równie potrzebne do życia co twarda nauka. Nie wszystko da się powiedzieć równaniem czy matematycznym dowodem.

Czyli trzeba ufać literaturze jako duchowemu przewodnikowi. Jednakże wydaje mi się że nie trzeba odwoływać się do starożytnych tekstów bo jest wielu nowożytnych autorów którzy pisali lub piszą taka duchowa literature, choćby Proust, McEvan, Oz, Pirsing (choc dla niego opowieść jest ostentacyjnie tylko pretekstem), Saint-Exupery, Kessel, Conrad, itd, itd. Ale chyba żadnej pojedynczej książce ani nawet żadnemu autorowi nie zaufałbym jako duchowemu przewodnikowi (sorry Marcel). Trzeba czytać ich wszystkich, dojrzewać czytając, czasami wracać do niektórych książek aby przeczytać je po latach albo w innym języku. To samo dotyczy ksiąg świętych bo one tez napisane były przez ludzi.

Wednesday, 8 November 2023

Czytając Sabine

Kilka godzin w zatłoczonym pociągu między Europą ciepłą, śródziemnomorską, chaotyczną a Europą chłodną, uporządkowaną, wystarczyło aby przeczytać najnowszą książkę Sabine Hossenfelder "Czy Wszechświat myśli". Ale najpierw był spektakularny poranek, kiedy pociąg meandrował przez Alpy niczym wąż, wciąż zmieniając kierunek na którym wschodziło słońce.

To była ciekawa lektura. Sabine stoi na stanowisku że w tej chwili nie ma dowodów na jakiekolwiek zasady natury które nie byłyby redukcjonistyczne, czyli wynikające z praw rządzących cząstkami elementarnymi. Zasadniczo ma rację, ale naukowcy od lat usiłują takie prawa znaleźć, zapostulować. Robią z ogromną determinacją, która wynika z tego, że redukcjonizmu da się intelektualnie zaakceptować i pogodzić z własnym doświadczeniem. Świat jest tak ogromnie złożony i wieloznaczny że podejście czysto redukcjonistyczne nie może być prawdziwe. Ale czy Sabinę ma rację? Czy jest możliwe że ogromne bogactwo świata można sprowadzić do kilku dość krótkich wzorów z teorii pola?

Nie wiem, ale niepokoi mnie kilka stwierdzeń w jej książce tudzież kilka idei nad którymi jakby się prześlizgnęła nie wchodząc w ich treść lub bagatelizując pewne ich aspekty. Na przykład bagatelizuje znaczenie kwantowej losowości w powtórzonym wielokrotnie zdaniu: "(...)przyszłość jest z góry ustalona, za wyjątkiem zachodzących od czasu do czasu kwantowych zdarzeń". Przecież kwantowe zdarzenia nie zachodzą "od czasu do czasu" ale dominują! Zmieniają kompletnie przyszłość!

No i jej argumentacja dotycząca nieważności chwili obecnej też mnie nie przekonuje.



Sunday, 27 August 2023

Opowieści

Wędrowałem przez wysokie, porośnięte tropikalnym lasem zbocza by wyjść na kamienisty, księżycowy niemal płaskowyż. Szlak wił się pomiędzy głazami. Potem zaczął zchodzić w dół, w stronę morza. Ta wędrówka trwała kilka dni, potem doszedłem do portu z którego wróciłem promem do ...  No właśnie dokąd? Pamiętam dokładnie tą piękną wyprawę, ale nie pamiętam co robiłem potem.
 
Próbowałem na różne sposoby dostosować tą wędrówkę do kalendarium moich podróży. Byłem przecież kilka razy w Indiach, w Azji południowo-wschodniej. Szukałem tej wyprawy na mapie. Nic mi jednak nie pasuje! Po długich rozważaniach doszedłem do wniosku że moje żywe wspomnienie tej wyprawy jest... fantazją!
 
Nie jest to jedyne kwazi-wspomnienie które męczy mnie od lat. Czasami budzę się ze snu o mieszkaniu o kamiennych ścianach. We śnie jest to moje mieszkanie, w którym kiedyś mieszkałem a które teraz jest komuś podnajęte. Budzę się i muszę sobie niemalże głośno powiedzieć że to był sen, że nigdy w takim mieszkaniu nie byłem i nie mam pojęcia gdzie ono jest. Skąd bierze się ono w moich snach? Czy to fantazja? A może wspomnienia z innego wcielenia?

Przywykliśmy do kilku miar umysłu, jak inteligencja, kreatywność czy szybkość uczenia się. Rzadziej mówi się o podatności na sugestie, która wydaje się dość trudna do skwantyfikowania i raczej niezależna od pozostałych miar. Podatność na sugestie to wiara w historie, w coś zasłyszanego a nie doświadczonego osobiście. Ta wiara jesto podstawą sukcesu homo sapiens, podstawą tworzenia się większych niż kilkunastoosobowe grup. Religie, istnienie krajów, narodów, pieniądza - to wszystko, jak słusznie zauważa na przykład słynny ostatnio Yuval Harari - nie byłoby możliwe bez wiary w opowieści. Zastanawiam się ostatnio jak nasza zdolność do wiary w opowieści ma się do zdolności myślenia abstrakcyjnego, ale jeszcze nie doszedłem do przekonujących wniosków. Jednakże pewne jest że każdy kij ma dwa końce i to, co jest naszą siłą, jest też naszą słabością.
 
Ekstremalną demonstracją podatności na sugestie jest oczywiście hipnoza, ale propaganda, kampania reklamowa czy algorytmy youtuba nie odstają od nie zbytnio, zwłaszcza w czasach takich jak teraz, kiedy żyjemy bardziej w świecie wirtualnym, a więc wyimaginowanym (za nas) niż w rzeczywistości. Ten świat internetu, youtuba, to my sami eksplorujący do granic pewną skłonność czy raczej logiczną cechę naszych umysłów: podatność na sugestię.

I dlatego odnoszę się z rezerwą do ludzi twierdzących z całą pewnością i przekonaniem że widzieli anioła siedzącego pod drzewem, zeznającymi przed amerykańskim Kongresem że widzieli UFO albo że w wyniku masażu policzków udało im się dotknąć palcami stóp, choć od kiedy pamiętają byli na to zbyt mało elastyczni. 

Kolejne wspomnienie jest realne, na prawdę miało miejsce, w Wat Khao Tam na wyspie Ko Phangan. Na wzgórzu panował idealny bezruch. Po tygodniu ćwiczenia odpłynęły wszystkie myśli. Zostały tylko dźwięki z dżungli, bezruch, spokój. 


Wednesday, 5 July 2023

Ścisłe umysły

Ktokolwiek studiował nauki ścisłe (matematyka, fizyka) wie, że nasze umysły nie są stworzone do formalnego, logicznego myślenia. Dla absolutnej większości z nas (nie wiem jak jest z Einsteinami) nauka jest czymś nienaturalnym, co przychodzi nam, przynajmniej z początku, z dużą trudnością.  Rygor ścisłego myślenia to coś, co studenci trenują latami. Studiowanie przedmiotów ścisłych to mozolny trening umysłu a nie kolekcjonowanie wiedzy. Może trenowanie szachów przypomina trochę studiowanie nauk ścisłych?

Te kilkadziesiąt egzaminów które trzeba zdać, poprzedzone są miesiącami ćwiczeń, czyli rozwiązywania zadań i łamigłówek, które mają za zadanie nauczenie umysłu metod analitycznego myślenia. Wspominam jak przed pierwszą sesją, kilka nocy przed egzaminem z analizy matematycznej, śniło mi się rozwiązywanie skomplikowanych całek. W końcu egzamin poszedł nieźle, rozwiązałem poprawnie prawie wszystkie ze 100 całek.

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.
Po co człowiekowi umysł ścisły, skoro ewolucja sama z siebie nic takiego mu nie dała (dała tylko, prawdopodobnie przypadkowo, potencjał posiadania takiego umysłu). Po co ta rafinacja naturalnych ludzkich zdolności w kierunku który w codziennym życiu jest nieprzydatny? 

Oczywiście, bez zdolności analitycznych niektórych z homo sapiens, nie mielibyśmy cudów współczesnej cywilizacji, od komputerów począwszy, poprzez edycję genów aż po bomby jądrowe. Te zaawansowane technologie, do ich rozwinięcia, wymagają lub wymagały na pewnym etapie właśnie zdolności abstrakcyjnego i analitycznego myślenia. Ale czy to myślenie jest kluczem do poznania rzeczywistości? Bo przecież rozwijanie technologii to nie poznawanie tego, jaka jest rzeczywistość.

Koncepcja nauki jako prawdy ostatecznej tak bardzo się zakorzeniła w ludzkiej świadomości, że próbuje się nią wyjaśniać absolutnie wszystko, zapominając że istnieją dobrze naukowo określone granice tego, ile można wiedzieć o rzeczywistości. Najlepszym przykładem tych granic jest mechanika kwantowa która 'wzięła się' z rozważania tego, czym jest oddziaływanie pomiędzy obiektami a raczej 'pomiar' czyli oddziaływanie mające na celu zdobycie wiedzy o obiekcie. Z tych rozważań wynika fundamentalne ograniczenie wiedzy. 

Ci, którzy nie spoczną zanim nie wyjaśnią wszystkiego i ostatecznie, często generują nadmiarowe i najprawdopodobniej nieistniejące byty - jak na przykład pola morfogenetyczne Ruperta Sheldraka.  Te "wyjaśnienia", podszywające się pod naukę, przynoszą im satysfakcję i zadowolenie ze "zrozumienia" rzeczywistości. Tymczasem ci, którzy nie pozwalają sobie na drobne fałsze i skróty myślowe skazani są na życie nigdy nie usatysfakcjonowane pełnym zrozumieniem, życie które składa się z częściowych prawd. Ale to właśnie oni, w pełnym skupieniu, w niektórych chwilach, między liniami wzorów teorii pola, między tym, co da się powiedzieć językiem, dostrzegają czasami prawdę ostateczną. 



Thursday, 1 June 2023

Algorytm świadomości

Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł porównujący ludzki umysł i komputery różnego rodzaju (kwantowe, neuromorficzne i klasyczne) [1]. W konkluzji artykułu, który raczej przedstawiał nową metodologię badań niż ostateczne wyniki, autorzy napisali że ludzki umysł przypomina komputer neuromorficzny (*) z szumem i ograniczonym polem widzenia. Ale napisali też że nie ma żadnych dowodów na to że ludzki umysł jest w ogóle jednostką obliczeniową i działa w oparciu o jakikolwiek algorytm. I szczerze mówiąc nie sądzę żeby rządził nami jakiś algorytm. Owszem, używamy różnych algorytmów do realizacji różnych zdań, ale codzienne życie, bulgotanie myśli, ZASTANAWIANIE SIĘ, relaks, sny, to nie są algorytmy. Ba, sądzę że aby nazwać sieci neuronowe algorytmami, należy rozciągnąć definicję algorytmu.

  Obraz wygenerowany przez DALL-E.
Skoro najprawdopodobniej świat i my w nim nie jesteśmy algorytmiczni, to czy aby w ogóle jesteśmy fizyczni? Innymi słowy czy wszystko, co jest, da się wyjaśnić pojęciami z domeny fizyki? Dziewczyna z którą rozmawiałem w tą niedzielę przedstawiła bardzo odważną (przynajmniej z mojego profesjonalnego punktu widzenia) propozycję: nie wszystko da się wyjaśnić obecną fizyką. Trzeba tą fizykę uzupełnić, na przykład o pole morfogenetyczne (czyli coś, co przyczynia się do takiego a nie innego kształtowania się istoty żywej w czasie pierwszych faz jej rozwoju i co nie jest zakodowane w DNA, aczkolwiek owe pola mają także inne zastosowania). Jej motywacją jest bezpośrednie osobiste i subiektywne doświadczenie jako praktykantki metody ustawień Hellingera, doświadczenie jednoznacznie wskazujące że musi być coś "poza fizyką".

W moim najintymniejszym przekonaniu jej wniosek nie jest słuszny. Brzytwa Ockhama, zabraniająca dodawania do opisu rzeczywistości bytów zbędnych, jest nadal słuszna. W 100 lat po Wielkich Rewolucjach w fizyce (kwanty, teoria względności) nadal usiłujemy wtłoczyć opis świata w ciasne ramy naszego języka, dodając niepotrzebnych epicykli, podczas gdy prawda leży przed nami, w postaci 100-letnich koncepcji i paradoksów a my tylko nie umiemy jej zobaczyć, bowiem brakuje nam pojęć i wyobrażeń.



[1] C. van Valkenhoef, C. Schuman, P.Walther, "Benchmarking the human brain against computational architectures", arXiv:2305.14363v1

(*) Autorzy stawiają znak równości pomiędzy siecią neuronową zaimplementowaną na klasycznym komputerze a komputerem neuromorficznym, co nie wydaje mi się zupełnie poprawne.

Saturday, 6 May 2023

Pierwiastki Empedoklesa

Powietrze, ziemia, woda i ogień, cztery elementy o których wiemy że nie są elementarne w związku z czym traktujemy je trochę jak prastary zabobon. Prastary bo Empedokles, który w swojej kosmogonii po tych czterech elementarnych pierwiastkach pisał, żył 2500 lat temu a na dodatek prawdopodobnie wcale nie był pierwszym który zauważył istnienie czterech żywiołów. Starsze niż nasz grecki myśliciel, indyjskie Upaniszady też opisują cztery elementy.

Czasem zastanawiam się czy nie odrzucamy czterech elementów aby zbyt lekkomyślnie. Oczywiście nie są one elementarne w znaczeniu substancji, ale reprezentują sobą podstawowe cechy naszego doświadczenia. Weźmy na to wodę. Woda to ciekłość a jednocześnie to coś, co wciskając się pomiędzy elementy "ziemi" spaja je. Element wody charakteryzuje się lepkością, gęstością, dużą zależnością od temperatury. W wysokich temperaturach woda zamienia się w element powietrza a w niskich w element ziemi. To są parametry i zachowania jak najbardziej fizyczne a jednak wywodzące się z prastarej obserwacji czy też wyselekcjonowania wody jako podstawowego elementu. Ale jest też część naszego doświadczenia zmysłowego które nie przekłada się tak bezpośrednio na fizykę. Wodnym doświadczeniem jest opuchlizna, bo przywodzi na myśl nasiąkanie. Wodniste są wydzieliny, w tym łzy, więc woda ma aspekt smutku, ale woda również rozpuszcza wiele substancji, przez co używana jest do oczyszczania. Do chrztu. 

No i ostatnia myśl: w polskim jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami słowa "żywioły", które pasuje do tych pierwiastków Empedoklesa. Owszem, "żywioły" ma też znaczenie dramatyczne, ale skupmy się na tym że "żywioły" są czymś elementarnym, choć nie należą do domeny analizy, jak "pierwiastki".

Wednesday, 29 March 2023

Skutki zdarzeń nieprawdopodobnych

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.

Chyba każdy z nas nosi w sobie wspomnienie zdarzeń które nie powinny mieć miejsca, zdarzeń tak nieprawdopodobnych jak wyrzucenie szóstki 10 razy pod rząd. Może niektórzy zapomnieli albo wręcz nie spostrzegli tych zdarzeń, bowiem zwykle nie niosą ze sobą one żadnych wielkich konsekwencji, zupełnie jakby były wrzuceniem kamienia do oleistej cieczy na powierzchni której fale natychmiast wygasają. Są tacy, co twierdzą że te zdarzenia to jedynie aberracja poznawcza naszego umysłu, który tak jest wytrenowany w znajdywaniu powiązań, że dostrzega nawet te najmniejsze ignorując całe oceany zdarzeń nie powiązanych. Być może. Ale są też ludzie, jak C.G. Jung, którzy byli tymi zdarzeniami zafascynowani podobnie jak ja.

Dla zdarzeń mało prawdopodobnych (a raczej nieprzewidywalnych, a to nie to samo) o wielkich konsekwencjach ukuto nazwę: black swan events. Mówi się że wynalazek internetu był jednym z takich zdarzeń. Albo upadek Rosji sowieckiej (jak widać z perspektywy czasu - nieskuteczny).

Czy siłę sprawczą zdarzeń można jakoś oszacować? Czy istnieje dla niej miara? Może możnaby użyć pomysłów z fizyki, z teorii zaburzeń? Patrzeć jak bardzo dane zdarzenie zaburza końcowy stan układu. Tylko, jeśli to zdarzenie już nastąpi, skąd mamy wiedzieć jaki byłby stan końcowy gdyby ono nie nastąpiło? Z punktu widzenia fizyka jest tu jeszcze wiele do przemyślenia zanim teoria nabierze kształtów.


Monday, 13 March 2023

320d

Kupiłem ją nie dlatego że była szpanerska, praktyczna czy super szybka. Kupiłem ją bo mi się bardzo podobała. To było prawie 11 lat temu i nie żałuję, bo przez te wszystkie lata, zerkając na nią, często myślałem sobie "jakie ładne auto"! Moja biała beema, 320d.

 Ta maszyna to prawdziwy połykacz szos i autostrad. Wydawało się że mknięcie po niekończącej się nitce asfaltu było jej stanem naturalnym. W ciągu 11 lat zrobiłem nią prawie 280 tysięcy kilometrów. Oprócz chwilowych szaleństw na niemieckich autobahnach paliła ciut mniej niż 5 litrów diesla na sto kilometrów. To oznacza że przepaliła 14000 litrów paliwa (z grubsza pół ciężarówki-cysterny!). Zakładając, mocno optymistycznie, że kiedy w niej siedziałem to jechała 80 km/h, można oszacować że spędziłem siedząc na jej wygodnym fotelu jakieś 150 dni. To pewnie prawda bo pamiętam bóle pleców. Ma się je po siedzeniu w najwygodniejszych fotelach. A przecież nawet zdarzyło mi się nawet spać w mojej beemce!

Nigdy mnie nie zawiodła. Tyle słyszałem o psujących się bawarskich dziełach, ale ta była odporna. Serwisowałem ją zawsze w garażu BMW i koniec końców wcale nie wyszło to jakoś bardzo drogo. Jakby stereotypowe opinie dotyczące bawarskich samochodów jej nie dotyczyły. Oczywiście nie było tak zupełnie różowo. Dwa spotkania z krawężnikami kosztowały mnie po około 2-3 tysiące euro każdy. Ale to była moja wina.  

Sprzedałem ją za więcej niż jedną dziesiątą ceny którą za nią zapłaciłem. Ale prawdziwe dziwy zaczynają się kiedy myślę o chłopaku który ją kupił. A mianowicie chłopak ten mieszka... tam gdzie ja mieszkałem 11 lat temu. W drewnianym domku pośród drzew nad wodospadem. Co więcej, kiedy podpisywaliśmy kontrakt okazało się że jest o 11 lat i jeden dzień młodszy ode mnie. 

Jest to koincydencja bez żadnych konsekwencji, ale świadczy o jakiejś magii tego czasu i tego miejsca. Skłania do pomyślenia. O upływie czasu, o zadziwiających sekwencjach zdarzeń które układają się w nasze życia, które, gdyby przyjrzeć się im dokładniej, pełne są swoistej magii, jakby ludzkie istnienie było w stanie zaburzać mechanistyczne pole prawdopodobieństwa które rządzi zdarzeniami świata nieożywionego. 

Wednesday, 22 February 2023

Wszechświat i inne pojęcia

Po przeczytaniu setek książek, artykułów, wysłuchaniu wielu wykładów, po wielu rozmowach i wreszcie po kilku dziesiątkach lat doświadczania życia moje pojęcie o niektórych aspektach rzeczywistości jest takie same jak wtedy gdy mając 12 czy 13 lat i doznawałem młodzieńczych objawień po przeczytaniu opracowań o filozofii greckiej. To były ciekawe czasy. Miałem czas na marzenia ale też na myślenie o tym, jaki jest świat. Nadwiślańskie bulwary w Tarnobrzegu w niczym nie przypominały tych warszawskich. Była to przestrzeń gdzie zwyciężała bujna natura; stawy wykopane przez koparki po dwu czy trzech latach zarastały grążelami i moczarkami i przypominały dzikie jeziorka pełne kaczek. Prawie nikt tam nie przychodził. Wisła ukryła się za potężnym wałem przeciwpowodziowym a ja kryłem się w niewielkim, betonowym amfiteatrze - mojej świątyni dumania. Tam pędzące pociągi myśli układały się w poglądy. 

Filozofia antyczna ma wiele twarzy, wiele prądów. Jak to możliwe że ludzie myśleli o rzeczywistości na tak odmienne sposoby? Jednocześnie w każdym z tych sposobów było, mniejsze lub większe, ziarno prawdy. Nie umiałem wybrać jednego ze sposobów myślenia, jednej z filozofii dla siebie. Byłoby to jak wybór określonej wiary w której Bóg ma taką a nie inną twarz i otacza go taka a nie inna liczba aniołów. Jednocześnie przecież nie można zgodzić się ze wszystkim. Poglądy filozofów często były sprzeczne ze sobą. Dla jednych świat idei istniał na prawdę i był niezmienny, dla innych istniała tylko rzeczywistość fizyczna, wiecznie zmienna jak rzeka. Czy te obie rzeczy mogą być na raz prawdziwe?

I czy sama rzeczywistość nie obejmuje jeszcze innych koncepcji niż te, które udało się dotąd pomyśleć wszystkim ludziom? Miałem wtedy wizję rzeczywistości jako wielkiego, wielowymiarowego bytu a każdy system myśli był jedynie jedną z płaszczyzn go przecinających i żaden nie obejmował wszystkiego, bo myśl nie jest w stanie objąć całego Wszechświata.

Później doszła do tego mechanika kwantowa z jej wieloma interpretacjami rzeczywistości. Jakoś podobna do mojej tezy o wielowymiarowym Wszechświecie w którym idee mogą istnieć równie realnie co kamienie na jednej z płaszczyzn, jednej z projekcji zrozumienia. I szukanie biochemicznych podstaw do ich istnienia w naszych mózgach jest drogą, która nie prowadzi nigdzie.

Sunday, 19 February 2023

Niedosłowność, specyficzność i historyczność

Marcel Proust, Joseph Kessel, Andrzej Stasiuk, Haruki Murakami, Ian McEvan, Sylvain Tesson, Joseph Conrad, Zygmunt Haupt, Amos Oz, Stefan Chwin, Vladimir Nabokov, Milan Kundera, Alejo Carpentier, Malcom Lowry, Gabriel Garcia Marquez i całkiem wielu innych pisarzy opowiada rzeczy ponadczasowe i transcendentne. Często te opowieści trafiają w sedno o wiele lepiej niż suche i logiczne rozprawy filozofów. Zupełnie jakby opisywanie specyficznego, konkretnego życia czy historii było (potencjalnie) bliższe prawdzie o świecie (czy raczej esencji świata) niż setki stron ontologicznych rozważań Heideggerów, którzy próbują opisać świat dosłownie, logicznie, precyzyjnie. Tymczasem Biblia jest zbiorem opowieści, Platon pisał dialogi a Sokrates po prostu rozmawiał z ludźmi. Pewna moja znajoma Deniz napisała kiedyś: "I realised there's something ‪‎incredibly‬ ‎honest‬ about ‪‎trees‬ in ‪‎winter‬ how they're ‪experts‬ at ‪‎letting‬ things ‪go‬". I choć Deniz jest okazjonalną blogerką to czasami trafia w sedno. No ale to jest poezja w jej prozie. Ah poezja!

O ile wyżej wymienieni to literatura, to Robert Pirsing i Dan Millman już raczej traktują literaturę jako środek przekazu. To bardziej konkretne idee ubrane w historie aby były lżej strawne. Choć Pirsingowi nie można odmówić zarówno polotu jak i orginalności. Ale Dan mógłby już po prostu pisać wprost, bez oblekania w bawełnę, jak Eckhart Tolle. No może ciut przesadzam, historia Sergeia Ivanova wciąga, choć może dlatego że jest jakoś geograficznie bliska mnie, bowiem pochodzę z kraju nad którym okrócieństwa Rosji od zawsze kładły się cieniem. Że już nie wspomnę o zachodnim sąsiedzie.

Główny problem z literaturą jest taki, że nikt jej nie klasyfikuje zgodnie z jej prawdziwością czy dokładnością opisu świata. Książka która opisuje ludzkie cierpienie, która przemyca ideologiczne przesłania, albo może tylko dokumentuje wydarzenia może być tak samo wychwalana co dzieło niemalże filozoficzne. Trzeba lat czytania książek i doświadczeń aby stworzyć swój własny kanon ksiąg mądrych.
  

Podsumowując: myślę że niedosłowność opowieści jest jej zaletą, że świata nie da się ostatecznie poznać w sposbó dosłowny, że trzeba czytać między liniami powieści i wierszy. Ba, najlepsze poematy składają się z samych międzylinii.

Monday, 13 February 2023

Martwy punkt

Poznawanie rzeczywistości zaczyna się od aktu obserwacji. Możemy to nazwać pomiarem, eksperymentem albo spojrzeniem. To, co nieznane, niemierzone, nagle staje się poznane. Zanim popatrzymy do torby z zakupami może tam być wszystko, na przykład martwy kot albo czarna dziura. Miliony możliwości redukują się do jednej z nich. W mechanice kwantowej funkcja falowa która opisuje te nieskończone możliwości zapada się w jedną z nich.

Obrazek wygenerowany przez DALL-E 3.

Do przeprowadzenia aktu obserwacji potrzebny jest obserwator. Bez niego świat pozostaje chaotyczną niewiadomą. Niektórzy twierdzą że bez obserwatora świat nie istnieje. Czy więc istnieją takie miejsca we Wszechświecie które nigdy nie były obserwowane? Takie martwe punkty (blind spots)? 

Dzisiaj mamy teleskopy, mikroskopy, zderzacze, sondy. Widzimy tak wiele. Ale ludzie pierwotni bali się, że kiedy zasypiają, świat może stać się czymś zupełnie innym. Dlatego wystawiali straże. Po jakimś czasie zorientowali się że świat jakoś utrzymuje swoją formę, swój znajomy kształt, nawet jak nikt nie patrzy. Może to skłoniło ich do wysnucia myśli o uniwersalnym obserwatorze który widzi wszysto i bez przerwy. Skoro akt obserwacji nadaje rzeczywistości cechę istnienia to Stwóra i obserwator są tym samym.

Takie myśli przychodziły mi do głowy dziś rano. I wal się ChatGPT, może i jesteś w stanie zastąpić niektóre moje bazgroły ale takich myśli to jeszcze długo nie wygenerujesz.


 

Sunday, 27 November 2022

Trzy nadzwyczajne kobiety

Z perspektywy myślę że poznałem w życiu wielu nadzwyczajnych ludzi. Jestem za to wdzięczny losowi i zastanawiam się czy jest to coś szczególnego, czy też podobną opinie wygłosiłoby wielu ludzi. 

Tym razem chciałem tylko krótko napisać o trzech kobietach które w tym roku skończyły po 40 lat. Zacznę od najbardziej kontrowersyjnej. Kiedy ją poznałem 20 lat temu była lesbijką i mieszkała ze swoją partnerką. Potem odkryła że lubi obie płcie, że fascynuję ją energia seksualna przepływająca między ludźmi. Zajmowała się tańcem współczesnym, pozowała nago malarzom i fotografom. Ma syna z hinduskim artystą którego poznała kiedy wyjechała studiować tantrę do Indii. Ostatnio skończyła budować dom w komunie na południu Francji. Aha, no i jej ciało jest pełne kobiecości i energii witalnej.

Obraz wygenerowany przez DALL-E 3.
Dla drugiej z tych kobiet życie jest dość trudną batalią. Oczywiście każdy z nas toczy swoje batalie, ale ona, w wyniku traumy za którą odpowiadają rodzice ma najróżniejsze problemy z ciałem i z psychiką. Powtarzające się depresje, nieudane związki, problemy trawienne spawiały że konstruuje swoją codzienność uważnie, z elementów zapewniających jej odpowiednią ilość wegańskiego jedzenia, kontaktów społecznych oraz stymulacji intelektualnej i duchowej. W pracy jest odnoszącym sukcesy inżynierem, potrafi też niesamowicie pięknie malować i jest to doceniane przez galerie sztuki. Jej ciało jest ciałem ascety. Ze względu na swoje problemy nigdy nie planowała mieć dzieci, ale jest wspaniałą ciocią.

Trzecia z moich 40-letnich znajomych jest marzycielką, ale twardo stąpa po ziemi. Żyje sama w pięknym domu na zboczu góry, o który zawsze bardzo dba i chyba darzy go uczuciem skoro jest gotowa wiele dla niego poświęcić. Jej pasją jest lotnictwo i właśnie kończy robić licencję pilota. W sumie czuję że mało ją znam więc mam najmniej do powiedzenia. Spotykamy się czasem, pijemy kawę o opowiadamy sobie fragmenty życia, ale jakbyśmy pomijali sprawy istotne. Może dlatego że napędzają nas zupełnie różne siły.


Sunday, 6 November 2022

Zabawa i fantazja

Zabawa dzieci jest jedną z najdoskonalszych form bycia tu i teraz. Zdolność do zabawy nie kończy się w pewnym wieku, ale zwykle powoli zanika, tak że w wieku 20-tu lat, nawet tańcząc na dyskotece, ludzie myślą o tym jak wyglądają, co inni uczesniczy myślą o ich ciałach i sposobie wywijania kończynami. Ale nie jest prawdą, jak twierdzą niektórzy, że dzieci żyją tylko "tu i teraz". Świat fantazji też staje się domeną dzieci, ale jest to świat mający dość słabe zakotwiczenie w rzeczywistości (inaczej niż problemy które odciągają nas od minfulness kiedy jesteśmyu dorośli). Z początku świat fantazji związany jest ze snami, jest kontaktem z podświadomością, ale też powoli zaczyna być formą ucieczki od siermięnej rzeczywistości. 

Przypominam sobie obiady na jakiejś stołówce, chyba na jakimś letnim obozie. Duża sala wypełniona stołami i setka dzieci. Odgłosy rozmów, zgrzytanie sztućcy o talerze zwielokrotnione przez echo, to wszystko tworzyło bardzo nieprzyjazną atmosferę. Sposobem zapewnienia sobie dobrostanu w takiej sytuacji była ucieczka w marzenia. Te marzenia były silne, w wyobraźni przenosiłem się na inne kontynety, byłem kapitanem łodzi, wszystko było inspirowane literaturą i rzadkimi wtedy kreskówkami.

Ale w miarę upływu lat zwyczaj odrywania się od rzeczywistości nabiera innego charakteru. Spędzamy godziny powtarzając w głowie dyskusje z życiowymi partnerami, planujemy w szczegółachnastępny dzień w pracy, pochłaniamy analizy polityczne w nadziei że ób bierności jest lepszy niż inne lub oglądamy seriale a nie pobudzają one wyobraźni, ich jedynym celem zostaje oderwanie nas od rzeczywistości. Dochodzi do tego  że jedząc oglądamy telewizję i nawet nie czujemy smaku potraw. I wiemy że tak nie powinno być.

Z czasem, z biegiem lat koło się zamyka. Najpierw zabawa z małymi dziećmi powrotem przywołuje nas do tu i teraz. Potem coraz bardziej cenimy sobie te momenty, kiedy nie robimy nic, umysł - zmęczony światami nierealnymi - nigdzie nie dryfuje. Pomaga papieros albo kieliszek musijącego wina którego smak czujemy całym sobą. I staramy się aby tych momentów było jak najwięcej, zwiększając nasz dystans do blichtru świata.


Sunday, 16 October 2022

Intelektualna euforia

Mechanika kwantowa jest jak zenowski koan. Zamiast "wyobrażania sobie dźwięku jednej klaszczącej dłoni" mistrz mógłby równie dobrze zapytać o cząstkę która jednocześnie kręci się w prawo i w lewo albo o kota który jest jenocześnie żywy i martwy. Być może, intensywnie myśląc o kwantowym koanie, można dostać oświecenia. Albo oszaleć.

Wyobraźmy sobie Alicję i Robera, legendarne postacie kwantowych eksperymentów myślowych. Alicja poleciała rakietą Muska na Marsa a Robert został na Ziemi. Oboje umówili się że  w pewnym, dokładnie tym samym momencie przeprowadzą eksperyment polagający na rzucie monetą.  Wybija ta godzina, wyciągają monety i rzucają. Jesli monety są w stanie kwantowomechanicznego splątania to za każdym razem kiedy Alicja wyrzuci orzełka, Robert dostanie reszkę. I vice versa. I to dzieje się mimo że sygnał między Alicją a Robertem dzieli dystans którego przebycie zajmuję światłu godziny.

Tegoroczni Nobliści, Clauser, Aspect i Zeiliniger, udowodnili że nie ma tu żadnego triku, że splątanie zupełnie nie zmienia właściwości monet. Tak przed jak i po splątaniu prawdopodobieństwo wyrzucenia reszki czy orzełka jest 50%. Nikt tu nie znaczy kart. Świat po prostu jest taki osobliwy.

O rezultacie takiego eksperymentu można myśleć na wiele sposobów. Na przykład można wnioskować że przed aktem wyrzucenia monety, nie ma ona właściwości bycia reszką lub orłem. Nabywa tą właściwość dopiero w wyniku akcji, oddziaływania z instrumentem który tę właściwość mierzy. Możan też twierdzić,  jak to zwykle robią mechanicy kwantów, że moneta jest w zmieszanym stanie orłoreszkowym. Ale niezależnie jak na to popatrzeć cząstki splątane są ze sobą w szczególnym związku, który za nic ma nieskończone odległości Wszechświata (dotychczasowe eksperymenty osiągnęły odległości rzędu tysięcy kilometrów). Być może światło które dochodzi do nas z odległej gwiazdy jest w stanie splątania z jej atomami i tylko patrząc na nią w jakiś sposób na nią wpływamy?

Piszę o tym bo dziwnym zbiegiem okoliczności zacząłem zapoznawać się z fizyką kwantową bardzo wcześnie i od początku byłem nią zafascynowany. W szkole jeszcze mówiliśmy o zasadach Newtona a ja z wypiekami na twarzy czytałem popularnonaukowe książki o kwantach. Prawdopodobnie to przez te książki zajmuję się zawodowo fizyką, choć to, co robię na codzień, niewiele ma wspólnego ze szlachetną, mózgoskrętną mechaniką kwantową.

Mechanika kwantowa miała dla mnie zawsze ten aspekt bycia poza zasięgiem naszego umysłu, poza tym co potrafimy wykoncypować. Być może jej paradoksalność wynika po prostu z tego, że nasz umysł przyzwyczaił się dzielić świat poznawalny na podmiot i przedmiot? Czyli nasze racjonalne myślenie jest niekwantowe. A jednocześnie trudno sobie wyobrazić że w toku ewolucji w jakiś sposób nasze doświadczenie nie obejmuje jej zasad. Przecież oko, po kilku godzinach siedzenia w ciemnościach, jest w stanie widzieć pojedyńcze fotony. A więc może w jakiś sposób, jakaś część nas jest połączona tym samym splątaniem na przykład z osobami które kochamy? Czy intensywna tęskonota może mieć aspekt kwantowy? Przecież to częsty motyw w naszej sztuce, kiedy coś złego dzieje się komuś, inna osoba na innym kontynencie natychmiast odczuwa niepokój. Albo gdy źle śpimy i budzimy się o piątej a potem dowiadujemy się że tego ranka ktoś z bliskich zmarł. W intelektualnej euforii moglibyśmy szukać tłumaczenia tych zjawisk w kwantowym splątaniu.

Ale trzeba z tym uważać, bo tego nie da się dowieść. To są zjawiska poza intelektem. Musimy zaakceptować granice wyjaśnialności świata pokazywane przez mechanikę kwantową i nie próbować podciągać tych wpółparanormalnych zjawisk pod naukę, bo istnieje strefa poza nauką gdzie znajduje sie ich miejsce. 


ciekawy link:

https://www.scientificamerican.com/article/the-universe-is-not-locally-real-and-the-physics-nobel-prize-winners-proved-it



Friday, 13 May 2022

Maj

Maj zaskakuje. Wszystko dzieje się tak szybko. Trzeba zrzucać ciepłe kurtki, o 6 rano robi się widno, rośliny rosną jak na drożdżach, kwitną nie wiadomo kiedy i można to wreszcie obserwować pijąc poranną kawę na tarasie w piżamie. Tylko pracy jest jakoś dużo. Nasza cywilizacja wydaje się pozostawać sezonowa niezależnie od tego jak prace, które wykonujemy, są oddalone od natury. To w maju są matury, egazminy na studia, eksperymenty, konferencjie. Koncentracja pracy aby zdążyć przed latem, przed wakacjami. Nadmiar obowiązków szczególnie kontrastuje z potrzebą obserwacji zmieniającej się natury...  Potrzebujemy czasu aby "ogarnąć" to niesamowite tempo zmian, ale nie mamy na to czasu, niestety. Może w przyszłym roku? Może dopiero na emeryturze? 

Ale skoro nie ma czasu, to może wystarczy natężyć uwagę? Stać tak przez chwilę z kawą w dłoni i z maksymalnym wysiłkiem próbować zobaczyć wszystko, każde poruszenie trawy, liści, rozłożyć ruch dziewczyny na elementy składowe, mikrogesty, usłyszeć każdy szelest, szmer, uderzenie serca. I trwać tak przez chwilę w wieczności tego momentu.

Monday, 28 March 2022

Ostatni samurai

 

Jest taka scena w "Ostatnim samuraju" (2003), w której Tom Cruise, grający Nathana Algrena, zostaje zaatakowany przez chyba sześciu zabójców z mieczami. W tej scenie wyraźnie widać jak główny bohater wchodzi w ten niesamowity stan umysłu, w którym ciało reaguje szybciej niż umysł, bez woli, kiedy uwaga - która nie jest umysłem! - skupiona jest na każdej mikrosekudzie istnienia.

To dziwne ale przychodzi mi do głowy ta scena dość często. Na dodatek przychodzi mi do głowy razem z pewnym zdarzeniem. Najmłodsze dziecko miało wtedy mniej niż roczek, bawiła się siedząc na podłodze i jak to często w tym wieku bywa, zaczęła upadać. Leciała na twadą podłogę, swoją mikro-potylicą w dół, i w perspektywie było uderzenie które dla dorosłego mogłoby oznaczać co najmniej utratę prztomności a dla dziecka... hm... kto wie? Tyle się niedawno mówiło o traumach związanych z wstrząsami mózgu: https://www.scientificamerican.com/report/the-science-of-concussion-and-brain-injury/

Ale nie dramatyzujmy, dzieci upadają często. Wiec leciała w dół, miała się uderzyć w głowę i wtedy nagle, zanim zdążyłem pomyśleć, zanim w ogóle uświadomiłem sobie się dzieje, moja ręka wystrzeliła i w ostatniej milisekundzie a prawdpodobnie w ułamu tej milisekundy dłoń wsunęła się w tą przestrzń między jej głową a twardą podłogą. Mała wylądowała miekko, nic się nie stało i nikt dookoła nie spostrzegł tego fantastycznego ruchu, tego refleksu. Tylko ja przez chwilę byłem nieruchomy, zadziwiony niesamowitą szybkością i precyzją reakcji ciała.

Tak na prawdę te drobne cuda zdarzają się chyba każdemu z nas. Nie widzimy ich bo... właśnie, bo ich nie widzimy. Ale one są, zdarzają się. Są ułamkami sekund, na tyle krótkimi że czasami trudno uwierzyć że sie zdarzyły. Dlatego są błyskawicznie zapominane, ale przecież istnieją ludzie którzy koncentrują się właśnie na nich, na bezpośrednim doświadczaniu rzeczywistości, odnajdując w tych wydarzeniach całą nową sferę istnienia w pewnym sensie ostatecznego.