Showing posts with label cywilizacja. Show all posts
Showing posts with label cywilizacja. Show all posts

Tuesday, 17 March 2026

Dużo się dzieje czy na prawdę nie dzieje się nic?

Buddyjska mniszka (ze Szkocji) mówiła o nieskończonym, niezmiennym kole Samsary, kole w którym wszystkie istoty cierpią. Mówiła że to cierpienie pochodzi z wewnątrz, z myśli a przecież myśli są niematerialne, w związku z czym w pewnym sensie nie-rzeczywiste i dlatego cierpienie jest efektem negatywnych myśli i zależy od tylko nas a nie od świata zewnętrznego. A potem powiedziała że myśli potrzebują energii aby zaistnieć. No właśnie! Oto spostrzeżenie, przecież takie proste i oczywiste, którego nigdy wcześniej nie miałem, mimo tego że o myśleniu myślę często. Myśli potrzebują energii, tej jak najbardziej fizycznej, zapewne mierzonej w piko-dżulach, kiedy dotyczą spraw trywialnych, na przykład odpytywania żołądka i jelit co chciałyby na obiad. Kiedy natomiast myśli się o paradoksie EPR albo o równaniu Schrödingera mózg się "gotuje" i potrzebna energia idzie w mikro-dżule. 

Notatka na później: ciekawe ile energii pochłania nie-myślenie o kimś albo o czymś. Mam na myśli intencyjne nie-myślenie.

Ta wypowiedź mniszki mogłaby być przyczynkiem do szerszych rozważań o świecie fizycznym i niefizycznym, o tym na przykład jak intencja ruchu przekształca się w ruch. Ruch ręki aby sięgnąć po kieliszek wina. Ale ostatnio dużo się dzieje w dziedzinie AI, więc późniejsze rozmowy kręciły się w tym temacie.

W AI wydatek energetyczny na myślenie można po prostu zmierzyć.  W tym przypadku mamy do czynienia raczej z kilo-dżulami, więc, pi razy drzwi, pewnie AI jest kilka-kilkadziesiąt tysięcy bardziej energochłonna. Przynajmniej w tej chwili.

Kilka dni później siedziałem na piwie z ludźmi zajmującymi się sztuczną inteligencją w największych firmach IT tej planety. Mimo kosztów energetycznych inferencji, zastępowanie ludzi modelami językowymi w dziedzinie programowania trwa w najlepsze. "Ja przeszedłem gdzieś w grudniu" - dało się słyszeć. "Przeszedłem" oznaczało zupełne odejście od ręcznego programowania na rzecz programowania przy pomocy agentów AI. Oznacza nagłe przyśpieszenie kodowania. Rozwój projektów staje się eksponencjalny. A obecnie wszystko zależy od software. 

To, oraz szaleństwa przywódców świata, sprawia że ludzkość jest w bardzo burzliwym okresie. Taki perfect storm. Czas wielkich zmian na planecie. Byle nas nie pochłonęły.


Tuesday, 3 March 2026

Księżyc w pełni to takie anty-Słońce...

Miałem pisać kod do pewnych symulacji ale... ale księżyc jest w pełni. A księżyc w pełni to takie anty-Słońce. Wschodzi na wschodzie ale o zachodzie (Słońca), zachodzi na zachodzie ale o wschodzie (Słońca) i wędruje po niebie dumnie, wysoko, jak nasza gwiazda. Trzeba wyjść, popatrzyć w rozświetlone księżycem niebo. Nie wiem dlaczego ale kiedy patrzę na intensywną pełnię wydaje mi się że słyszę skwierczenie, jakby jajka na patelni. Cisza, bezruch, to mocne światło i to jakby skwierczenie.

Jak widać na internetowych serwisach niebo na Bliskim Wschodzie wygląda inaczej. Bardziej dynamicznie. Jest rozświetlane dodatkowymi gwiazdami, szybko przemieszczającymi się, wykonującymi niespodziewane zwroty, wybuchającymi tam albo spadającymi na budynki które nikną w kulach ognia. Świat zwariował. 

Wschód i Zachód. Umysł lubi podziały i trzeba lat życiowego doświadczenia aby instynktownie zacząć traktować je z powątpiewaniem i dystansem na jakie zasługują. Dla nas, z Polski drugiej połowy XX wieku, Zachód był antytezą sowieckiej przaśnej ideologii zniewolenia. Był miejscem które rządziło się prawami a nie wolą partii i jej aparatczyków. Był demokracją która, choć niedoskonała, zawsze jest lepsza.

Upadek komunizmu był procesem ale przełomowy był rok 1989. Od tego czasu jesteśmy coraz bardziej Zachodem, coraz mniej Wschodem. Ale coraz bardziej staje się jasne że część Zachodu staje się czymś z czym nie można się identyfikować. To co wyrabiają panowie rządzący z Izraela czy USA nie jest i nigdy nie będzie w moim imieniu. Cyniczna wojna, zaczęta od ataku przeprowadzonego praktycznie w czasie negocjacji? Strzelanie do cywili w Gazie. Nie w moim imieniu. 






Sunday, 7 December 2025

Uchmurnienie

Grudzień więc mgły, chmury, deszcz i bardzo krótkie dni. Światła jest tak mało jakby wciąż trwał wieczór. To prawdziwy koszmar fotografa, bo fotograf pracuje ze światłem. Co fotografować kiedy wciąż trwa zmrok?

Czasu także jest mało bo tyle rzeczy, tyle projektów chcę skończyć przed Bożym Narodzeniem. Maszyny wciąż jeszcze działają, przed miesiącami postoju, więc to jest ostatnia szansa żeby coś zmierzyć albo po prostu sprawdzić jak na prawdę działa. W związku tym, wciąż zajęty, niedowidzący, jakoś niewiele zauważam. Czasami spostrzegam jeszcze lisa który przychodzi do ogrodu. Ale więcej czasu patrzę w komputer niż na ogród, niż na las. Mówię sobie że to tymczasowe, grudniowe, że tak chcę po to żeby później, gdy dnie będą dłuższe, patrzeć więcej za okno. Czy sam siebie oszukuję?

Tymczasem nie sposób nie spostrzec powolnej ewolucji tego, co się dzieje w domenie komputerowej. Zeszły rok upłynął pod znakiem Multi-Factor Authentication. Nagle już nigdzie nie można się zalogować, nie można przeczytać maili, bez smartfonu sprawdzającego czy ja to ja. Hasła przestały wystarczać,  smartfony dodatków sprawdzają czy ja to ja używając do tego odciska palca lub kamery. I to się dzieje kilka, kilkanaście razy dziennie. Niby jest dzięki temu bezpiecznej ale... jest wiele ale. Zastanawiam się ile czasu dziennie poświęcam wpisując po raz kolejny hasło i czekając aż algorytmy w smartfonie stwierdzą że ja to ja i wyślą potwierdzenie do serwerów gdzieś tam, pewnie za Atlantykiem.

W tym roku nastąpiła inna ewolucja w mojej "firmie". Jeszcze zupełnie niedawno trudno było podzielić się plikiem. Dajmy na to prezentacją. Szczególnie jeśli była duża (a w mojej "firmie" pusty template power pointa zajmuje około 100 MB) i nie bardzo chciała przejść przez standardowy email. Oczywiście mamy współdzielone dyski, ale trzeba było ten dysk podłączyć, skopiować i dać znać zainteresowanym osobom jaka jest lokalizacja. Teraz jest inaczej. Każdy dokument jest od razu w chmurze i trzeba tylko dać kolegom "przyzwolenie" na jego obejrzenie lub edycję. Jeszcze nie do końca to działa, wersje "Online" różnych programów są mocno okrojone, wciąż jeszcze można ściągnąć dokumenty i edytować je lokalnie, ale to teraz wymaga wyższej znajomości "IT", a zapisywanie w chmurze jest ustawieniem domyślnym.

Wspominam czasy kiedy komputery raczkowały. Mieliśmy pierwszy komputer - Amstrada CPC 464 i marzyło się żeby to prymitywne urządzenie było kiedyś choć trochę jak człowiek, żeby można było z nim pogadać. Dzisiaj wsiadam do samochodu i mówię "Hej, poprowadź mnie do pracy!" A on jedzie. "Jaka jest prognoza pogody?" A on mówi. A już z czatem GPT można bez problemu uskuteczniać egzystencjalne dyskusje.

Od tego siedzenia w świecie wirtualnym nachodzi minie ochota na spacer. Wyjść. Jakie to cudowne słowo. Bo tam, poza strefą prywatnego komfortu, tam są inni ludzie, tam jest wiara, tam jest chłód. Ah chłód. Dzisiaj powietrze czuć zimą i to zimno, czyż to zimno nie jest życionośne?






Wednesday, 6 August 2025

Cmentarz w Pradze

Umberto Eco wydał Cmentarz w Pradze w 2010 roku. To była jego przedostatnia książka. Z głupia frant kupiłem audiobooka na długą podróż samochodem do Polski. Nie miałem pojęcia o czym jest, ale znając inne książki Umberto domyślałem się że dostarczy rozrywki wysokiej jakości, w sam raz na długie autostradowe godziny. 

 Wiatraki przy niemieckiej autostradzie.
Kiedy się zorientowałem że książka jest zbeletryzowaną historią o tym jak powstały "Protokoły mędrców Syjonu", aż mnie zatkało z zaskoczenia. Co za zbieg okoliczności, słuchać opowieści o stworzeniu "Protokołów mędrców Syjonu" przez włoskiego oszusta i zawodowego fałszerza dokumentów Simone Simoiniego (postać fikcyjna), który to fabrykuje te dokumenty na potrzeby carskiej bezpieki jadąc do kraju, do mojego kraju, w którym ostatnimi laty budzi się antysemityzm a wielu ludzi wciąż uważa "protokoły" za orginalne. Są tacy, co powielają się je na kopiarce i bindują jakby były zakazanymi księgami! 

Jakoś przypomina mi to historię Danikena, szwajcarskiego pisarza który zyskał niesamowitą poczytność publikując pseudonaukowe brednie w postaci książek. Co z tego że naukowcy w odpowiedzi wydali książki (tak więcej niż jedną!) objaśniające Danikenowe bzdury, skoro Daniken sprzedał 70 milionów egzemplarzy na całym świecie a książka Ronalda Story "The Space-Gods Revealed" znalazła zaledwie kilka tysięcy nabywców? I tak większość ludzi wierzy w teorie spiskowe o Żydach pragnących zawładnąć światem i w kosmitów pomagających ludziom stworzyć cywilizację.

Przy czym, trzeba to zaznaczyć, ani panstwo Izrael ani różne żydowskie organizacje domagające się ciągłych odszkodowań, bez umocowania moralnego oraz ignorując prawo danego kraju, nie robią Żydom dobrego PR.
  

Wednesday, 11 June 2025

Taipei

Wilgotność powietrza jest po prostu 100% i woda osiada na wszystkim. Wielkie szyby ulicznych biznesów są zaparowane zupełnie jak okienka góralskiej knajpy w srogą zimę. A przecież jest 30 stopni. Uff. Ubrania też wydają się lekko wilgotne. I pościel. 

Południowo wschodnia Azja, tropiki. Większość ludzkości mieszka w tropikach lub subtropikach. My na północy wyobrażamy sobie że mają całoroczne, słoneczne wakacje, ale to trudny do życia klimat. Upał męczy, wilgotność sprawie że ciężko się oddycha. Na szczęście, zupełnie inaczej niż w nasze lato, zmrok zapada o 18:30 a noc jest długa. Życie na wypalonych słońcem ulicach budzi się wieczorem. Słynne nocne markety to nie fanaberia ale konieczność.

W Taipei przy głównej stacji jest też coś w rodzaju podziemnego nocnego marketu. Ogromna przestrzeń, kilometry rozległych korytarzy, zdaje się całkiem głęboko pod ziemią. Tutaj nie dociera słońce. Podziemny klimat jest łagodny i bezdeszczowy. Dlatego tysiące ludzi spędzają tu masę czasu. Tu i w innych klimatyzowanych supermarketach, ale będąc w tym podziemnym konglomeracie trudno oprzeć się myśli że może on pomieścić dziesiątki tysięcy ludzi w razie...

Tajwańczycy są ogromnie sympatyczni. Drugiego dnia wybrałem się podziwiać panoramę stolicy z pobliskiego Elephant Rock. Wieczorami przychodzi tam dużo ludzi, turystów ale i lokalsów. Imponujące centrum miasta zaczyna się zaledwie kilkaset metrów od skały. Żeby spojrzeć na szczyt największego wieżowca zwanego Taipei 101 wciąż trzeba leciutko podnieść głowę. Słychać ciche rozmowy, ludzie robią zdjęcia.

Idąc tam zgubiłem się trochę i spytałem o drogę tajwańską dziewczynę która też nie była pewne ale spytała starszego mężczyznę i ten okazał się znawcą ścieżek (tak na prawdę to są wyłożone betonowymi płytami chodniki) i co więcej poszedł z nami. Tak nam się fajnie rozmawiało że poszliśmy potem na jeden z pobliskich nocnych marketów coś przekąsić. On pokazywał swoje zdjęcia i muszę przyznać że były piękne, dopracowane, miały swoistą estetykę. Tu jest link do jego konta na instagramie. Ona to dentystka mieszkająca w Nowym Taipei. Miała dzień wolny od pracy i zdecydowała odwiedzić te okolice w których kiedyś mieszkała. Ich angielski nie był biegły ale zupełnie wystarczał do pogadania.

Dowiedziałem się że owszem, obawiają się chińskiej inwazji. Co więcej, znacząca cześć populacji chciałaby przyłączenia kraju do "mainland China" i to nie z powodów politycznych ale po prostu uważają że są jednym krajem. Ta cześć rozmowy była dość delikatna bo przecież moi rozmówcy nie znali się i nie wiedzieli jakie są ich poglądy. Ale oboje byli przekonani o nieuchronności inwazji. Zresztą na wielu domach są tabliczki z napisem "Air Defense Shelter". 

Jedliśmy te dziwne potrawy. Mężczyzna pokazywał zdjęcia i wysłał mi rekomendacje do kilku restauracji. W końcu musiał iść. Wtedy dziewczyna trochę się bardziej otworzyła. Opowiadała o społecznej presji na zarabianie pieniędzy i zakładanie rodziny. Choć na Tajwanie, jak w całym nowoczesnym świecie, rodzi się coraz mniej dzieci. Oboje uważali że Tajwan jest bardzo bezpieczny, nikt nie kradnie, nie oszukuje. Nie mieli takiego samego zdania o Europie. Trudno nie przyznać im racji, choć zaznaczałem oczywiście że i a Europie są kraje całkiem bezpieczne jak Szwajcaria i Polska, i te gdzie łatwiej można stracić dobra osobiste, jak Włochy, gdzie dwa na przestrzeni roku razy włamano mi się do auta.

Przegadaliśmy tak ze dwie godziny. Nie pozwoliła za siebie zapłacić. Wsiedliśmy do metra, ja jechałem tylko dwie stacje i więcej się nie zobaczyliśmy. Ciekawe jak można spotkać zupełnie obcą osobę, porozmawiać o ważnych sprawach i pożegnać się ot tak. Kiedyś zdarzała się to częściej.

Nie byłem turystą. Przyjechał na dużą konferencję, tak z tysiąc ludzi. Całkiem sporo z nich znałem, niektórzy byli swego czasu moimi przyjaciółmi, zanim po raz kolejny nie zmieniłem miejsca pracy. Nie będę opowiadał o technicznych nowinkach zahaczających zresztą o swego rodzaju "pełzającą rewolucję" w dziedzinie akceleratorów cząstek. Opowiem tylko o dwu rozmowach: z Amerykaninem i z Rosjaninem.

Amerykanie są skonfundowani. Trump faktycznie tnie finansowanie nauki i czują to, choć w Stanach duża część środków jest prywatnych a nie federalnych. Młodzi doktoranci kilka razy pytali mnie o możliwości postdoków w Europie. Managerowie zastanawiali się nad tym, jak rząd federalny zamierza "zastępować" ludzi sztuczną inteligencją. Dla nas to wciąż brzmi jak science-fiction, w moim labie administracja wciąż traktuje AI jako dziwaczną ciekawostkę, podczas gdy w świecie trwa rewolucja.

Mój znajomy Rosjanin, którego nie widziałem od roku 2020, wyściskał mnie kilka razy. Potem, na bankiecie i przy winie opowiedział o problemach żony ze znalezieniem pracy w Niemczech, mimo że miała już niemieckie obywatelstwo i o tym jak niemalże nie zobaczył umierającej matki z powodu problemów jakie mają teraz mieszkający za granicą Rosjanie którzy chcą odwiedzić kraj. "Matka nigdy nie spotkała mojej młodszej córki!". Opowiadał o jechaniu przez Polskę, zostawiani auta gdzieś na parkingu w Gdańsku po to żeby pojechać autobusem do Kaliningradu, o wielogodzinnym czekaniu na granicy. Znam to, pamiętam jeszcze komunistyczne czasy PRLu. Teraz to wraca, wraca "pierdolony ponury cień Rosji, który zdycha ale ma ostatnią nadzieję że pociągnie za sobą innych", wraca pod postacią "leningradzkiego gopnika z odstającymi uszami, którego lali na podwórku, bo był zdechlakowaty, i dlatego poszedł do KGB". Tak mi się cytuje kwiecistą prozę niedawno przeczytanego Stasiuka. 

A i sam piękny i nowoczesny Taiwan jest owocem najazdów i wojen. Rdzenna ludność, aborygeni, zostali niemalże zupełnie wyparci przez napływowych chińczyków. I to wcale nie tak dawno temu, bo zaledwie niecałe 400 lat temu. Dzisiaj aborygeni stanowią jakieś 2% populacji a wyspa jest całkowicie "zsinizowana" (istnieje takie słowo?). To powinno dać do myślenia tym, którzy myślą że tylko biały zachodni człowiek swoją cywilizacyjną ekspansją wykończył inne, pacyfistyczne kultury na tej planecie. Sprawy nie są takie proste.

Wracam do Europy po dziesięciu dniach. Lecę przez Hong Kong. Lot z Hong Kongu do Zurichu trwa niemalże 13 godzin. Trajektoria jest dziwna. Wygląda na to że został jeden wąski korytarz którym samoloty przeciskają się między Ukrainą a Turcją. Szybkie spojrzenie przez okno, które każą trzymać szczelnie zasłonięte roletą, pozwala zobaczyć inne samoloty lecące tą samą trasą. Jedna z tych obojętnych niby obserwacji które jednak budzą grozę.





Tuesday, 20 May 2025

Luźne myśli i nowy skaner drutowy

Stop dreaming of new fields and exotic particles, extra dimensions, new symmetries, strings and all the rest. The data of the problem are simple: general relativity, quantum mechanics and the Standard Model. You 'only' need to combine them in the right way and you will take the next step forward. Tak napisał Carlo Rovelli (CERN). Choć brzmi trochę jak Sabine Hossenfelder (anty-CERN). A na cytat, który mi się podoba, trafiłem przeglądając autobiografię Ugo Amaldiego. 

"Data of the problem" są być może jeszcze prostsze. Przestrzeń, czas, obiekt... Nadajemy tym pojęciom realność, ale przecież to są tylko pojęcia - produkt umysłu. I tu są dwie drogi: albo zakładamy że produkty umysłu, gdy wchodzą do świadomości zbiorowej, stają się rzeczywistością, albo że podstawowa nawet rzeczywistość pozostaje na razie nieuchwytna dla naszych umysłów. Coś w tym stylu. Przy czym w czasach ludzi żyjących w tak zwanej infosferze, wpatrzonych w ekrany telefonów, telewizorów czy komputerów, jakoś łatwiej zaakceptować to pierwsze podejście.

    A na koniec chciałem opisać pewną sytuację z przyszłości. Max, który kiedyś przejmie moje obowiązki, będzie kalibrował wyłączniki końcowe skanera drutowego. Będzie to część procesu konserwacji tych urządzeń. I kiedy tak będzie nad tym ślęczał, w labie a może na dole w bunkrze akceleratora, pomyśli o tych którzy tę generację skanerów zaprojektowali i odpalili. Tak samo jak ja teraz kalibrując obecne skanery myślę o tych którzy zrobili poprzednią generację, którzy obecnie są na emeryturze albo i po...
       Więc Maxie drogi, pierwszy działający prototyp został uruchomiony w poniedziałek, 5-go maja 2025. W labie byliśmy w składzie: Rudolf - pomysłodawca, emerytowany fizyk o niezwykle precyzyjnym myśleniu, stara szkoła niemieckiej inżynierii i fizyki, Martin - wkrótce emerytowany inżynier który zaprojektował większość mechanicznych części, Anders - elektronik od systemów dużej mocy który zaprogramował silnik, Raphael - genialny technik elektronik i Simon - młody technik-mechanik który teraz pewnie jeszcze u Ciebie pracuje i od którego dowiadujesz się masę rzeczy. Skaner był odpompowany tak aby siły działające na mieszek próżniowy były takie jak w rzeczywistości. Zaczęliśmy od bardzo wolnych ruchów i powoli, powoli zwiększaliśmy prędkość aż doszliśmy do 4 m/s, czyli do nominalnej. Jest to prawie 6 razy tyle co poprzednia generacja skanerów. 
    Niby nic wielkiego, takie drobne wydarzenie, nic w porównaniu z obecnie zachodzącą rewolucją AI. Nikt o tym nie będzie pisał książek, a jednak konsekwencje wyborów poczynionych w czasie projektowania ciągnąć się będą przez jakieś 20-30 lat i bardzo staraliśmy się aby nikt kto kiedyś będzie się tymi skanerami zajmował, nie klął na nas za jakąś głupią decyzję.



Saturday, 8 February 2025

Od deski do deski

Rano był prawdziwy mróz, szron przybielił trawę, krystalicznie zimne powietrze sprawiło że mgły pięknie tańczyły nad ciepłą rzeką a światło odbijało się klarownie od metalowych dachów domów. Kiedyś takie poranki były normą, ale teraz czasy się zmieniły. Tej zimy, jak dotąd śnieg leżał jeden dzień, a takiego dobrego mrozu też było jak na lekarstwo. Czy ktoś jeszcze tęskni za mrozem?

Skończyłem czytać "Book of longing" Cohena. To są wiersze. Piękne, dogłębne, trochę obce, trochę bardziej uniwersalne. Trochę znane z jego muzycznych albumów.

Poezję czyta się tak bardzo inaczej niż prozę. Nie można tomiku po prostu przeczytać od deski do deski i zamknąć sprawę. Trzeba wracać do wierszy z poprzednich stron, trzeba przeskakiwać na koniec i z powrotem na początek, trzeba po przeczytaniu kilku strof zatrzymać się, wyjść na balkon, popatrzyć na świat w sposób troszkę inny, czasami nawet bardzo inny, trzeba wrócić na początek wiersza, przeczytać te parę słów na nowo, trzeba dać się zaskoczyć to nagle nową perspektywą... Trzeba zaakceptować że czytanie wierszy niewiele ma wspólnego z czytaniem służącym do zdobycia informacji z podręczników, lub do wysłuchania jakiejś historii z powieści. Ma zupełnie inną funkcję. Służy takiemu przestawianiu słów, takiemu ich nieoczekiwanemu splataniu, aby wydobyć nową perspektywę, zakwestionować starą i w końcu coś zmienić w sposobie w jaki widzi się samego siebie i świat.

Jest już słoneczne południe, 8 lutego, temperatura sprawia że na balkon wychodzi się w szortach. Dzień utracił poranną świeżość, nieskończoność alternatyw tego, jak może się potoczyć została zredukowana. Book of longing trafił, chwilowo, na półkę książek "przeczytanych".

Saturday, 21 December 2024

Grudniowa kondycja AI

Zapadł zmrok i skończył się najkrótszy dzień roku. Przesilenie zimowe, święta za pasem. Dziewczyna w kantynie, szczupła, trochę wyschła neapolitanka, z radością mówiła o ostatnim dniu pracy. Przysłowiowym rzutem na taśmę zrobiliśmy ostatnie pomiary z moim genialnym studentem. Wyniki bardzo interesujące bo trudne do zinterpretowania.

To niewątpliwie jest rok AI. Nagle wszyscy dookoła używają najróżniejszych narzędzi które ułatwiają pracę. ChatGPT generuje miłe odpowiedzi na maile, poprawia styl artykułów naukowych, NotebookML streszcza owe artykuły, Connected Papers sprawdza kto pracuje nad podobnymi zagadnieniami, Ollama oferuje zabawę z modelami LLM offline, itp, itd,  Codziennie nowe narzędzia. Rewolucja w całej krasie. Wypadałoby poświęcać więcej czasu na zapoznawanie się z nowymi narzędziami niż na pracę samą w sobie.


Monday, 25 November 2024

Stary kraj

Krótka wizyta w starym kraju. Mętna od dymu z kopciuchów atmosfera śląskiego miasteczka, ponure opowieści o ciężkiej doli narodu polskiego. Wszyscy chcieli nas wymordować: Niemcy, Ruscy, Ukraińcy, Żydzi no i oczywiście Big Farma. A każdy na swój sposób, począwszy od wschodnich brutalnych tortur w których lubowali się banderowcy, poprzez niemiecką pedantyczność w dokumentowaniu każdej zużytej puszki Cyklonu B po chytre trucie wody będące ponoć specjalnością starszych braci w wierze. 


W takiej atmosferze, starannie podsycane algorytmami youtuba, powstają najróżniejsze sekty. Moja rodzinna występuje pod nazwą ProCognito, głosi tezy o słowiańskim pochodzeniu miłującego pokój Chrystusa, o biblijnych dowodach na to że obcy z innych planet pomogli Narodowi Wybranemu przejść przez pustynię produkując mannę w reaktorach jądrowych a w piwnicznym warsztacie zajmuje się produkcją suplementów diety w warunkach którym daleko jest do aptecznych.

Z racji zawodu mam więcej styczności z "alternatywną fizyką" niż "alternatywną medycyną" ale zauważam wiele podobieństw. Frustracja obecnym stanem zinstytucjonalizowania wiedzy (oraz innych elementów życia), bezpardonowa gra o kasę prowadzona przez tych najbogatszych, opływających w miliardy, odbijająca się czkawką etyka pracy i sukcesu społeczeństwa industrialnego (lub postindustrialnego) no i nadchodzący kryzys geopolityczny i demograficzny. Wszystko to skłania do kontestacji dotychczasowych metod naukowych, do prób zupełnego wywrócenia gmachu wiedzy i obecnych podstaw społecznych. 

W fizyce, przynajmniej niektóre z tych alternatywnych prób rewolucji bywają interesujące. Nowe idee, rzeczy o których się wcześniej nie pomyślało w dany sposób, jeśli tylko przejdą pewien podstawowy próg dzielący świat myśli od świata nonsensu, warte są rozważenia, nawet jeśli i tak zostaną odrzucone. Moje główne problem z różnymi "alternatywnymi medycynami" to są wywody kpiące sobie z podstawowych praw statystyki i logiki, które na prawdę nie są czymś dobrowolnym a podstawą jakiejkolwiek ludzkiej działalności intelektualnej. "Alternatywna nauka" jest mieszanką faktów z dużą dozą dopowiedzeń, fantazji które mają łączyć te fakty w spójną historię ale które, niestety, pozostają fantazjami, niezależnie od tego w jak bardzo przekonujący się o nich opowiada.

Thursday, 28 December 2023

Przesilenie grudniowe

W tym roku najkrótszy dzień był szczególnie męczący, bo wypadał w samym środku jakiegoś rekordowego niżu. Lało, ale w punkcie gdzie spotykają się trzy duże szwajcarskie rzeki pada praktycznie codziennie od dwu miesięcy, więc pod tym względem nie było różnicy. Ale za to był to duży kontrast z poprzednim rokiem, kiedy o tej porze Limmat wysychał. 

Dwudziestego trzeciego wsiadłem w auto. Całonocna jazda do kraju, jak kiedyś przed laty, wcale nie była tak męcząca jak się obawiałem. Za Dreznem drogi zrobiły się białe. Lawety zwoziły czarne karoserie śmigłych audi i bmw, pierwszych ofiary utraty przyczepności. Szukałem Polskiego radia ale dopiero kilkanaście kilometrów przed Zgorzelcem (ale już za tunelem), złapałem trójkę. Była pośród mnóstwa czeskich radiostacji. Zawsze mnie dziwiło że tam można łapać tak dużo czeskich a tak trudno złapać polskie. Geografia fal radiowych za nic ma bliskość populacji kraju kilkukrotnie większego.

Na Wigilię zjechaliśmy późno jak na polskie standardy. Śnieg jeszcze zalegał na wolno topniejących kopach na trawnikach i poboczach, ale z chmur już lała się woda. Presja "spędzania czasu razem", choć tak niewiele nas łączy. Przez lata każdy zdryfował we własny, odrębny świat, bąbel informacyjno-światopoglądowy. Tworzenie społecznych podgrup, czy to zawodowych czy po prostu grup hobbystycznych, prowadzi do rozpadu grup opartych na więzach krwi. Taka oczywista oczywistość. Wieloaspektowość, wielowarstwowość świata, jaki tworzy współczesne społeczeństwo, przyczynia się do atomizacji. Jest coraz mniej wspólnych mianowników. Nie ma już jednej religii, jest za to wiele odrębnych jej wersji. Nie ma jednego patriotyzmu, choć są jego liczne mutacje. Nauka i logika, czyli to co jest tak dokładnie zdefiniowane że powinno się ostać, także padają ofiarami interpretacji.

Po Wigilii wracamy do wynajętego mieszkania. Po chwili wychodzimy na puste ulice dużego miasta. Idziemy przez deszcz. Z ulgą znajdujemy otwarty bar o uroczej nazwie gospoda przemytników.

Wednesday, 8 November 2023

Czytając Sabine

Kilka godzin w zatłoczonym pociągu między Europą ciepłą, śródziemnomorską, chaotyczną a Europą chłodną, uporządkowaną, wystarczyło aby przeczytać najnowszą książkę Sabine Hossenfelder "Czy Wszechświat myśli". Ale najpierw był spektakularny poranek, kiedy pociąg meandrował przez Alpy niczym wąż, wciąż zmieniając kierunek na którym wschodziło słońce.

To była ciekawa lektura. Sabine stoi na stanowisku że w tej chwili nie ma dowodów na jakiekolwiek zasady natury które nie byłyby redukcjonistyczne, czyli wynikające z praw rządzących cząstkami elementarnymi. Zasadniczo ma rację, ale naukowcy od lat usiłują takie prawa znaleźć, zapostulować. Robią z ogromną determinacją, która wynika z tego, że redukcjonizmu da się intelektualnie zaakceptować i pogodzić z własnym doświadczeniem. Świat jest tak ogromnie złożony i wieloznaczny że podejście czysto redukcjonistyczne nie może być prawdziwe. Ale czy Sabinę ma rację? Czy jest możliwe że ogromne bogactwo świata można sprowadzić do kilku dość krótkich wzorów z teorii pola?

Nie wiem, ale niepokoi mnie kilka stwierdzeń w jej książce tudzież kilka idei nad którymi jakby się prześlizgnęła nie wchodząc w ich treść lub bagatelizując pewne ich aspekty. Na przykład bagatelizuje znaczenie kwantowej losowości w powtórzonym wielokrotnie zdaniu: "(...)przyszłość jest z góry ustalona, za wyjątkiem zachodzących od czasu do czasu kwantowych zdarzeń". Przecież kwantowe zdarzenia nie zachodzą "od czasu do czasu" ale dominują! Zmieniają kompletnie przyszłość!

No i jej argumentacja dotycząca nieważności chwili obecnej też mnie nie przekonuje.



Sunday, 15 October 2023

Różne strony sadyzmu

    Jechałem kiedyś tą trzypasmówką która przecina Katowice zaraz obok Spodka. Była wiosna, słoneczny dzień, duży ruch, toteż dopiero w ostatniej chwili zauważyłem niewielki poruszającą się biały wzgórek na środku pasa, który wynurzył się spod podwozia auta mknącego przede mną. Nagłe uderzenie adrenaliny do głowy, refleks, skupienie i trzy małe kocięta, znalazły się między kołami mojego auta. Wbiłem wzrok we wsteczne lusterko aby sprawdzić czy żyją i czy mi się nie przywidziało, ale jedyne co zobaczyłem to maska kolejnego auta. Najprawdopodobniej przeżyły mój przejazd, ale przecież zaraz, za chwilę ktoś w nie wjedzie, nie ma innej opcji. Gorączkowa analiza sytuacji nie doprowadziła do rozwiązania. Zatrzymać się? Nie było pobocza! Stanąć na pasie? Przy tym natężeniu ruchu równałoby się to samobójstwu. Co zrobić, co...?

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.

    Nic. Byłem już kilometr dalej, w strumieniu tysiąca aut i nic nie mogłem zrobić. Nikt nie mógł nic zrobić bez doprowadzenia do wypadku. Gardło było suche. Umysł pełen pytań i bolesnego buntu.

    Kto? Dlaczego? Dlaczego ktoś zostawił malutkie, kilkutygodniowe kocięta na środku ruchliwej drogi w centrum metropolii? Przecież nie znalazły się tam przypadkiem, ktoś musiał je z premedytacją wyrzucić. Może nawet z góry, z wiaduktu. Może tam stał i patrzył co się stanie, kto je rozjedzie. A może satysfakcję sprawiała mu sama wiedza że zginą przerażone do granic możliwości, na samym początku ich miękkiego kociego życia? Można nawet czerpał przyjemność z ich cierpienia i z potencjalnego cierpienia kierowców, zwłaszcza tego którego auto w końcu zamieni miękkie ciała w krwawe plamy na asfalcie?

    Kiedyś, w średniowieczu, ponoć sadyzm był częścią życia publicznego. Kary cielesne, chłosty, tortury, nabijanie na pal, palenie żywcem, to wszystko było częścią codzienności czy może nawet świątecznym przedstawieniem. W dzieciństwie spotkałem kilku sadystów, torturujących zwierzęta. Nie mówię o dzieciach torturujących owady, ale byli ludzie którzy zabijali na przykład koty w szczególnie bestialski sposób. Budzili grozę, nie chciało się być w ich obecności, bo ewidentnie czerpali przyjemność z cudzego cierpienia. Ale skoro w średniowieczu bestialstwo było powszechne to może część z tego tkwi jeszcze w niektórych z nas? Im bardziej na wschód...

    W ostatnich latach był ISIS, Bucza, teraz Hamas... ludzie mordujący innych tak, aby zadać jak najwięcej cierpienia, aby po nocach śniły się koszmary. Dlaczego? W nadziei że wzbudzą grozę która pomoże im osiągnąć zwycięstwo? Czy wręcz przeciwnie, w nadziei że wzbudzą taką żądzę odwetu że wojny nigdy nie ucichną, przez następne pokolenia. A może z przyjemności?

Wednesday, 4 October 2023

Mądrość starszyzny

Ostatnio często znajduję się w towarzystwie 60-cio czy 70-cio letnich facetów (zdarzają się też kobiety, ale o wiele rzadziej) których znam z ich prac, książek czy artykułów. Nie są to ludzie znani wszystkim ale w swych wąskich działkach są prawdziwymi mistrzami, guru których zna każdy kto choć liznął daną dziedzinę. Bardzo często ci ludzi są też ciekawi całego świata, mają przemyślenia na wiele różnych tematów, no i oczywiście korci mnie wyciągnąć to od nich. Sam nie jestem młodzieńcem, dużo przeżyłem, widziałem, przemyślałem i jeśli coś wiem to to, że nie wiem wszystkiego, że moje opinie są jedne z wielu możliwych a ostateczna prawda, o ile w ogóle istnieje (i co to w ogóle znaczy "ostateczna prawda"?), jest absolutnie efemeryczna. 

Wygenerowane przez DALL-E.

Słucham więc Luciano - który oprócz tego, że jest absolutnym mistrzem w projektowaniu cyklotronów, jest także filozofem - z bezwarunkową ciekawością. Co myśli on, dwadzieścia parę lat starszy, o świecie? Co myśli o genezie nauki? Mówi o ważności narzędzi w poznawaniu i zmieniniu świata. Przykładem niwzwykle istotnego narzędzia jest ... równanie matematyczne. Oczywiście historycy matematyki dochodzą początków algebry, czyli teorii rozwiązywania równań, już w pradawnym Babilonie, ale pełny formalny zapis równań, ten który umożliwił ogromną ekspancję nauki, to dzieło Europy. Można powiedzieć że przed XVI wiekiem nie mieliśmy, jako cywilizacja, potężnego narzędzia zwanego równaniem matematycznym! Coś, co wydaje się tak podstawowe, jeszcze 400 lat temu właściwie nie istniało. A zapewne kiedy rodziło się, przypominało magię, bo dawało moc przewidywania.

No i tak sobie gawędzimy o cudach cywilizacji, w ramach "oficjalnej" wersji historii, bez potrzeby ufoludków którzy mieliby nas popychać do przodu (lub hamować, w zależności jakiego youtubowca się ogląda), bez von Danikena który dziś byłby zapewne jednym z tych youtuberów. Luciano jest pogodny, pełen życia, ciekawski. Mówi o różnych typach inteligencji. Inteligencja biznesowa, inżynieryjna, polityczna, emocjonalna. Popijamy piwo. Trudno uwierzyć że spędziliśmy dzień dyskutując instalację która będzie zawierać 4000 ton ciekłego ołowiu ogrzewanego przy pomocy 300 megawatowego reaktora. 

 


Sunday, 27 August 2023

Opowieści

Wędrowałem przez wysokie, porośnięte tropikalnym lasem zbocza by wyjść na kamienisty, księżycowy niemal płaskowyż. Szlak wił się pomiędzy głazami. Potem zaczął zchodzić w dół, w stronę morza. Ta wędrówka trwała kilka dni, potem doszedłem do portu z którego wróciłem promem do ...  No właśnie dokąd? Pamiętam dokładnie tą piękną wyprawę, ale nie pamiętam co robiłem potem.
 
Próbowałem na różne sposoby dostosować tą wędrówkę do kalendarium moich podróży. Byłem przecież kilka razy w Indiach, w Azji południowo-wschodniej. Szukałem tej wyprawy na mapie. Nic mi jednak nie pasuje! Po długich rozważaniach doszedłem do wniosku że moje żywe wspomnienie tej wyprawy jest... fantazją!
 
Nie jest to jedyne kwazi-wspomnienie które męczy mnie od lat. Czasami budzę się ze snu o mieszkaniu o kamiennych ścianach. We śnie jest to moje mieszkanie, w którym kiedyś mieszkałem a które teraz jest komuś podnajęte. Budzę się i muszę sobie niemalże głośno powiedzieć że to był sen, że nigdy w takim mieszkaniu nie byłem i nie mam pojęcia gdzie ono jest. Skąd bierze się ono w moich snach? Czy to fantazja? A może wspomnienia z innego wcielenia?

Przywykliśmy do kilku miar umysłu, jak inteligencja, kreatywność czy szybkość uczenia się. Rzadziej mówi się o podatności na sugestie, która wydaje się dość trudna do skwantyfikowania i raczej niezależna od pozostałych miar. Podatność na sugestie to wiara w historie, w coś zasłyszanego a nie doświadczonego osobiście. Ta wiara jesto podstawą sukcesu homo sapiens, podstawą tworzenia się większych niż kilkunastoosobowe grup. Religie, istnienie krajów, narodów, pieniądza - to wszystko, jak słusznie zauważa na przykład słynny ostatnio Yuval Harari - nie byłoby możliwe bez wiary w opowieści. Zastanawiam się ostatnio jak nasza zdolność do wiary w opowieści ma się do zdolności myślenia abstrakcyjnego, ale jeszcze nie doszedłem do przekonujących wniosków. Jednakże pewne jest że każdy kij ma dwa końce i to, co jest naszą siłą, jest też naszą słabością.
 
Ekstremalną demonstracją podatności na sugestie jest oczywiście hipnoza, ale propaganda, kampania reklamowa czy algorytmy youtuba nie odstają od nie zbytnio, zwłaszcza w czasach takich jak teraz, kiedy żyjemy bardziej w świecie wirtualnym, a więc wyimaginowanym (za nas) niż w rzeczywistości. Ten świat internetu, youtuba, to my sami eksplorujący do granic pewną skłonność czy raczej logiczną cechę naszych umysłów: podatność na sugestię.

I dlatego odnoszę się z rezerwą do ludzi twierdzących z całą pewnością i przekonaniem że widzieli anioła siedzącego pod drzewem, zeznającymi przed amerykańskim Kongresem że widzieli UFO albo że w wyniku masażu policzków udało im się dotknąć palcami stóp, choć od kiedy pamiętają byli na to zbyt mało elastyczni. 

Kolejne wspomnienie jest realne, na prawdę miało miejsce, w Wat Khao Tam na wyspie Ko Phangan. Na wzgórzu panował idealny bezruch. Po tygodniu ćwiczenia odpłynęły wszystkie myśli. Zostały tylko dźwięki z dżungli, bezruch, spokój. 


Wednesday, 23 August 2023

23 sierpnia 2023

Dzień upalny. Hinduska sonda wylądowała na księżycu i niektórzy zasugerowali że wyścig kosmiczny nie jest już pomiędzy USA i Rosją (której kolejna sonda rozbiła się kilka dni temu) a pomiędzy Chinami i Indiami. To uproszczenie. Owszem Rosja Putinowska zdecydowanie wypada z wyścigu i wchodzi w kolejny, ponury okres swojej historii, naznaczony tym, że ich rakiety, tego dnia, posłużyły nie tylko do zabijania cywilów na Ukrainie ale i nieszczęsnego Prigożyna razem z 9-cioma innymi osobami. 
Cywilizacja turańska według Feliksa Konecznego (opisana 100 lat temu!) to cywilizacja w której prawo pochodzi od cara a sam car przed nikim nie odpowiada. Racja jest definiowana przez siłę. Aby pokazywać że się ma rację, trzeba tą siłę wciąż demonstrować. Zwykłe pokazy to za mało, bo od czasu do czasu trzeba powiedzieć 'sprawdzam' i wywołać wojnę. Patrząc na brutalność tego, co dzieje się w Rosji, i owszem należy się jej obawiać. 
USA w tym obrazku to szczególny rodzaj cywilizacji. Mimo pewnego kultu przemocy (sprawa dostępu do broni) nie jest to cywilizacja turańska, bo jednak posiada efektywny i respektowany system prawny. Nie jest cywilizacją łacińską, bo galopujący kapitalizm posyła miliony amerykanów w nędzę i bezdomność. Jest pełna przeciwieństw, jest ogromnie otwarta na zmiany. Generuje wiele problemów świata a jednocześnie stanowi podparcie cywilizacji łacińskiej chroniące ją przed upadkiem i przed innymi, agresywnymi cywilizacjami. 



Wednesday, 26 July 2023

Falocząstki

Siedziałem w cudownie kosmolopolitycznym, pełnym swobody i odrobiny swawoli ogrodzie Frau Gerolds z nowo poznanymi polakami i gadaliśmy o tym i owym. Nagle i dość niespodziewanie zeszło na profesora Dragana, który ostatnio często bryluje na polskojęzycznych youtubowych kanałach. Oczywiście Dragan jest także znany na tak zwanej arenie międzynarodowej, ale może nie aż tak popularny jak w naszym kraju.

Padło pytanie o kota Schrodingera i nie po raz pierwszy miałem to wrażenie że to chyba najbardziej szkodliwe sposób objaśniania koncepcji kwantów w historii. Ludzie lubią być zadziwiani, więć koncentrują się na absurdalnym fakcie że kot może być jednocześnie martwy i żywy. Tymczasem to bzdura, kot nie jest obiektem kwantowym i w związku z tym jest żywy. Albo martwy. Koniec, kropka. Oczywiście kot, ani żaden atom we wszechświecie nie istniałby gdyby nie cudaczna kwantowość mikroświata, ale kot sam w sobie owych dziwacznych właściwości nie posiada.

Generalnie sprawa zaczyna się jak opisać "coś", na przykład kufel piwa. Kufel jest czymś zwartym, zajmującym konkretny kawałek przestrzeni. Jak się go rozbije, to dostanie się wiele małych odłamków o podobnych właściwościch: zwartości i konkretnych wymiarów i położenia. Stąd wziął się archetyp cząstki. Jak już odkryto atomy, z których składa się też ciecz zawarta w kuflu oraz gaz którym oddychamy, sądzono że wszystko może być zbudowane z takich konkretnie zdefiniowanych cząstek.  

Fale zna każdy żeglarz i traktuje je jako sposób ruchu wody na powierzchni morza. Oczywiście ktoś musiał zauważyć że podobieństwo fal do ruchu wahadła. Oscylacja, ruch periodyczny, wszedł na stałe do nauki kiedy Holender Christan Huygens zaproponował analityczne rozwiązanie dla wahadła (czyli oscylatora). To było jeszcze zanim Newton opbulikował swoje Principia (1687). Falowa teoria światła została sformułowana, również przez Huygensa, w 1678, ale jakoś przez przeszło 100 lat świat cały czas jeszcze myślał o świetle jako złożonym z cząstek (efekt propagandy Newtona, jeden z wielu przykładów na to, że jak ktoś ma rację w jedym to niekoniecznie wszystkie jego poglądy są słuszne). Dzięki głównie Thomasowi Youngowi od początków XIX wielu zaczęło się coraz powszechniej uważać że światło jest falą, w związku z czym, jako fala musi rozchodzić się w jakimś ośrodku. Bo znany dotąd ruch falowy to drgania ośrodka.

Dopiero po koniec XIX wieku hipotezę eteru, dzięki doświadczeniom Michelsona i Morleya zaczęły brać diabli. Okazało się że fala elektromagnetyczna (parę lat wcześniej Maxwell ogłosił swoje równania) jest czymś esencjalnie innym niż ruch falowy obserwowany kiedy mucha wpadnie do kufla z piwem. Właściwie szkoda że nie ma na to osobnego terminu. Przynajmniej moim zdaniem.

Domyślam się że przynajmniej niektórym fizykom tego okresu mogła przemknąć myśl, że coś, co porusza się poprzez pustą przestrzeń (znaczy bez potrzeby istnienia eteru), przypomina bardziej cząstkę niż falę. Ale to bez znaczenia bo zaraz potem historia fizyki przyśpieszyła i już w 1900 roku Max Planck znalazł wytłumaczenie spektrum promieniowania emitowanego przez rozgrzane ciała zakładając że światło jest emitowane w porcjach, jak cząstki a nie fale. Pięć lat później sam Einstein użył koncepcji kwantu światła do wyjaśnienia zjawiska fotoelektrycznego (przy czym do końca życia nie wierzył że mechanika kwantowa jest ostatecznie słuszna... choć Nobla dostał właśnie za zjawisko fotoelektryczne a nie za teorię względności). 

Obraz wygenerowany przez DALL-E.

Okazuje się że każde coś, każdy 'obiekt' mikroświata, jest falocząstką, czyli bardzo dziwnym tworem, który czasem zachowuje się jak fala (na przykład potrafi interferować sam ze sobą) a czasami jak cząstka. Naiwna interpretacja, karmiona obrazami orbitali atomowych, jest taka, że falocząstka, na przykład elektron zamiast być 'kuleczką' jest chmurką, ale to niestety w ogóle nie oddaje natury kwantowego świata. A co oddaje?

I tu mamy problem. Równania działają znakomicie, przewidują nowe zjawiska z dokładnością za którymi eksperymenty ledwie nadążają, ale dobrego obrazka mentalnego kwantowej rzeczywistości nie ma. Kwantową prawdę można porównać do zenowego koana:

"Dwie małpy sprzeczają się o flagę:

- Flaga się porusza! 

- Głupia jesteś, to wiatr się porusza!

Przechodzi trzecia i mówi:

- Nie wiatr, nie flaga, to umysł się porusza!"

Paradoks i głębokie koincydencje które dają przeczucie jakieś głębszej prawdy, niestety nieuchwytnej dla umysłu, to wszystko co nam zostaje aby próbować zrozumieć fizykę kwantową.  


Wednesday, 14 June 2023

Myśli nawracające

Gdybym projektował ludzki umysł od nowa to położyłbym nacisk na myśli natrętne. To są myśli, lub wspomnienia, które, używając terminologii komputerowej, ładują się z pamięci same z siebie. Nawet jeśli powiemy sobie - okey, dość, już nie chcę o tym myśleć, nie teraz - to i tak za chwilę ta sama myśl powróci. Powróci bo coś nas poruszyło, zdenerwowało, bo było ważne. Taka nasza natura, nie jesteśmy programem, algorytmem, który wie co i kiedy ma ładować z pamięci do procesora. Bo świadomość jest rodzajem procesora, choć nie zupełnie. Wydaje mi się że myślenie zawsze zachodzi poza świadomością, a świadomość jest tym, co się myśleniu przygląda, jakby z boku, widzi jego efekty. Świadomość jest polem widzenia umysłu i wydaje się być dość wąskim polem, mogącym na raz objąć niewiele. Na przykład jedną nową ideę, które objawia się w polu świadomości, wypływa, ale tworzona jest gdzie indziej, w jakimś zakamarku umysłu. Jeśli tak jest to komputery nie mają odpowiednika świadomości. 

Natrętne myśli to oczywiście niedoskonałość umysłu, która karmi rzesze psychologów terapeutów.  Z drugiej strony są zapewne efektem ewolucji pozwalającym na dogłębniejszą analizę problemu i przez to ułatwiają przetrwanie. Na przykład natrętne myśli pozwalają "trenować" w myślach plan działania, bez poruszania ciała, czyhając na zwierzę lub wroga. Podejmowanie decyzji to wyobrażanie sobie różnych wersji przyszłych wydarzeń a tych często jest nieskończenie wiele. Rozpamiętywanie przeszłości w nadziej lepszego zrozumienia, dostrzeżenia we wspomnieniach tego, co nam uszło w trakcie trwania zdarzenia to też jest proces natrętny, oparty na nawracających wspomnieniach. 

Zwierzęta prawdopodobnie nie mają takich nawracających myśli. Najbardziej to widać po stosunku stada do śmierci jednego z jego członków. Po chwili paniki stado dochodzi do siebie i może nawet pozostać w pobliżu trupa, nieporuszone.

Tym niemniej, gdybym projektował umysł od nowa, przede wszystkim dałbym mu możliwość świadomej regulacji myśli natrętnych. Powinno się dać powiedzieć "o tym na razie nie myślę" i nie znajdywać owej myśli z powrotem minutę później. Aby wypracować rozwiązanie i tak trzeba się "przespać z problemem", więc po co ma on psuć piękny czas medytacji? 

Thursday, 1 June 2023

Algorytm świadomości

Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł porównujący ludzki umysł i komputery różnego rodzaju (kwantowe, neuromorficzne i klasyczne) [1]. W konkluzji artykułu, który raczej przedstawiał nową metodologię badań niż ostateczne wyniki, autorzy napisali że ludzki umysł przypomina komputer neuromorficzny (*) z szumem i ograniczonym polem widzenia. Ale napisali też że nie ma żadnych dowodów na to że ludzki umysł jest w ogóle jednostką obliczeniową i działa w oparciu o jakikolwiek algorytm. I szczerze mówiąc nie sądzę żeby rządził nami jakiś algorytm. Owszem, używamy różnych algorytmów do realizacji różnych zdań, ale codzienne życie, bulgotanie myśli, ZASTANAWIANIE SIĘ, relaks, sny, to nie są algorytmy. Ba, sądzę że aby nazwać sieci neuronowe algorytmami, należy rozciągnąć definicję algorytmu.

  Obraz wygenerowany przez DALL-E.
Skoro najprawdopodobniej świat i my w nim nie jesteśmy algorytmiczni, to czy aby w ogóle jesteśmy fizyczni? Innymi słowy czy wszystko, co jest, da się wyjaśnić pojęciami z domeny fizyki? Dziewczyna z którą rozmawiałem w tą niedzielę przedstawiła bardzo odważną (przynajmniej z mojego profesjonalnego punktu widzenia) propozycję: nie wszystko da się wyjaśnić obecną fizyką. Trzeba tą fizykę uzupełnić, na przykład o pole morfogenetyczne (czyli coś, co przyczynia się do takiego a nie innego kształtowania się istoty żywej w czasie pierwszych faz jej rozwoju i co nie jest zakodowane w DNA, aczkolwiek owe pola mają także inne zastosowania). Jej motywacją jest bezpośrednie osobiste i subiektywne doświadczenie jako praktykantki metody ustawień Hellingera, doświadczenie jednoznacznie wskazujące że musi być coś "poza fizyką".

W moim najintymniejszym przekonaniu jej wniosek nie jest słuszny. Brzytwa Ockhama, zabraniająca dodawania do opisu rzeczywistości bytów zbędnych, jest nadal słuszna. W 100 lat po Wielkich Rewolucjach w fizyce (kwanty, teoria względności) nadal usiłujemy wtłoczyć opis świata w ciasne ramy naszego języka, dodając niepotrzebnych epicykli, podczas gdy prawda leży przed nami, w postaci 100-letnich koncepcji i paradoksów a my tylko nie umiemy jej zobaczyć, bowiem brakuje nam pojęć i wyobrażeń.



[1] C. van Valkenhoef, C. Schuman, P.Walther, "Benchmarking the human brain against computational architectures", arXiv:2305.14363v1

(*) Autorzy stawiają znak równości pomiędzy siecią neuronową zaimplementowaną na klasycznym komputerze a komputerem neuromorficznym, co nie wydaje mi się zupełnie poprawne.

Monday, 29 May 2023

Zuerich

Przyjechali serdeczni znajomi i zwiedzamy Zurich. Jest niedziela, piękna pogoda i miasto pełne jest spacerowiczów i turystów. Jesteśmy w siedzibie najwiekszych banków świata i nikt się nie kryje z luksusem. Luksusowe sportowe auta z podtunowanymi silnikami wybuchami ogłaszają swoją obecność regularnymi mini-eksplozjami. Ptaki już się do nich przyzwyczaiły ale młode, wydekoltowane dziewczyny oglądają się za sportowymi kabrioletami. Wypasione beemki to tu klasa najniższa. W nich chłopaki przed 30-tką, niedzielni królowie życia. Trochę starsi siedzą w droższych autach. W tym motoryzacyjnym raju dopiero niebieskie ferrari zwraca uwagę. To i stary seat który się tu zaplątał nie wiadomo skąd. Ludzie, ciała, eleganckie ubrania, masy młodych dziewczyn w obcisłych sukienach z ogromnymi dekoltami. Show i pokaz. Królestwo iluzji. Jesteśmy porwani przez rzekę ludzi, niełatwo się wyrwać. Siłą rzeczy słyszę konwersację dwu młodych chłopaków którzy, porwani tym samym strumieniem, idą zaraz za nami. "You should think that most of the people are dumb."- mówi jeden - "This makes life much easier".  Oglądam się dyskretnie aby zobaczyć autora tej filozofii życia. Ma może ze 25 lat i hinduskie rysy twarzy, ale mówi bez akcentu.

W końcu, zmęczeni tłumem, masą obrazów i zdarzeń dziejących się na raz przed oczami, wracamy "na wieś". Idziemy jeszcze na spacer wzdłuż rzeki Aare. Na drugim brzegu buszuje jakieś spore, czarne zwierzę. "Bóbr" - mówi podekscytowany przyjaciel i robi parę zdjęć z teleobiektywem. Chyba nigdy dotąd nie widziałem bobra na brzegu, nawet z tak daleka. Ciekawe ale nie wzbudza to mojej ekscytacji. Trochę dalej jest coś w rodzaju plaży. Kilku facetów stoi po kolana w wodzie. Pływać się raczej nie da, prąd jest za silny. Ale rzeka niesie ukojenie. Dużo dzieci, jakaś para, jakieś dwie grupy złożone głównie z młodych chłopaków. "No tak, dziewczyny są w Zurichu i szukają bogatych facetów". I choć nie jest to przecież nic nowego, nic czego już nie widziałem tysiące razy, to jednak robi mi się trochę smutno na te dość przykre rozważania o naszej cywilizacji, na oślim pędzie do posiadania, bogactwa i do pomnażania wrażeń.

Thursday, 18 May 2023

Ichtys

Wniebowstąpienie, ascension, święto upamiętniające ostatnią wizytę Jezusa na ziemi, przed wstąpieniem w niebiosa. Jezus na prawdę odchodzi dopiero 40 dni po śmierci, w międzyczasie trwają w swoistym bardo, co jest buddyjskim terminem na stan między życiem a śmiercią. Co ciekawe, w tradycji buddyjskiej istnieje pojęcie 49 dni między śmiercią a reinkarnacją. Najwyraźniej nasze cywilizacje pochodzą ze wspólnego pra-kotła, ale mnie dzisiaj nurtuje przyziemne pytanie dlaczego w Szwajcarii, która jest wpółprotestancka, jest wolne, a w Polsce, Francji, Włoszech nie? Przypominam sobie że to pytanie nurtuje mnie co roku. Prawdopodobnie dlatego że to jest jedno z niewielu świąt wspólnych dla katolików i protestantów. 

W nocy obudziłem się i czytałem niedawno odkrytą książkę Brodskiego o Wenecji. Znalazłem ją tylko po angielsku (eh, żywot miłośnika literatury na emigracji), w którym to języku książka nosi tytuł "Watermark" czyli "Znak wodny". Proza Brodskiego jest mocna i zaskakująco trafna. Notuję wiele cytatów, między innymi ten:

"No doubt the attraction toward the smell (of freezing seaweed) should have been attributed to a childhood spent by the Baltic, the home of that meandering siren from the Montale poem. (...) The source of that attraction, I’d always felt, lay elsewhere, beyond the confines of biography, beyond one’s genetic makeup—somewhere in one’s hypothalamus, which stores our chordate ancestors’ impressions of their native realm of—for example—the very ichthus that caused this civilization." 

Na Zachodzie lubimy negować nasze korzenie. Szukamy alternatyw dla kościoła katolickiego, oskarżamy go o zbrodnie, pedofilię, morderstwa, nadmierne bogactwo, wyprawy krzyżowe, agresywne "nawracanie" niewiernych (ciekawe, słowo nawracanie sugeruje że niewierni byli już kiedyś na właściwiej drodze, zboczyli i trzeba ich na nią nawrócić) i tak dalej. Ulubione alternatywy to ateizm, hedonizm, komunizm, scjentologia, buddyzm czy próby powrotu do oryginalnej,  słowiańskiej duchowości, bowiem przecież całe to złe chrześcijaństwo i nas, dobrych i żyjących w zgodzie z naturą Słowian niegdyś podbiło, podobnie jak Hiszpanie podbili i zniszczyli Majów, Anglosasi Indian z Ameryki Północnej a kosmiczna korporacje lud Na'vi na planecie Pandora (no cóż, w filmie się to jednak nie udało). Tak więc kpimy z dewocji moherowych beretów jednocześnie bojąc się przyznać że to chrześcijaństwo właśnie zbudowało tą naszą cywilizację, że tkwi w nas od pokoleń, zakorzeniony głęboko w podświadomości, niemożliwy do wyplenienia. Miliony ludzi, tysiące lat historii a my próbujemy to zastąpić jak naprędce obdzierganym światopoglądem, co więcej atakujemy chrześcijaństwo, chcemy je wyeliminować. Ale natura nie znosi pustki i to, co przychodzi na miejsce chrześcijaństwa nie oferuje tak podstawowych zasad jak oddzielenie (przynajmniej teoretyczne) państwa od kościoła czy tolerancja dla innowierców.

I dlatego ja, ochrzczony i niewierzący w zinstytucjonalizowanego Boga, bronię kościoła.