Showing posts with label społeczeństwo. Show all posts
Showing posts with label społeczeństwo. Show all posts

Sunday, 15 October 2023

Różne strony sadyzmu

    Jechałem kiedyś tą trzypasmówką która przecina Katowice zaraz obok Spodka. Była wiosna, słoneczny dzień, duży ruch, toteż dopiero w ostatniej chwili zauważyłem niewielki poruszającą się biały wzgórek na środku pasa, który wynurzył się spod podwozia auta mknącego przede mną. Nagłe uderzenie adrenaliny do głowy, refleks, skupienie i trzy małe kocięta, znalazły się między kołami mojego auta. Wbiłem wzrok we wsteczne lusterko aby sprawdzić czy żyją i czy mi się nie przywidziało, ale jedyne co zobaczyłem to maska kolejnego auta. Najprawdopodobniej przeżyły mój przejazd, ale przecież zaraz, za chwilę ktoś w nie wjedzie, nie ma innej opcji. Gorączkowa analiza sytuacji nie doprowadziła do rozwiązania. Zatrzymać się? Nie było pobocza! Stanąć na pasie? Przy tym natężeniu ruchu równałoby się to samobójstwu. Co zrobić, co...?

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.

    Nic. Byłem już kilometr dalej, w strumieniu tysiąca aut i nic nie mogłem zrobić. Nikt nie mógł nic zrobić bez doprowadzenia do wypadku. Gardło było suche. Umysł pełen pytań i bolesnego buntu.

    Kto? Dlaczego? Dlaczego ktoś zostawił malutkie, kilkutygodniowe kocięta na środku ruchliwej drogi w centrum metropolii? Przecież nie znalazły się tam przypadkiem, ktoś musiał je z premedytacją wyrzucić. Może nawet z góry, z wiaduktu. Może tam stał i patrzył co się stanie, kto je rozjedzie. A może satysfakcję sprawiała mu sama wiedza że zginą przerażone do granic możliwości, na samym początku ich miękkiego kociego życia? Można nawet czerpał przyjemność z ich cierpienia i z potencjalnego cierpienia kierowców, zwłaszcza tego którego auto w końcu zamieni miękkie ciała w krwawe plamy na asfalcie?

    Kiedyś, w średniowieczu, ponoć sadyzm był częścią życia publicznego. Kary cielesne, chłosty, tortury, nabijanie na pal, palenie żywcem, to wszystko było częścią codzienności czy może nawet świątecznym przedstawieniem. W dzieciństwie spotkałem kilku sadystów, torturujących zwierzęta. Nie mówię o dzieciach torturujących owady, ale byli ludzie którzy zabijali na przykład koty w szczególnie bestialski sposób. Budzili grozę, nie chciało się być w ich obecności, bo ewidentnie czerpali przyjemność z cudzego cierpienia. Ale skoro w średniowieczu bestialstwo było powszechne to może część z tego tkwi jeszcze w niektórych z nas? Im bardziej na wschód...

    W ostatnich latach był ISIS, Bucza, teraz Hamas... ludzie mordujący innych tak, aby zadać jak najwięcej cierpienia, aby po nocach śniły się koszmary. Dlaczego? W nadziei że wzbudzą grozę która pomoże im osiągnąć zwycięstwo? Czy wręcz przeciwnie, w nadziei że wzbudzą taką żądzę odwetu że wojny nigdy nie ucichną, przez następne pokolenia. A może z przyjemności?

Sunday, 27 November 2022

Trzy nadzwyczajne kobiety

Z perspektywy myślę że poznałem w życiu wielu nadzwyczajnych ludzi. Jestem za to wdzięczny losowi i zastanawiam się czy jest to coś szczególnego, czy też podobną opinie wygłosiłoby wielu ludzi. 

Tym razem chciałem tylko krótko napisać o trzech kobietach które w tym roku skończyły po 40 lat. Zacznę od najbardziej kontrowersyjnej. Kiedy ją poznałem 20 lat temu była lesbijką i mieszkała ze swoją partnerką. Potem odkryła że lubi obie płcie, że fascynuję ją energia seksualna przepływająca między ludźmi. Zajmowała się tańcem współczesnym, pozowała nago malarzom i fotografom. Ma syna z hinduskim artystą którego poznała kiedy wyjechała studiować tantrę do Indii. Ostatnio skończyła budować dom w komunie na południu Francji. Aha, no i jej ciało jest pełne kobiecości i energii witalnej.

Obraz wygenerowany przez DALL-E 3.
Dla drugiej z tych kobiet życie jest dość trudną batalią. Oczywiście każdy z nas toczy swoje batalie, ale ona, w wyniku traumy za którą odpowiadają rodzice ma najróżniejsze problemy z ciałem i z psychiką. Powtarzające się depresje, nieudane związki, problemy trawienne spawiały że konstruuje swoją codzienność uważnie, z elementów zapewniających jej odpowiednią ilość wegańskiego jedzenia, kontaktów społecznych oraz stymulacji intelektualnej i duchowej. W pracy jest odnoszącym sukcesy inżynierem, potrafi też niesamowicie pięknie malować i jest to doceniane przez galerie sztuki. Jej ciało jest ciałem ascety. Ze względu na swoje problemy nigdy nie planowała mieć dzieci, ale jest wspaniałą ciocią.

Trzecia z moich 40-letnich znajomych jest marzycielką, ale twardo stąpa po ziemi. Żyje sama w pięknym domu na zboczu góry, o który zawsze bardzo dba i chyba darzy go uczuciem skoro jest gotowa wiele dla niego poświęcić. Jej pasją jest lotnictwo i właśnie kończy robić licencję pilota. W sumie czuję że mało ją znam więc mam najmniej do powiedzenia. Spotykamy się czasem, pijemy kawę o opowiadamy sobie fragmenty życia, ale jakbyśmy pomijali sprawy istotne. Może dlatego że napędzają nas zupełnie różne siły.


Thursday, 17 November 2022

Dewaluacja twórczości

Brodski twierdził że poezja nie powinna byc sprzedawana tanio, bo płacenie wysokiej ceny za coś to objaw wartości jaką ta rzecz ma, lub powinna mieć, dla odbiorców, dla społeczeństwa. Ale żyjemy w czasach w których wszystkiego co ludzkie (znaczy związane jakoś z homo sapiens) jest dużo. Dużo jest samochodów, ludzi, domów, fabryk, śmieci ale także owoców czystej twórczości. Na przykład teorii fizycznych mówiących o tym jak funkcjonuje świat są setki jak nie tysiące. Tak samo mamy tysiące dobrych książek, niesamowitych filmów, zdjęć mających w sobie "to coś" albo piosenek. Że już nie wspomnę o klipach muzycznych, wykładach czy po prostu historiach opowiadanych na youtubie. Ilość twórców ogromnie wzrosła, ilość dostępnych dzieł rośnie z każdym rokiem istnienie ludzkości a ilość odbiorców nie. Mimo ogromnej, internetowej dostępności produktów twórczości coraz częściej twórca może nie znaleźć nikogo, kto go przeczyta, obejrzy, wysłucha. To już nie jest kwestia tego, że twórcy zostają szybko zapomnieni. Oni po prostu nie zdążą zaistnieć.

Wygenerowane przez DALL-E 3.




Sunday, 18 September 2022

Więźniowie interpretacji

Pod papieskim oknem grupa młodych ludzi. Wodzirej-aktywista ma przewieszoną przez ramię tubę. Słyszę niewybredne epitety pod adresem kościoła i samego świętej pamięci Jana Pawła. "Przywódca kryminalnej organizacji jaką jest kościół katolicki". Mocne słowa. W obliczu skwapliwie propagowanych njusów o kościelnej pedofilii w Polsce czy wyzyskiwaniu i mordowaniu dzieci indian w Kanadzie wydaje się to nie pozbawione sensu. A jednocześnie jest pozbawione sensu, bo przecież w imieniu tegoż Kościoła działał na przykład Kolbe a gdyby nie pielgrzymki Jana Pawła do Polski to może dalej tkwilibyśmy pod ręką ruskich carów. Kościół zbudował Polskę na przestrzeni wieków, mit założycielski naszego obecnego kraju jest ściśle związany z tą "kryminalną organizacją". Kto wie czym bylibyśmy gdyby nie Kościół? Może bylibyśmy słowiańskim mocarstwem z pięknym kultem natury, jak wierzą ci, co naoglądali sie Pocahontas? A może bylibyśmy pod butem Germanów? Nie ma sposobu żeby to wiedzieć.

Zmieniam trasę spaceru, nie chcę słuchać tego żenującego aktywisty którego umysł uwięziony jest w pewnej, wyjątkowo ograniczonej interpretacji rzeczywistości. Na tyle uwięziony że nie widzi innej strony, choćby tej oczywistej, propagowanej w kościołach i mediach tego kraju.

Tak się złożyło że mieszkałem w Rzymie kiedy JP2 zmarł i choć nie uważam się za katolika żywię szacunek do tego człowieka, za to kim był i co osiągnął w życiu. I za to że nawet teraz, po śmierci, płaci cenę za to, co zrobił.

Kilka dni później przeglądałem książkę mającą odsłaniać "prawdziwe oblicze" Piłsudzkiego. Autor tak otwarcie przedstawiał antyżydowski punkt widzenia, że tracił wiarygodność po niecałym akapicie. Jakby zebrać do kupy wszystkie teorie o antypolskich spiskach i działaniach to na prawdę trzeba się dziwić jak to jest, że ten kraj jeszcze istnieje.

I wreszcie dochodzę do do tej strony "Pamiętnika pisanego później" Stasiuka w której mówi on o Polsce. Oddycham z ulgą, pochłaniam te jego krótkie zdania, trafne i zaskakujące porównania które już dawno powinny mi się znudzić, bo tak często zahaczają o powtórzenie, bo są do siebie podobne a jednak znowu i znowu co parę stron jest jakieś zdanie wywołujące uczucie małego oświecenia, coś niesamowicie trafnego, egzystenjalnego, jakaś prawda ludzka która jasno wskazuje miejsce dla tych wszystkich innych bzdur.

Wednesday, 16 March 2022

Świat według ruskich

Kiedy zaczął sie covid miałem bardzo nieprzyjemną pyskówkę na facebooku z członkiem najbliższej rodziny. Słyszałem o "nieistniejącym wirusie" i o tym że komercyjne samoloty nadal latają, choć puste, bo światowa mafia chce nas dobić za pomocą "chemtraili" i że test PCR nie są miarodajne i tak dalej i tak dalej. Całe spektrum takich pseudonaukowych opinii zmieszanych z faktycznymi naukowymi publikacjami. Mieszanka chaotyczna, z której nie wyłaniała się żadna spójna historia, ale która zaprzeczała "narracji głównych mediów" i sugerowała spisek.


Minęły prawie trzy lata i oto historia się powtórzyła. Tym razem chodzi o dawnego dobrego znajomego, starszego Włocha, który porzucił życie nad Morzem Śródziemnym i przeprowadził się do Rosji do kurortu nad Morzem Czarnym. W tle była romantyczna historia z Rosjanką. Już w 2014 miał "swoją opinię" na temat tożsamości narodowej Krymu ale teraz uległ propagandzie Kremla zupełnie. Ma tak dokładnie wypraną mózgownicę że cały Zachód jest dla niego zgniły i nie-demokratyczny (a Rosja jest demokratyczna!), wszystkie Zachodnie media są tubami propagandowymi CNN i Zachodniego układu a Ukraina jest rządzona przez Nazistów mordujących miliony (!) niewinnych Rosjan w Doniecku i tak dalej.

Dyskusja znowuż była zajadła, padły słowa w stylu "fuck polish nation" (bo wspomagamy Ukraińców), padły oskarżenia o rasizm itp, itd. Mój adwersarz okazał się wyśmienitym znawcą historii, na przykład wspomniał "polsko-niemiecką deklrację o niestosowaniu przemocy" którą nasz kraj podpisał z Hitlerem w 1934, chociaż już jakoś nie chciał wspomniać o układzie Ribbentrop-Mołotow z 1939....

W końcu zbanowałem idiotę bo to nie była rozmowa i nie sądzę żebym mógł jeszcze kiedykolwiek mieć z tym facetem coś wspólnego.  Ale w retrospektywie uderzyło mnie zaciatrzewienie z jakim atakował "mainstreamowe" media, z jakim sugerował że Ameryka reprezentuje jedno wielkie zło a cały Zachodni świat za nią podąża.  Było w tym wiele podobnieństw do kłótni sprzed trzech lat. 

Często jest tak, że o czymś wiemy ale nie zdjaemy sobie sprawy z wpływu tego na nasze życie. Tak jest z ruską propagandą. Jej skala i wyrafinowanie są tak na prawdę przeogromne. W internecie istnieją strony skierowane do ludzi naróżniejszego pokroju, które wyłapują niedopowiedzenia z mainstremaowych mediów, ich pomyłki i starannie fabrykuję swoją interpretację świata. Interpretację która ma jeden cel: osłabić Zachód. Nie sądzę żeby miała Zachód zniszczyć, bo przecież skądś trzeba brać kasę i technologię. Ale Zachód ma tańczyć tak jak mu Putin zagra.

Tymczasem okazało się że Putin źle ocenił sytuację. Wojna odsłoniła kłamliwość kremlowskiej propagandy (ciekawe jak bardzo?), pokazała jej prawdziwą twarz. Odbudowa tego wpływu na populację Zachodu zajmie lata o ile w ogóle sie uda. Armia "wyzwolicieli Ukrainy" dostała, delikatnie mówiąc łupnia a świat Zachodu zwarł szeregi bardziej niż kiedykolwiek w ostatnich 20-30 latach. 

Sunday, 27 February 2022

Jednomyślność

Zwykle jednomyślność wydaje mi się podejrzana bo trąci "jednopartyjną demokracją", której efektów miałem okazję doświadczyć przez pierwszych kilkanaście lat mojego życia. Ale w przypadku odpowiedzi Zachodu na Rosyjską inwazję na demokratyczne, Europejskie państwo, jednomyślność jest wzruszająca. 

Ta jedność Zachodu jest tym wspanialsza, że zwykle państwa są podzielone, mają odrębne interesy, poglądy i nie szczędzą sobie gorzkich słów i oskarżeń w czasie debat politycznych. I tylko taka jedność, niemalże absolutna, gdzie rządy, firmy, korporacje i obywatele mówią jednym głosem, tylko taka jedność jest w stanie powstrzymać Putina.

Nie, Zachód nie ma monopolu na rację. Nie może mieć, bo otwarta cywilizacja ma wiele racji. Kiedy Amerykańscy żołnierze ginęli w Wietnamie, Amerykańscy studenci w Kaliforni protestowali przeciwko tej wojnie, choć w gruncie rzeczy była to wojna z podstępnym komunizmem, usiłującym przejąć całą planetę. Każdy kto usiłuje protestować w Rosji, po kilku minutach jest aresztowany przez reżimowe służby. W Rosji jest jedna racja, ale Putin wywołując wojnę z Ukrainą w żadki sposób pokazał jak błędna jest ta racja. 

To bardzo proste: na tym świecie nie ma miejsca na Putinowskie imperium. Nikt go nie chce za wyjątkiem samego Putina i pewej nielicznej grupki oligarchów (czyżby? Przecież nawet oni mają domy w Londynie a ich dzieci studjują na Zachodnich Uniwersytetach). A oni nie mają prawa narzucać swojej woli wolnym ludziom.

Zasadniczo Putin już przegrał. Tak czy inaczej. Jeśli imperium najpierw zachwiało się dziwnie w pod koniec lat 80-tych zeszłego stulecia, to teraz własnie rozsypuje się w pył. Tam, na Wschodzie wkrótce moję pojawić się próżnia. Kto ją wypełni?

Tuesday, 1 February 2022

Dzieci a sens życia

Moja dobra znajoma, U.,  właśnie straciła wiekowego kota i rozstała się ze swoim chłopakiem. Jest z gatunku wiecznych singielek, potrzebujących sporo swojej własnej przestrzeni, łatwo 'uciekających' kiedy coś idzie nie tak w związku. Jednocześnie jest świetna w pracy oraz ma duszę artystyczną! Maluje piekne obrazy. 

Spotkaliśmy się na kolacji i jak zwykle długo rozmawialiśmy. Pierwszy raz słyszałem od niej narzekania na sens życia. "Gdybym zniknęła, nic by się nie zmieniło na świecie". Malejąca satysfakcja z pracy, pustka własnych "małych hobby" wypełniających czas... właśnie czas. 40-letnia samotna, bezdzietna kobieta. Oczywiście nie powiedziałem tego, co przyszło mi do głowy: że posiadanie dzieci rozwiązuje niektóre z tych problemów egzystencjalnych, bo się po prostu nie ma czasu na bycie zdołowanym. Zresztą U., ma zbyt wiele problemów z samą sobą i zdając sobie z tego sprawę od kiedy pamiętam wykluczała posiadanie dzieci. Powiedziałem więc jej tylko że poczucie sensu życia z owym sensem nie ma wiele wspólnego i że jej obecny stan jest chwilowy i minie. Sama prawda.

Przed spaniem zacząłem sobie wyliczać wszystkie bezdzietne kobiety i facetów których znam i problemy demograficzne współczesnego stały się namacalne. Skupiając się na kobietach, bo one są kluczowe, motywy są różne: począwszy od religijnego 'pan Bóg nie dał a in-vitro jest sprzeczne z naturą (tak jakby pozostałe aspekty naszego życia były zgodne z naturą)', poprzez nieciekawe związki z facetami którzy nie chcieli mieć dzieci aż po brak instynktu macierzyńskiego (czystą niechęć do marnowania życia na pieluchy). Tak czy siak ludzkość się starzeje w tempie którego żadne z obecnych struktur państwowych czy społecznych nie są w stanie zaakceptować.

Monday, 15 March 2021

Liberté, égalité, fraternité, ou la mort


Wolność, równość, braterstwo albo śmierć
. To hasło rewolucji francuskiej ma już przeszło 200 lat. Oczywiście w ciągu tego czasu zarówno rozumienie tych słów jak i implementacja systemu prawnego i politycznego ewoluowały. Na dodatek, o ile wolność i równość wydają się dość łatwe do zrozumienia, to co to jest braterstwo? Czy chodzi tylko o wysokie podatki i wspomaganie uboższych 'braci' ? To jest raczej solidarność, która była ulubionym hasłem nad Wisłą, nie nad Sekwaną. Więc może chodzi o pewien rodzaj konsensusu dotyczącego wizji kraju i tego, w którym kierunku zmierza? Oczywiście francuskie fraternité oznacza też bractwo, tajne stowarzyszenie złożone głównie z mężczyzn, jak masoneria albo bractwo muzułmańskie. No ale zakładam że rewolucjoniści nie to znaczenie mieli na myśli.

Przyjmijmy że chodzi o poczucie więzi wynikające ze współdzielenia najważniejszych wartości i o wspólną definicję kierunku w którym zmierza państwo. Czy takie braterstwo nie stoi czasem w sprzeczności z wolnością albo równością? Weźmy sytuację wojny: kraj jest zagrożony i w imię braterstwa powołuje sie armię a więc ogranicza się wolność ludzi (głównie młodych mężczyzn). Podobnie w czasie najnowszej pandemii: wolności obywateli zostały ograniczone aby ratować system ochrony zdrowia i oraz najstarszą część społeczeństwa, mimo że dla większości ludzi Covid oznacza nie więcej niż cięższe przeziębienie.

A przecież stoimy w obliczu tak zwanej katastrofy demograficznej, która dotknie niemalże całą planetę. Za 20-30 lat większość ludzi chodzących po ulicach będzie miało siwe włosy a duża część młodych będzie pracowała w szpitalach, domach opieki i przy biznesach związanych ze starszymi ludźmi. Wszystko dlatego że spadek dzietności na świecie jest ogromny i żadne migracje go nie zatuszują. Wydaje się że głównym źródłem tego zjawiska jest wzrost dobrobytu ale też nieposkromiony, ślepy apetyt na wolność i równość z pominięciem braterstwa. 

Nasze pojęcie równości na siłę pomija biologiczne różnice między kobietą i mężczyzną. A co by się stało gdyby, zamiast takiego nienaturalnego podejścia, spróbować skonstruować społeczeństwo w którym, zamiast praw równających do współnego mianownika, były prawa dopasowane do różnic biologicznych. W takim społeczeństwie kobiety mogłyby mieć więcej pewnych szczególnych praw niż mężczyźni a ich rola jako matek byłaby szczególnie chroniona, bo sytuacja demograficznej katastrofy tego własnie wymaga.

Zresztą tak na prawdę niektóre z tych rzeczy dzieją się, jak choćby ogromnie długie urlopy wychowawcze w krajach nordyckich czy dodatki na dzieci w Niemczech, Francji czy Polsce. Oczywiście dane wskazują że to wciąż za mało i za późno i pewnie nie ma drogi wyjścia z tego dołka.  Ale smutno mi że moje dzieci będą żyły w kraju czy na planecie ludzi starych.






Thursday, 18 February 2021

Napisy końcowe

Lubię oglądać napisy końcowe po holywoodzkich filmach. Wy też tak macie? No końcu jest defilada nazwisk i o rany!, jakie to nazwiska?! Brzmią niby niemiecko, latynosko, azjatycko, niby-polsko czy rosyjsko i tak dalej. Cały świat wymieszany w tyglu Ameryki. 

Daje to wrażenie nieskończoności tego świata gdzieś tam, w totalnym przeciwieństwie do mojego niewielkiego, ciepłego i wygodnego mieszkanka z niedużym, trochę mrugającym ekranem laptopa. Przeniosłem się tutaj z mieszkania w drewnianym domu w którym, bez napalenia w piecu było zimno niewygodnie i wcale nie wiem czy to była dobra decyzja.  

W jakiś sposób szorstkość warunków życia, jego tymczasowość sprawiała że życie było bliższe życiu prawdziwemu. I czy to proste zdanie nie wyjaśnia to większości mojej historii?

Ah ta zwodnicza tęsknota za prostymi wyjaśnieniami.

Tuesday, 10 November 2020

Borsuk

Wczoraj wracałem późno pustawymi drogami i dróżkami wschodniej Francji zamkniętej w niby-lockdownie. Pod koniec jechałem wolno wąską drogą i nagle zobaczyłem jego, pana borsuka, strachliwie wspinającego się na niewielką skarpę pobocza. Zatrzymałem się, podziwiałem go przez tą chwilę dopóki nie zniknął w ciemnościach.

Nie wiedziałem ale, mniej więcej wtedy, może trochę wcześniej zmarł przyjaciel. Pierluigi miał 80 i parę lat, więc zdecydowanie był w grupie ludzi którzy już zbyt długo nie pożyją, ale gdy widziałem go niecały miesiąc temu jeszcze żartował sobie z tego, że jego żona ma pozytywny test na Covida. Zawsze elegancko ubrany, przywołujący w dyskusjach filozofów i artystów, włoski inżynier mechanik który zmienił sposób w jaki ludzkość projektuje duże obiekty które mają się poruszać ruchem cyklicznym, jak na przykład tak zwane gantry. Jego ulubioną zasadą projektowania było odejmowanie części zbędnych, choć wielu uważało je za konieczne. "Przeciwwaga? A po co? Przecież motor elektryczny z odpowiednią ilością przekładni, dostępny komercyjnie, może utrzymać te parę tysięcy kilogramometrów momentu obrotowego".

Wróciłem do domu po pracy i z premedytacją oddałem się tym czynnościom, zaplanowanym z wyprzedzeniem tak, aby się wyrobić ze wszystkim w tych dniach, kiedy jest tak wiele do zrobienia. Próbowałem, ze zmiennym szczęściem, robić rzeczy z długiej listy. Jedna pod drugiej. Tak jakby nic sie nie stało. Wbrew temu co sie działo we mnie. Wbrew smutkowi.

Ale też gniewało mnie wspomnienie tych wszystkich idiotów którzy jeszcze niedawno twierdzili że Covid to wielka ściema, zmowa Billa Gatesa i urzędników nieformalnego "rządu światowego" i że w ogóle żaden wirus nie istnieje a relacje telewizyjne ze szpitali są przesadzone. Albo ci wszyscy youtubowi kretyni którzy we wszystkim o czym donoszą światowe media dopatrują się spiskowych teorii i wpływu antygrypowych szczepionek. 

Tymczasem drugi lockdown we Francji wcale nie zasługuje na swoja nazwę. Owszem, na ulicach jest trochę mniej aut, wiele sklepów jest pozamykanych, ale większość ludzi chodzi do pracy a dzieci chodzą do szkoły. Tego co się dzieje nie widać na ulicach. Większość łóżek intensywnej terapii jest zajęta przez pacjentów z Covidem. Największy szpital w Genewie jest pełen, ale Szwajcarzy mają jeszcze wolne łóżka w prywatnych klinikach. Starają się nie stresować. Wszyscy liczą że szczyt epidemii jest właśnie teraz i ża za parę dni będzie już lepiej.

Friday, 30 October 2020

Problemy moralne

Czy można przejść przez życie nikogo nie krzywdząc? Czy komuś to się w ogóle udało? Czy Jezus nie zabił nawet mrówki? Takie mnie dzisiaj nachodzą myśli. Tak, ktoś mi nawrzucał, za coś co - tak - zrobiłem i czego - tak - żałuję. I miał ten ktoś rację, przynajmniej częściowo, ale w dużej części. I mam na swoja obronę to i owo, własne trudności w tamtym okresie - nie było łatwo - ale koniec końców to tylko wymówki. Więc jak jest, taki byłem? Niedobrym człowiekiem byłem? Na tyle nieuważnym że nie spostrzegałem że robię źle? Na tyle niedoświadczonym aby nie rozumieć, nie zdawać sobie sprawy? Na tyle brakowało mi empatii aby nie wyczuć jak moje czyny raniły kogoś? A może nadal taki jestem i zrobiłbym znowu to samo?

Jest piątek wieczór, jest kolejny lockdown a ja myślę o tym i ... czuję się żywy, bardziej niż w wielu innych momentach. Czuję swoją odpowiedzialność, czuję swoją winę, czuję.... Czyli przechodzę takie małe katharsis. Czy to to jest krok w stronę przebaczenia? Czy przebaczenie jest unieważnieniem, czy zostawia nas znowu czystymi, niewinnymi?

Tyle pytań... a w końcu ta myśl nastraszniejsza. Co jeśli musimy zrobić coś złego, aby odczuć na własnej skórze naturę zła. Bo teoria teroią ale prawdziwa nauka jest praktyczna. Możemy przeczytać milion książek o moralności, ale ważniejsze będzie zobienie czegoś złego i przeżycie tego uczynku do końca, wypicie tego kielicha do dna, bo dopiero to nas może uczynić lepszymi, nie kursy moralności, bajania o dobrym i złym.... A to oznacza że zła nie da się nigdy usunąć, pewna doza zła jest niezbędna aby istniało dobro, nie tylko jako przeciwwaga ale dlatego że nauka moralności jest ćwiczeniem praktycznym, jak zresztą większość tego czego uczą się umysły (chyba z nielicznymi wyjątkami).

Dlatego też nie ma sensu dążenie do idealnie sprawiedliwego społeczeństwa. Pewną dozę niesprawiedliwości należy tolerować, bo ona pozwala rosnąć jednostką, choćby dostarczając im paliwa do buntu.





Monday, 28 September 2020

Rozmowa z synem niedoszłego Noblisty

Profesor zmarł jakoś w marcu. Był zdrowo po 80-tce i miał wiele problemów zdrowotnych. Pracowałem z nim trochę ale to było dawno i niewiele już pamiętam. Był Niemcem, ale wyjechał do USA. Przypomina mi się że keiedyś, przy kolacji, wygłosił jakąś opinię o alianckich bombardowaniach Drezna która mnie lekko wzburzyła. Ale może to nie był on.

Wczoraj przegadałem wieczór z jego synem, który zawsze się do niego dystansował, mówił o nim krytycznie jakby echa buntu nastolatka nie do końca wygasły. Tym razem w głosie mojego rozmówcy pobrzmiewały nuty zupełnie inne, i trudno się dziwić bo wobec spraw ostatecznych ostają się tylko rzeczy największego kalibru jak miłość.

Profesor otarł się o Nobla kiedy w listopadzie 1974 roku, niemalże jednocześnie na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA odkryto cząstkę J/psi.  Ponoć właśnie profesor był pierwszym który przygotował wykres rezonansu na którym "pik rezonansu" widniał wyraźnie nad tłem pochodzącym z innych procesów fizycznych obserwanych w detektorze. Jego syn opowiadał jak znaleźli ten pierwszy, historyczny wykres gdy sprzątali rzeczy ojca.

Odkrycie J/psi było małą rewolucją w fizyce. Cząstak została najpierw przewidziana przez teorię oddziaływań jądrowych, która wtedy nie budziłą jeszcze wieĸszego zaufania. I wtedy nagle, dzięki temu odkryciu, okazało sie że rozumiemy świat lepiej niż przypuszczaliśmy, że jest on w pewnym sensie bardzie symetryczny niż sądzilismy. 

Piliśmy wino i patrzyliśmy na bardzo niesymetryczne jesienne liście spadające z niesymetrycznych drzew. Zastanawialiśmy sie nad regułami które gdzieś tam, pod powierzchnią tej przepieknej rzeczywistości, kierują porami roku, rośnięciem drzew i opadaniem liści. Ale czy kierują to dobre słowo? Czy nie jest zbyt antropomoriczne? Czy w ogóle te reguły istnieją na prawdę czy tylko w ludzkich umysłach?


Reguły rządzące nauką są za to definitywnie dziełem człowieka. Nagroda Nobla przypadła szefowi grupy, a szef ów nie zdobył się na żaden gest uznania ani nawet na to, aby przyszłemu profesorowi zaproponować lepsze stanowisko. Tym niemniej, jak w jakimś związku typu "love-hate", pracowali nadal razem przez kolejnych 40 lat.

Ale nauka to też magiczne noce spędzone w laboratoriach. Jeszcze się takie zdarzają. I zdarzają się te momenty breakthrough, kiedy nagle coś złożonego staje się jasne - zrozumiałe.