Showing posts with label filozofia. Show all posts
Showing posts with label filozofia. Show all posts

Tuesday, 17 March 2026

Dużo się dzieje czy na prawdę nie dzieje się nic?

Buddyjska mniszka (ze Szkocji) mówiła o nieskończonym, niezmiennym kole Samsary, kole w którym wszystkie istoty cierpią. Mówiła że to cierpienie pochodzi z wewnątrz, z myśli a przecież myśli są niematerialne, w związku z czym w pewnym sensie nie-rzeczywiste i dlatego cierpienie jest efektem negatywnych myśli i zależy od tylko nas a nie od świata zewnętrznego. A potem powiedziała że myśli potrzebują energii aby zaistnieć. No właśnie! Oto spostrzeżenie, przecież takie proste i oczywiste, którego nigdy wcześniej nie miałem, mimo tego że o myśleniu myślę często. Myśli potrzebują energii, tej jak najbardziej fizycznej, zapewne mierzonej w piko-dżulach, kiedy dotyczą spraw trywialnych, na przykład odpytywania żołądka i jelit co chciałyby na obiad. Kiedy natomiast myśli się o paradoksie EPR albo o równaniu Schrödingera mózg się "gotuje" i potrzebna energia idzie w mikro-dżule. 

Notatka na później: ciekawe ile energii pochłania nie-myślenie o kimś albo o czymś. Mam na myśli intencyjne nie-myślenie.

Ta wypowiedź mniszki mogłaby być przyczynkiem do szerszych rozważań o świecie fizycznym i niefizycznym, o tym na przykład jak intencja ruchu przekształca się w ruch. Ruch ręki aby sięgnąć po kieliszek wina. Ale ostatnio dużo się dzieje w dziedzinie AI, więc późniejsze rozmowy kręciły się w tym temacie.

W AI wydatek energetyczny na myślenie można po prostu zmierzyć.  W tym przypadku mamy do czynienia raczej z kilo-dżulami, więc, pi razy drzwi, pewnie AI jest kilka-kilkadziesiąt tysięcy bardziej energochłonna. Przynajmniej w tej chwili.

Kilka dni później siedziałem na piwie z ludźmi zajmującymi się sztuczną inteligencją w największych firmach IT tej planety. Mimo kosztów energetycznych inferencji, zastępowanie ludzi modelami językowymi w dziedzinie programowania trwa w najlepsze. "Ja przeszedłem gdzieś w grudniu" - dało się słyszeć. "Przeszedłem" oznaczało zupełne odejście od ręcznego programowania na rzecz programowania przy pomocy agentów AI. Oznacza nagłe przyśpieszenie kodowania. Rozwój projektów staje się eksponencjalny. A obecnie wszystko zależy od software. 

To, oraz szaleństwa przywódców świata, sprawia że ludzkość jest w bardzo burzliwym okresie. Taki perfect storm. Czas wielkich zmian na planecie. Byle nas nie pochłonęły.


Tuesday, 3 March 2026

Księżyc w pełni to takie anty-Słońce...

Miałem pisać kod do pewnych symulacji ale... ale księżyc jest w pełni. A księżyc w pełni to takie anty-Słońce. Wschodzi na wschodzie ale o zachodzie (Słońca), zachodzi na zachodzie ale o wschodzie (Słońca) i wędruje po niebie dumnie, wysoko, jak nasza gwiazda. Trzeba wyjść, popatrzyć w rozświetlone księżycem niebo. Nie wiem dlaczego ale kiedy patrzę na intensywną pełnię wydaje mi się że słyszę skwierczenie, jakby jajka na patelni. Cisza, bezruch, to mocne światło i to jakby skwierczenie.

Jak widać na internetowych serwisach niebo na Bliskim Wschodzie wygląda inaczej. Bardziej dynamicznie. Jest rozświetlane dodatkowymi gwiazdami, szybko przemieszczającymi się, wykonującymi niespodziewane zwroty, wybuchającymi tam albo spadającymi na budynki które nikną w kulach ognia. Świat zwariował. 

Wschód i Zachód. Umysł lubi podziały i trzeba lat życiowego doświadczenia aby instynktownie zacząć traktować je z powątpiewaniem i dystansem na jakie zasługują. Dla nas, z Polski drugiej połowy XX wieku, Zachód był antytezą sowieckiej przaśnej ideologii zniewolenia. Był miejscem które rządziło się prawami a nie wolą partii i jej aparatczyków. Był demokracją która, choć niedoskonała, zawsze jest lepsza.

Upadek komunizmu był procesem ale przełomowy był rok 1989. Od tego czasu jesteśmy coraz bardziej Zachodem, coraz mniej Wschodem. Ale coraz bardziej staje się jasne że część Zachodu staje się czymś z czym nie można się identyfikować. To co wyrabiają panowie rządzący z Izraela czy USA nie jest i nigdy nie będzie w moim imieniu. Cyniczna wojna, zaczęta od ataku przeprowadzonego praktycznie w czasie negocjacji? Strzelanie do cywili w Gazie. Nie w moim imieniu. 






Saturday, 17 January 2026

Rozważania o płatku śniegu

Zima, wreszcie prawdziwa zima. Jest -10 stopni, miękka cisza spadła na las a rower grzęźnie w śniegu tak bardzo, że muszę jechać autobusem do pracy. Śnieg. Z jakiegoś powodu to polskie słowo bardzo lubiła moja dawna, niemieckojęzyczna dziewczyna i teraz, choć minęło wiele lat, wspominam ją za każdym razem gdy białe płatki lecą z nieba tak spokojnie że przestaje się myśleć, tylko się człowiek gapi. Czasami delikatny podmuch wiatru rozmywa to ich opadanie w ukośne smugi. Ale akurat nie wieje. Wysiadam z autobusu, jestem przy drodze, nieliczne auta oblepione brudnym już puchem, poruszają się jakoś tak niezdarnie. Dziecko wyciąga dłoń, kilka płatków ląduje na niej i od razu zaczyna znikać. Już ich nie ma, przylatują następne. Ich ulotne trwanie rozciąga się na przestrzeni minut. Każdy z nich osobno jest niekonieczny,  jego istnienie nie zmienia absolutnie niczego, odchodzi w nicość zanim zdążę mu się przyjrzeć. Obserwuję ten prędki niebyt, przechodzę przez bramki, wchodzę do labu.

Ostatnio w pracy znowu wybuchł frenetyczny spór o to czy bardziej fundamentalna jest zasada zachowania energii czy zasada najmniejszego działania. Dla ekspertów: Hamiltonian czy Lagrangian. Trochę przesadzam z tym sporem, ostatecznie tylko jeden z moich kolegów "siedzi" w tym temacie na tyle głęboko by wysuwać argumenty które są sprzeczne z tym, co nas uczono więc, aby podjąć dyskusję, wymagają przemyślenia i doczytania starych podręczników mechaniki klasycznej. Ah jaka piękna jest mechanika klasyczna! I jak bardzo źle jest nauczana! Kolejna rewolucja naukowa powinna być rewolucją w nauczaniu fizyki.

W przeciwieństwie do istnienia płatka śniegu byt obiektów fundamentalnych jest konieczny. Te kilka pojęć, którymi opisujemy rzeczywistość fizyczną, ma pewną specyficzną formę istnienia, gdzieś między abstrakcją istniejącą w ludzkich umysłach a najtrwalszym, najbardziej koniecznym z możliwych bytów. Czasoprzestrzeń, jej trzy wymiary "przestrzenne", światło którego istnienie jest implikowane czasoprzestrzenią, "coś" w postaci materii... jaka ogromna przestrzeń jest między tymi najbardziej fundamentalnymi z bytów a płatkiem śniegu - tym najbardziej pochodnym z bytów -rozpływającym się właśnie na dłoni dziecka? A Ty człowieku, jakim rodzajem bytu Ty jesteś?


 

Sunday, 9 March 2025

Profesor Dragan versus AI

Dragan dał gościnny wykład na ETH, na zaproszenie stowarzyszenia polskich studentów w Zurichu POLANA (Polish Academic Network Abroad). Ponoć wcześniej tego dnia był  Googlu porozmawiać o AI no i miał jakieś inne spotkania na ETH, nie dla gawiedzi. Przyznam że byłbym po takim dniu wykończony, ale Dragan nie wyglądał na wyzutego z energii, wręcz przeciwnie. Wykład zaczynał się o 17, byłem trochę wcześniej i relaksowałem się na tarasie głównego budynku ETH (stary campus, tutaj studiował Einstein!) i podziwiałem widoki. Popołudnie było spektakularne, słońce staczało się ku zachodowi - nad Uetlibergiem. I choć świeciło z całych sił zapowiadając wiosnę to jednak przysłaniały je gęste chmury i jego światło rozpraszało się nad cząstkach atmosferyczny areozoli dając efekt pięknych smug światła, coś jak komorebi tylko nie w lesie. Efekt trochę nie z tego świata, wywołujący odczucia mistyczne, zupełnie jak fizyka.

Dragan najpierw spytał czy wykład ma być po polsku czy po angielsku. Salka była pełna ludzi i nie wszyscy byli polakami, więc padło na angielski. Potem powiedział że ma 3 gotowe wykłady i spytał który chcemy wysłuchać. Do wyboru były tematy o AI, o tachionach i o czarnych dziurach. Padło na tachiony, z których jest słynny w świecie fizyki, ale miałem wrażenie że chętniej opowiedziałby o AI. Zresztą po wykładzie rozmawialiśmy też o tym. 

No i dał niezły wykład, opowiadał o dynamice obiektów poruszających się z prędkością większą niż światło, o jej związkach z mechaniką kwantową (jak coś porusza się z prędkością nadświetlną czyli wstecz w czasie to dla normalnego obserwatora może to coś generować zdarzenie które wygląda na przypadkowe, jak na przykład rozpad promieniotwórczy). Na prawdę fajny wykład. Generalnie jednak odniosłem wrażenie że ta teoria jest mniej dopracowana niż przedtem sądziłem.

Potem były pytania i nie mogłem odmówić sobie zadania tego, które mnie nurtuje od miesięcy. Chodzi o związek między elektromagnetyzmem a czasoprzestrzenią. Jak to jest że prędkość światła jest jednocześnie tą krytyczną stałą wiążącą czas i przestrzeń w jeden byt, w czasoprzestrzeń? Dragan odpowiedział że faktycznie c występujące w Szczególnej Teorii Względności nie ma związku ze światłem, że jest to po prostu stała definiująca sprzężenie między czasem i przestrzenią. Ten fakt został zauważony kilka lat po sformułowaniu Szczególnej Teorii Względności. To, że światło porusza się z tą prędkością, jest w pewnym sensie drugorzędne. Ego, nazywanie tej stałej "prędkością światła" jest dość mylące, jak wiele innych terminów z dziedziny fizyki. Czasami mam wrażenie że prze te mylące terminy mamy zastój w fizyce, bo zanim studenci uświadomią sobie że c to nie prędkość światła, że Szczególna Teoria Względności nie jest ani szczególną, ani teorią a jak już co to bezwzględności... zanim umysły się przyzwyczają do tej nomenklatury trącającej pełną meandrów historią fizyki, mijają cenne lata, które mogłyby zostać lepiej spożytkowane.

Ale pytanie o związki między czasoprzestrzenią a elektromagnetyzmem i wszystkim innym nadal wymaga odpowiedzi. Właściwie to ta odpowiedź jest mniej więcej znana, przynajmniej matematycznie, ale jak ją sformułować tak zwanymi prostymi słowami?

Zapytałem AI. Deep Research wygenerował piękny i głęboki tekst. Tu jest fragment:

"The light cone is the same for all inertial observers; invariance of c means that all observers, regardless of their relative motion, agree on which events lie on a light signal’s trajectory. This implies a universal causal structure: no influence can propagate faster than c, and effects can only lie inside or on the light cones defined by prior causes. In other words, the speed of light is a built-in “speed limit” in the geometry of spacetime. The fact that Maxwell’s waves move at this cosmic speed limit is no coincidence – it reflects that electromagnetism is in harmony with the deepest symmetry of spacetime."

Dalej nie czuję się usatysfakcjonowany. Nie pomaga też wyjaśnienie elektromagnetyzmu grupą cechowania U(1) (BTW czemu u diabła nazywa się to grupą cechowania, jak biedni studenci mają się w tym nazewnictwie połapać!), która przewiduje istnienie dodatkowego wymiaru przestrzennego, zwiniętego w malutki rulonik. Ten koncept to babcia teorii strun. 

Moim celem nie jest zrozumienie wszystkiego, ale chciałbym przynajmniej uchwycić czym na prawdę jest światło. To, które dawało takie piękne smugi w pewne słoneczne popołudnie nad Uetlibergiem.


Linki:











Saturday, 8 February 2025

Od deski do deski

Rano był prawdziwy mróz, szron przybielił trawę, krystalicznie zimne powietrze sprawiło że mgły pięknie tańczyły nad ciepłą rzeką a światło odbijało się klarownie od metalowych dachów domów. Kiedyś takie poranki były normą, ale teraz czasy się zmieniły. Tej zimy, jak dotąd śnieg leżał jeden dzień, a takiego dobrego mrozu też było jak na lekarstwo. Czy ktoś jeszcze tęskni za mrozem?

Skończyłem czytać "Book of longing" Cohena. To są wiersze. Piękne, dogłębne, trochę obce, trochę bardziej uniwersalne. Trochę znane z jego muzycznych albumów.

Poezję czyta się tak bardzo inaczej niż prozę. Nie można tomiku po prostu przeczytać od deski do deski i zamknąć sprawę. Trzeba wracać do wierszy z poprzednich stron, trzeba przeskakiwać na koniec i z powrotem na początek, trzeba po przeczytaniu kilku strof zatrzymać się, wyjść na balkon, popatrzyć na świat w sposób troszkę inny, czasami nawet bardzo inny, trzeba wrócić na początek wiersza, przeczytać te parę słów na nowo, trzeba dać się zaskoczyć to nagle nową perspektywą... Trzeba zaakceptować że czytanie wierszy niewiele ma wspólnego z czytaniem służącym do zdobycia informacji z podręczników, lub do wysłuchania jakiejś historii z powieści. Ma zupełnie inną funkcję. Służy takiemu przestawianiu słów, takiemu ich nieoczekiwanemu splataniu, aby wydobyć nową perspektywę, zakwestionować starą i w końcu coś zmienić w sposobie w jaki widzi się samego siebie i świat.

Jest już słoneczne południe, 8 lutego, temperatura sprawia że na balkon wychodzi się w szortach. Dzień utracił poranną świeżość, nieskończoność alternatyw tego, jak może się potoczyć została zredukowana. Book of longing trafił, chwilowo, na półkę książek "przeczytanych".

Monday, 13 January 2025

Styczniowa pełnia

Kiedy o tym dobrze pomyśleć to jasnym się staje że rzeczy podstawowe wyłaniają się razem. Nie mogą istnieć osobno czas, przestrzeń (z Ch. sprzeczamy się o przestrzeń), światło, materia i umysł. Mogą istnieć tylko razem, na raz, niby manifestacja tego samego. Czas jest miarą zmian, zmian materii, tak w pierwszym przybliżeniu. Gdyby światło mogło poruszać się nieskończenie szybko, to nie byłoby odległości, a więc przestrzeni. A więc te 300 tys. km na sekundę jest podstawową właściwością zarówno czasu jak i przestrzeni. Ale jedynym co podróżuje z tą prędkością jest drganie, fala. Co więcej, owo drganie porusza się tak samo szybko wobec wszelkich okruchów materii, niezależnie z jaką prędkością poruszają się one. Tak, jakby poruszająca się materia oddziaływała na przestrzeń, zmieniała ją dostosowując do swego lokalnego otoczenia. Bo materia to lokalność. Nie do końca, bo istnieje sprzężenie kwantowe.

Jednak gdzieś tu się kończy moja wyobraźnie, moja intuicja przestrzeni i czasu. Czy jest lepsza intuicja? Czy jest inny umysł? Czy algebra Clifforda na prawdę jest w stanie to wyjaśnić? Bo algebra jest prawem, czymś niezmiennym, a więc nie należącym do rzeczywistości. Nieprawdaż?

Takie dziwne myśli snują mi się po głowie w ten zimny styczniowy poranek. A zimne światło Księżyca jest bezwzględnie obiektywne, jak bóg pejotlu.

Friday, 9 August 2024

O czasie

Czytam sobie taką małą książeczkę Etienna Kleina o czasie: "Le facteur temps ne sonne jamais deux fois" Jak to przetłumaczyć? "Listonosz czas nigdy nie dzwoni dwa razy"? Hm... mniejsza o tytuł, ale sama książeczka pełna jest ciekawych obserwacji, myśli z gatunku tych, które niby każdy, szczególnie fizyk, powinien już kiedyś wygenerować we własnej głowie, ale jednak warto je usłyszeć "wypowiedziane na głos" i to przez znanego profesora. Na przykład:

1. Czas uosabia zmienność a jednocześnie jest coś stałego i niezmiennego w jego upływie (nie zatrzymuje się nigdy).

2. Czas, jako byt, nie ma właściwości kierunku, to znaczy wszystkie podstawowe równania są symetryczne względem zmiany kierunku upływu czasu. Strzałka czasu jest definiowana przez zjawiska,  zdarzenia i to te dziejące się masowo. Strzałka czasu definiowana jest przez fizykę statystyczną.

3. Ruch inercjalny w mechanice klasycznej jest bardzo podobny do bezruchu - mimo że obiekt się porusza to nie dzieje się nic. Stąd równoważność wszystkich układów inercjalnych. I to był punkt startowy dla matematyzacji fizyki.

4. Nasze rozumienie świata opiera się na hipotezach, które, zdaniem Boltzmanna, są obrazami rzeczywistości które sobie konstruujemy w głowie. Dopiero mechanika kwantowa przedstawia świat który nie może być obrazem. Świat niewyobrażalny!

I tak dalej. Mała książeczka a dużo treści. Może trochę mi brakuje rozwinięcia tematu kolapsu funkcji falowej w determinowaniu strzałki czasu.

Etienne Klein jest fizykiem i filozofem nauki. Kolega z pracy miał okazję być na jego wykładzie i bardzo mu się podobało.

Dobrze byłoby mieć tą książeczkę po polsku. Co prawda mamy niezłe książki na przykład Dragana, ale moim zdaniem Etienne pisze świetnie i nieszablonowo.


Tuesday, 18 June 2024

Duchowość a nauka

Z rekomendacji kolegi po fachu przeczytałem "The Sleepwalkers - A History of Man's Changing Vision of the Universe" Arthura Koestlera. Książka ma swoje lata, bo pierwsze jej wydanie było w 1959 roku. Od tego czasu pewnie trochę się zmieniło w naszej wiedzy o wiekach średnich, ale esencja pozostaje niezmieniona: starożytni Grecy (a dokładnie Arystarch z Samos) w III wieku p.n.e. ukuli pierwszą hipotezę świata heliocentrycznego, która została tak skutecznie wyparta z ludzkiego umysłu że przez następne dwa tysiące lat, aż do Kopernika i Keplera, rzesze "astronomów" wolały marnować życia na obliczaniu epicykle zamiast pomyśleć jak naukowcy. Coś zupełnie nie do pomyślenia teraz, kiedy nauka non stop szuka nowych interpretacji i wiecznie weryfikuje nawet już dość dobrze znane prawa.

Ale prawdę mówiąc co innego przykuło moją uwagę. Koester pisze że Pitagorejczycy, dwieście czy trzysta lat przed Arystarchem, byli pierwszymi, którzy patrzyli na świat przez pryzmat matematyki. "Nobody before the Pythagoreans had thought that mathematical relations held the secret of the universe. Twenty-five centuries later, Europe is still blessed and cursed with their heritage. To non-European civilizations, the idea that numbers are the key to both wisdom and power, seems never to have occurred."

Pitagorejczycy w matematyce widzieli wymarzoną Syntezę, pojedyńczą "teorię" opisującą wszystko. Na dodatek nie była to sucha matematyka, ale religia oferująca tajemnicę stworzenia. "At the highest level katharsis of the soul is achieved by contemplating the essence of all reality, the harmony of forms, the dance of numbers. ‘Pure science’ – a strange expression that we still use – is thus both an intellectual delight and a way to spiritual release; the way to the mystic union between the thoughts of the creature and the spirit of its creator."

Przypominają mi się moje pierwsze fascynacje mechaniką kwantową, kiedy z wypiekami na twarzy czytałem popularnonaukowe książki a dyskretyzacja energii, kontemplacja faktu istnienia orbitali, były przeżyciami duchowymi. Podobnie było parę wykładów na Uniwersytecie, na przykład profesora Staruszkiewicza który przez godzinę, na czterech slajdach pokazywał jak wyliczyć masę elektronu albo Białasa który pokazywał jak istnienie bozonu Higgsa wynika z podstawowych zasad mechaniki kwantowej. Większość życia spędziłem dokonując zupełnie innych, trywialnych i praktycznych obliczeń, ale czy do kościoła chodzi się codziennie czy tylko do święta?

Oczywiście z jakiegoś powodu od prawdziwej Syntezy wymaga się niezmienności, a tego o fizyce nie można powiedzieć, coś tam się wciąż dzieje, stała Hubbla zmienia wartości, wciąż nie wiemy jak wyjaśnić duże obszary obserwacji kosmologicznych. Ale czy na pewno? Fundament, czyli mechanika kwantowa i teorie względności, są niezmienne od 100 lat. Może czas zacząć głosić je w kościołach?

Dziwnym zbiegiem okoliczności tegoroczny festiwal fotografii w Lenzburgu odbywa się pod leitmotivem "Synthesis" i co ciekawe organizatorzy chyba mieli podobne myśli, bo jedna z instalacji zawierała fragmenty antycznych ksiąg filozoficznych czy alchemicznych po cytat Heisenberga. Były też rzeczy "pod publikę" czyli wystawy zdjęć Sony World Photography Awards, które oczywiście dotyczyły ekologii ale przyjemnie je się oglądało. Ale była też wystawa Sabine Hess zatytułowana "You felt the roots grow", która zupełnie zwaliła mnie z nóg. Przypomniała mi że zwykłe trawy można sfotografować w sposób zapierający dech w piersiach. Poza tym aranżacja zdjęć, danie im przestrzeni, to była silne, odwoływało się do niemówionego instynktu piękna. Na dodatek jej proste, poetyckie teksty. Uff, moje niedzielne katharsis, moja niedzielna msza doprawdy święta. Niedużo z wystaw które widziałem w życiu potrafiło dotknąć tej właśnie, właściwej struny duszy.

https://www.sabine-hess.com/11897084-01-you-felt-the-roots-grow#10



Thursday, 11 April 2024

Ulesić się

Skończyłem czytać "S'enforester" - książkę a jednocześnie album fotograficzny, która jest rozważaniem o lesie pierwotnym, o puszczy. Autorzy, Andrea Mantovani - fotografka i Baptiste Morizot - pisarz i filozof, spędzili wiele czasu w Białowieży, gdzie poznali między innymi Adama Wajraka. Ciekawie czytać jak francuzi widzą 'naszą' puszczę. Tekst jest ciut przydługi i pełen powtórzeń, i poprzez swoją ogólność wydaje się być pewnym dysonansie do zdjęć ale jednocześnie pokazuje wiele ciekawych aspektów puszczy, która kiedyś pokrywała nieskończone kilometry między Uralem a Atlantykiem.


Ciekawe jest na przykład spostrzeżenie że puszcza składa się głównie ze starych drzew. Ma zupełnie inną strukturę niż populacje zwierzęce (w szczególności ludzka). Skoro drzewa żyją po kilkaset lat, ich demografia wymaga niewielkiego tylko "przyrostu naturalnego". 

Są też interesujące, spostrzeżenia dotyczące naszej cywilizacji. Na przykład rozważanie na temat jej bycia 'disruptive' (trudno znaleźć polskie słowo). Morizot dostrzega niezwykłe przyśpieszenie w rozwoju nowych technologii i kultury które prowadzi do oddzielenia się, oderwania od ekosystemu biologicznego w którym cywilizacja ma swoje źródło.

Angielska recenzja książkoalbumu:

https://www.blind-magazine.com/news/bialowieza-awe-inspiring-and-hostile-nature/

Sunday, 25 February 2024

O przestrzeni

Idee są ogólne, nie konkretne. Oznacza to że idee mają wiele aspektów, wiele punktów widzenia, można o nich zapisać całe tomy wyjaśnień i interpretacji. Im bardziej ogólna idea, tym więcej papieru można o niej zapisać. Taka "ogólność" powinna być matematycznie zdefiniowana, powinien istnieć sposób jej zmierzenia. Co więcej, powinna ona zostawać w jakiejś relacji z konkretnością, treścią. Zapewne można ukuć kolejną odsłonę zasady nieoznaczoności Heisenberga: O*T<hbar, gdzie O to jakaś miara ogólności wyrażenia a T ilości treści jakie zawiera. W ogóle czy ktoś spostrzegł że zasada nieoznaczoności Heisenberga ma wiele wspólnego z jin i jang? Nie dosłownie to znaczy matematycznie, ale koncepcyjnie.

Wygenerowane przez DALL-E.
    Przeciwieństwem idei jest konkretny obiekt albo lepiej ożywcze działanie, które po prostu jest, dzieje się, które nie rozważa. To działanie po prostu bierze rzeczywistość taką, jaka jest. Zwłaszcza działanie bez intencji jest ekstremalnie nie-koncepcyjne. "When the tiger wants his prey, he pounces upon it without any thought or hesitation. There are no morals, no guilt, no psychological problems, no ideologies to interfere with the purity of his action."(1)

    Ale nie możemy być tygrysami, na pewno nie przez cały czas. Coś sprawiło że mamy umysły które dają nam dużą praktyczną przewagę nad zwierzętami. Skuteczność umysłów oparta jest na zdolności do abstrakcyjnego myślenia, do używania idei. Jako gatunek jesteśmy skazani na dwoistość, na rozdarcie, na paradoksalność, na niezgodę z Tao. Co więcej, bez tej dwoistości nigdy nie zdalibyśmy sobie sprawy z istnienia stanu naturalnego, stanu czystego działania. To umysł, zdolność do konceptualizacji i równocześnie dwoistość definiują nas jako homo sapiens. Biblijni Adam i Ewa dostrzegli swoją nagość po zjedzeniu jabłka z drzewa poznania (dobrego i złego). W ten sposób stali się homo sapiens i zostali wygnani z raju. Swoją drogą piszę to na laptopie z symbolem nadgryzionego jabłka i przyszło mi do głowy że Stevowi Jobsowi wcale nie chodziło o jabłko Newtona. Może sięgał dalej w historię ludzkości. Przecież Newton nie nadgryzał swojego jabłka.

    Wróćmy do idei. Stół to jest stół ale co to jest przestrzeń? Niewątpliwie przestrzeń jest czymś bardzo koncepcyjnym, o wiele bardziej niż stół. Przestrzeń, a zwłaszcza czasoprzestrzeń, służy wyrażaniu dystansu, rozdzielenia. Dwa obiekty albo dwa zdarzenia mogą być blisko, przylegać do siebie, wpływać na siebie, albo nie. W mechanice kwantowej nie ma działania na odległość. Obiekty oddziaływują na siebie lokalnie, kiedy znajdują się w tym samym miejscu czasoprzestrzeni, kiedy są w kontakcie. Tym kontaktem może być foton przybywający od obiektu-nadajnika położonego gdzieś z dala. Dopóki ten foton nie przybędzie, nie znajdzie się w tym samym miejscu co lokalny obiekt-odbiornik, oba obiekty nic o sobie nie wiedza bo dzieli je przestrzeń. Tak rozumiana przestrzeń jest czymś bardzo intuicyjnym, zgodnym z naszym codziennym doświadczeniem i użytecznym.
 
    Problem w tym że taka przestrzeń nie istnieje!  Tak samo jak nie istnieje dobrze zdefiniowana cząstka czy fala, nie można oddzielić obserwatora od obiektu obserwowanego a falocząstki bywają połączone ze soba tajemniczym oddziaływaniem na odległość które sprawia że jeśli jedna wpadnie w stan powiedzmy reszki to druga wpada w stan orła.

    Świat fizyczny przypomina symbol jin-yang a nasze pojęcia są jak nóż którym usiłujemy ten symbol przekroić na pół. Jakbyśmy się nie starali wybrać tylko jin albo tylko yang, za każdym cieciem będziemy zawsze dostawali ich mieszankę. Przestrzeń nie do końca jest czystą przestrzenią, fala jest także cząstką, czas ma aspekt przestrzeni, przyczynowość nie jest zupełna i tak dalej... Matematycznie wszystko wydaje się świetnie działać, ale jak to ująć w słowa, ogarnąć, zrozumieć?

(1) Deng, Ming-Dao. 365 Tao (p. 34)

Sunday, 31 December 2023

Przedostatni dzień roku

W ten dzień jakoś więcej ludzi spaceruje po moim ulubionym wzgórzu z którego wiadać Alpy Berneńskie. Teoretycznie to sobota, ludzie sprzątają mieszkania i robią zakupy... a jednak wielu po prostu wychodzi popatrzeć, pomyśleć o mijającym a pewnie i nadchodzącym roku.Wycofać się na pół godziny z szaleństwa zachodniej teraźniejszości, która jest wciąż wypełniana zadaniami do wykonania. 

Wygenerowane przez DALL-E.
Moje ulubione wzgórze ma tutaj formę górskiego grzbietu na linii z grubsza północ-południe. Nie ma zbyt wiele miejsc parkingowych, i dzisiaj jest jakoś dużo aut. Podjeżdża wypasiony Ford Mustang i parkuje za mną. Kierowca czeka aż odejdę na pewną odległość. Przyjechał tutaj by być chwilę sam, nie potrzebuje towarzystwa obcych. 

Zastanawiam się czy ta atmosfera odprężenia i wyczekiwania końca starego roku i początku nowego, ten dziwny bezruch, to jest coś, co istnieje na prawdę, rzeczywiście? Tak pewnie chciałby Platon (bo to coś w rodzaju idei jest, choć, aby być pewnym, trzebaby sobie z nim pogadać). Co istnieje? To jedno z tych pytań które nie służą otrzymaniu jednoznacznej odpowiedzi.

Wednesday, 8 November 2023

Czytając Sabine

Kilka godzin w zatłoczonym pociągu między Europą ciepłą, śródziemnomorską, chaotyczną a Europą chłodną, uporządkowaną, wystarczyło aby przeczytać najnowszą książkę Sabine Hossenfelder "Czy Wszechświat myśli". Ale najpierw był spektakularny poranek, kiedy pociąg meandrował przez Alpy niczym wąż, wciąż zmieniając kierunek na którym wschodziło słońce.

To była ciekawa lektura. Sabine stoi na stanowisku że w tej chwili nie ma dowodów na jakiekolwiek zasady natury które nie byłyby redukcjonistyczne, czyli wynikające z praw rządzących cząstkami elementarnymi. Zasadniczo ma rację, ale naukowcy od lat usiłują takie prawa znaleźć, zapostulować. Robią z ogromną determinacją, która wynika z tego, że redukcjonizmu da się intelektualnie zaakceptować i pogodzić z własnym doświadczeniem. Świat jest tak ogromnie złożony i wieloznaczny że podejście czysto redukcjonistyczne nie może być prawdziwe. Ale czy Sabinę ma rację? Czy jest możliwe że ogromne bogactwo świata można sprowadzić do kilku dość krótkich wzorów z teorii pola?

Nie wiem, ale niepokoi mnie kilka stwierdzeń w jej książce tudzież kilka idei nad którymi jakby się prześlizgnęła nie wchodząc w ich treść lub bagatelizując pewne ich aspekty. Na przykład bagatelizuje znaczenie kwantowej losowości w powtórzonym wielokrotnie zdaniu: "(...)przyszłość jest z góry ustalona, za wyjątkiem zachodzących od czasu do czasu kwantowych zdarzeń". Przecież kwantowe zdarzenia nie zachodzą "od czasu do czasu" ale dominują! Zmieniają kompletnie przyszłość!

No i jej argumentacja dotycząca nieważności chwili obecnej też mnie nie przekonuje.



Thursday, 12 October 2023

Gorący październik

Te dni zaczynają się od jesiennych mgieł, przez które, początkowo z trudem, przebija się słońce, po czym przechodzą w popołudnia suche i ciepłe, właściwie gorące, jak na październik. Jest w tej pogodzie coś, co zwykle spotykało się w kwietniu, jakieś rozleniwienie, chęć nic nie robienia. Zamiast pędzić do domu schodzę z roweru i spokojnie, powoli idę przez las.

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.

Kiedy tekst, opis, zaczyna zawierać zbyt dużo słów? Kiedy dodanie informacji nie tylko nie poprawia przekazu ale wręcz go pogarsza? Ile trzeba nie-dopowiedzieć aby wyrazić się jak najprecyzyjniej? Takie mnie nękają pytania... 

Saturday, 6 May 2023

Pierwiastki Empedoklesa

Powietrze, ziemia, woda i ogień, cztery elementy o których wiemy że nie są elementarne w związku z czym traktujemy je trochę jak prastary zabobon. Prastary bo Empedokles, który w swojej kosmogonii po tych czterech elementarnych pierwiastkach pisał, żył 2500 lat temu a na dodatek prawdopodobnie wcale nie był pierwszym który zauważył istnienie czterech żywiołów. Starsze niż nasz grecki myśliciel, indyjskie Upaniszady też opisują cztery elementy.

Czasem zastanawiam się czy nie odrzucamy czterech elementów aby zbyt lekkomyślnie. Oczywiście nie są one elementarne w znaczeniu substancji, ale reprezentują sobą podstawowe cechy naszego doświadczenia. Weźmy na to wodę. Woda to ciekłość a jednocześnie to coś, co wciskając się pomiędzy elementy "ziemi" spaja je. Element wody charakteryzuje się lepkością, gęstością, dużą zależnością od temperatury. W wysokich temperaturach woda zamienia się w element powietrza a w niskich w element ziemi. To są parametry i zachowania jak najbardziej fizyczne a jednak wywodzące się z prastarej obserwacji czy też wyselekcjonowania wody jako podstawowego elementu. Ale jest też część naszego doświadczenia zmysłowego które nie przekłada się tak bezpośrednio na fizykę. Wodnym doświadczeniem jest opuchlizna, bo przywodzi na myśl nasiąkanie. Wodniste są wydzieliny, w tym łzy, więc woda ma aspekt smutku, ale woda również rozpuszcza wiele substancji, przez co używana jest do oczyszczania. Do chrztu. 

No i ostatnia myśl: w polskim jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami słowa "żywioły", które pasuje do tych pierwiastków Empedoklesa. Owszem, "żywioły" ma też znaczenie dramatyczne, ale skupmy się na tym że "żywioły" są czymś elementarnym, choć nie należą do domeny analizy, jak "pierwiastki".

Friday, 17 March 2023

Ogrodnik

Wiosna na dobre i bez wątpienia zawitała nad brzegi Limmatu więc odwiedził mnie ogrodnik, Kurt, człowiek o niebotycznym spokoju, jasnych oczach oraz zaawansowany praktykant jogi. Nie trzeba być psychologiem żeby widzieć iż jego spokój, pogoda ducha, jego joga, to efekty długotrwałego, wieloletniego wysiłku aby nie wpaść w coś dokładnie przeciwnego, w jakąś otchłań nerwicy, szaleństwa czy innego demona.  A może nawet był to wysiłek aby z takowej otchłani wyjść, aby to, co złe i słabe, zamienić w dobro, jednym słowem aby wrócić do zdrowia, który jest stanem naszym naturalnym, danym nam na początku. Może dlatego ciężkie choroby dzieci są tak trudne do zniesienia?

W ogólnie pojętej medycynie są dwa zasadnicze działania: odjęcie tego, co szkodzi i dodanie tego, co leczy. W medycynie Zachodniej oczywiście głównie się dodaje, bo odejmowanie rzadko przynosi zyski a poza tym to, co człowiek ma, jest jego własnością. Mamy prawo do naszych nawyków, nawet jeśli ciągną nas one w chorobę. Taka jest nasza Zachodnia wolność: powinniśmy móc robi co nam się żywnie podoba a i tak mieć godne życie i być akceptowanymi przez nowoczesne społeczeństwo. O to walczą te wszystkie ruchy LGBTAIQ, swobód seksualnych, feministki i tak dalej.


Mój ogrodnik jednak w ogóle niczego nie dodawał. Zajmował się jedynie obcinaniem i usuwaniem. Z róż pozostały smutne badyle i obietnica że za kilka miesięcy obsypią się kwiatami. “Obcinam najstarsze pędy i gałęzie” - mówił - "to daje impuls roślinie aby wypuścić nowe, mocne". Oto jedna z tych prostych mądrości, o których jednak zapominamy albo raczej zaczynamy stosować ją coraz bardziej wyrywkowo, jakby w przekonaniu że prawa natury przestały dotyczyć niektórych aspektów naszej cywilizacji. 


Przycinanie tych kilku roślin w malutkim ogródku zajęło nam przeszło dwie godziny. Ogrodnik często długo przyglądał się krzewowi zanim zdecydował które gałęzie i jak uciąć. Kiedy skończył mieliśmy do wywiezienia cały kontener gałązek i gałęzi. Pogadaliśmy jeszcze trochę o życiu, o tym że wielu joginów ma problemy z kolanami i że ten krzew bzu, który rozrósł się jak drzewo, trzeba będzie na jesieni mocno przystrzyc.



Monday, 23 January 2023

Nieskończoność i nieciągłość

Kilka miesięcy temu dostałem w prezencie książkę "Zderzacz" Joanny Łopusińskiej i w Święta wreszcie miałem czas ją przeczytać. Jest to świetnie napisana powieść kryminalna która dzieje się w dość dobrze mi znanych okolicach CERNu i Zurichu. Dość powiedzieć że pochłonąłem książkę w dwa dni. Najciekawsze jest jednak fakt że książka jest nie tylko rozrywką ale i inspiracją. W dość ciekawą fabułę wplecione są wątki z obszaru filozofii fizyki, rozmowy między bohaterami odwołują się do książki Pauliego i Junga, którą jeszcze muszę przeczytać. Z posłowia zrozumiałem że główny bohater książki, Noah Majewski, wzorowany jest na byłym mężu autorki no i nie omieszkałem sobie poszukać po internecie. Tak znalazłem Krzysztofa Zawiszę i jego przeszło 300-stronicowe dzieło o tym jak nauka jest rujnowania przez współczesnych naukowców z niskim ilorazem inteligencji.

Przydługie dzieło Krzysztofa Zawiszy męczy ciągłym powtarzaniem tej samej tezy o niskim IQ uczonych, męczy rozciągłością, męczy próbami obalenia współczesnej fizyki, choćby Szczególnej Teorii Względności używając paradoksów, opartych na eksperymentach myślowych,  paradoksów które od lat są już rozwiązane i wyjaśnione. Autor jest erudytą, ale z gatunku tych, którzy czytając mnóstwo książek i artykułów kopiują do specjalnego katalogu tylko i wyłącznie to, co popiera ich tezy a wszystko inne pomijają. Tak, oczywiście, nawet Einstein w pewnym momencie życia powiedział że stałość praw fizyki we wszystkich układach odniesienia nie oznacza że eter nie istnieje. Tylko co z tego?


Istnieje wiele podobieństw między postawą Zawiszy a różnymi internetowymi znachorami kontestującymi współczesną medycynę, 'historykami' głoszącymi że Stary Testament opisuje wizytę obcych na Ziemi itp, itd. Ktoś spędza mnóstwo czasu tworząc alternatywne wizje, starannie dobierając artykuły i badanie popierające jego tezy, ktoś zaczyna widzieć układającą się w całość strukturę i bam, jest odkrycie. Tylko że świat Gwiezdnych Wojen też posiada sensowną strukturę, co nie znaczy że istnieje na prawdę. Nasze umysły są wyspecjalizowane w znajdowaniu regularności i struktur. To jest nasza siła i, jak widać, nasze przekleństwo.

Ale czytanie fragmentów 300-stronicowego artykułu Zawiszy było często inspirujące. Sam fakt że wraca on do zapomnianej idei że rozumowanie logiczne, co u niego oznacza rozbiór pojęć, jest najważniejszą zasadą nauki. Nie eksperyment! Dla nauki byłby to powrót do antyku, no ale Zawisza uważa że to starożytni greccy naukowcy mieli najwyższe IQ i dlatego 'odkryli' naukę. To są myśli fałszywe, niestety eksperyment wielokrotnie udowodnił że teorie które wydawały się jak najprawdziwsze, nie są rzeczywiste. Bo, eksperyment pokazuje że rzeczywistość jest mocno nieintuicyjna, niezgodna ze zdrowym rozsądkiem!

Na końcu Zawisza z wściekłością dowodzi że wynikiem dzielenia przez zero jest... zero! I przedstawia to jako panaceum na różne problemy współczesnej fizyki teoretycznej, która ma poważne problemy z nieskończonościami. Tylko co z tego, że znikną nieskończoności, jeśli zamiast nich pojawią się nieciągłości? Nagłe zmiany wartości pół od ogromnych wartości do zera? Nieciągłość jest tak samo niefizyczna jak nieskończoność, więc akrobatyka intelektualna polegająca na nadaniu sensu (liczbowego) operacji matemetycznej która takiego sensu nie ma, niczego nie rozwiązuje. Ufff. Niestety Zawisza nie robi rewolucji w fizyce, choć zgadzam się z tym, że fizyka takowej rewolucji potrzebuje. 


 


Wednesday, 6 April 2022

Kwestia prawdy

Jak kiedyś powiedział Tischner - są trzy prawdy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda. Cała prawda zapewne nie istnieje w domenie języka czy przekazu obrazowego, a to dlatego że słowa i obrazy zawsze są troszkę inaczej rozumiane przez każdego człowieka. Ba, ten sam człowiek inaczej będzie się odnosił do informacji o tym, że na przykład czerwone mięso jest niezdrowe, rano tuż po śniadaniu, a inaczej po kilku godzinach górskiej wyrypy kiedy kiszki grają marsza. Specjaliści od reklamy i propagandy dobrze znają te wszystkie niuanse naszego spostrzegania świata. 

Cała prawda istnieje w świecie matematyki. Równania i obiekty w nich są konstruktami czysto intelektualnym, dokładnie zdefiniowanymi, nie ma miejsca dla najmniejszych nawet niedomówień. Świat matematyki jest zamknięty, kompletny i sterylny. Ale, powiedzmy sobie szczerze, co nam po takiej abstrakcyjnej prawdzie? Jak ona sie ma do naszego życia? Czy może mu nadać sens?

I tutaj wchodzi w grę święta prawda. Prawda naszego życia, religia, miłość, rodzina, absolut, obecność i świętość. Napisano o tej prawdzie mnóstwo tomów, ale to nie jest prawda o której trzeba czytać, to raczej prawda którą trzeba praktykować. Prawda życia, nie prawda wiedzy. Zadziwiająca prawda.

Człowie mówiący "gówno prawdę" i
człowiek starający się powiedzieć całą prawdę.
I wreszcie jest gówno prawda. To jest zjawisko, kiedy ktoś, kto ma ważną pozycję społeczną, kłamie w żywe oczy i wielu ludzi mu wierzy. Na przykład niejaki Ławrow, który do złudzenia przypomina Goebbelsa nazistowskich Niemiec (tak samo jak Putin przypomina Hitlera), wciąż twierdzi że Rosja nie zaatakowała Ukrainy, nie popełniła zbrodni w Buczy a w ogóle to robi tylko to, co Amerykanie robili wcześniej w Iraku czy Afganistanie. Gówno prawda to nie tylko prawda niecałkowita, połowiczna, lekko mniej lub bardziej ukoloryzowana (jak choćby prawda Amerykanów o Iraku), ale to po prostu zaprzecznie prawdy, kłamstwo na wielką skalę. Gówno prawda to słowa ludzi, którzy wierzą że nasza percepcja świata tak się zdegenerowana, że można powiedzeć każde kłamstwo i zostanie ono, choćby częściowo, uznane za prawdziwe.