Buddyjska mniszka (ze Szkocji) mówiła o nieskończonym, niezmiennym kole Samsary, kole w którym wszystkie istoty cierpią. Mówiła że to cierpienie pochodzi z wewnątrz, z myśli a przecież myśli są niematerialne, w związku z czym w pewnym sensie nie-rzeczywiste i dlatego cierpienie jest efektem negatywnych myśli i zależy od tylko nas a nie od świata zewnętrznego. A potem powiedziała że myśli potrzebują energii aby zaistnieć. No właśnie! Oto spostrzeżenie, przecież takie proste i oczywiste, którego nigdy wcześniej nie miałem, mimo tego że o myśleniu myślę często. Myśli potrzebują energii, tej jak najbardziej fizycznej, zapewne mierzonej w piko-dżulach, kiedy dotyczą spraw trywialnych, na przykład odpytywania żołądka i jelit co chciałyby na obiad. Kiedy natomiast myśli się o paradoksie EPR albo o równaniu Schrödingera mózg się "gotuje" i potrzebna energia idzie w mikro-dżule.
Notatka na później: ciekawe ile energii pochłania nie-myślenie o kimś albo o czymś. Mam na myśli intencyjne nie-myślenie.Ta wypowiedź mniszki mogłaby być przyczynkiem do szerszych rozważań o świecie fizycznym i niefizycznym, o tym na przykład jak intencja ruchu przekształca się w ruch. Ruch ręki aby sięgnąć po kieliszek wina. Ale ostatnio dużo się dzieje w dziedzinie AI, więc późniejsze rozmowy kręciły się w tym temacie.
W AI wydatek energetyczny na myślenie można po prostu zmierzyć. W tym przypadku mamy do czynienia raczej z kilo-dżulami, więc, pi razy drzwi, pewnie AI jest kilka-kilkadziesiąt tysięcy bardziej energochłonna. Przynajmniej w tej chwili.
Kilka dni później siedziałem na piwie z ludźmi zajmującymi się sztuczną inteligencją w największych firmach IT tej planety. Mimo kosztów energetycznych inferencji, zastępowanie ludzi modelami językowymi w dziedzinie programowania trwa w najlepsze. "Ja przeszedłem gdzieś w grudniu" - dało się słyszeć. "Przeszedłem" oznaczało zupełne odejście od ręcznego programowania na rzecz programowania przy pomocy agentów AI. Oznacza nagłe przyśpieszenie kodowania. Rozwój projektów staje się eksponencjalny. A obecnie wszystko zależy od software.
To, oraz szaleństwa przywódców świata, sprawia że ludzkość jest w bardzo burzliwym okresie. Taki perfect storm. Czas wielkich zmian na planecie. Byle nas nie pochłonęły.





