Showing posts with label Polska. Show all posts
Showing posts with label Polska. Show all posts

Sunday, 19 October 2025

Polska jesienią


Przyjechałem znowu do Polski. Ekscytacja, radość. Kraków bywa taki piękny o tej porze roku! Drzewa już mocno przyprószone żółcią i czerwienią. No i ta młoda energia prastarego miasta, taka inna od słodkiej nudy szwajcarskiej "wioski" w której przyszło mi żyć. Dobra energia. Zupełnie jakby to tu, a nie na Zachodzie, decydowała się przyszłość Zachodniej części świata. Jakby to tu, w Polsce, w Krakowie, tkwił potencjał, czyli energia przemian. 

Taka myśl: Co to właściwie oznacza żyć gdzieś, jeśli prawie co weekend wyjeżdża się do rodziny albo znajomych? 

Jak zwykle zaskoczyła mnie ilość Żabek, które w Stanach albo na Tajwanie nazywane się "convinence stores". Tak bardzo się od nich odzwyczaiłem. Sklepy w "moim" kantonie są o wiele mniej liczne, większe i zamykane już o 19. W Polsce, dzięki Żabkom i Ukraińcom którzy często w nich pracują jest jakby lepszy dostęp do podstawowych dóbr, choćby takich jak wyśmienite portery bałtyckie. A przecież już się do tego przyzwyczaiłem, po latach spędzonych w bogatej Szwajcarii, do tego samoograniczania sterowanego brakiem miejsc parkingowych, faktem że za wszystko trzeba płacić, tym dziwnym zagęszczeniem ludzi w kraju mocno ograniczonym z powodu swojego położenia pomiędzy górami. Tutaj pieniądz istnieje aby regulować różne aspekty życia. Bogactwo niektórych jest tylko efektem ubocznym tej filozofii. 

Dziwna ta jesień. Dwu znajomych, bardzo sympatycznych szcześdziesięcioparolatków zmarło niespodziewanie. Peter, który pewnego dnia poczuł się gorzej, coś jakby wylew, szybki transport do szpitala i diagnoza: zaawansowany guz mózgu. Trzy tygodnie później wiadomość o śmierci. Tak szybko, tak niespodziewanie. Coś wydaje się krążyć nad planetą, jakiś zły duch. 

Cywilizacja podlega obecnie szybkiej kadencji dogłębnych zmian. Rewolucja, rozbicie homeostazy po to aby zbudować nową strukturę. Tak działa natura. Niezależnie od tego jak bardzo chcemy się od niej odgrodzić. 

W tych całych rozmowach o AI, która właśnie teraz integruje się z niemal każdym poziomem naszej cywilizacji, nie mówi się o aspekcie relacji z planetą, z Gają. My, ludzie, jesteśmy formą życia opartą na wodzie i węglu,  pochodzimy od roślin i zwierząt, i mamy z nimi szczególny rodzaj połączenia, coś w rodzaju intuicji. Rozumiemy nasze koty i psy a one rozumieją nas. To samo dotyczy koni czy krów. Tak na prawdę to dotyczy całej biosfery. Nasze ciała są ze sobą w jakiś sposób spowinowacone, mimo że ostatnie 100 lat cywilizacji umieściło nas głównie w miastach, tych królestwach człowieka. Ale wciąż, mimo usilnych prób zerwania tych połączeń, człowiek jest utkany z relacji ze wszystkim innym. Czy świadomość AI (o ile AI będzie miała kiedykolwiek świadomość) jest w stanie się w to jakoś wpisać? I jakie będą konsekwencje jeśli się to nie uda? Czy AI - życie oparte na krzemie i prądzie - nie tylko jest potencjalnym antagonistą ludzkości ale i całego życia opartego na wodzie i węglu?

Wednesday, 6 August 2025

Cmentarz w Pradze

Umberto Eco wydał Cmentarz w Pradze w 2010 roku. To była jego przedostatnia książka. Z głupia frant kupiłem audiobooka na długą podróż samochodem do Polski. Nie miałem pojęcia o czym jest, ale znając inne książki Umberto domyślałem się że dostarczy rozrywki wysokiej jakości, w sam raz na długie autostradowe godziny. 

 Wiatraki przy niemieckiej autostradzie.
Kiedy się zorientowałem że książka jest zbeletryzowaną historią o tym jak powstały "Protokoły mędrców Syjonu", aż mnie zatkało z zaskoczenia. Co za zbieg okoliczności, słuchać opowieści o stworzeniu "Protokołów mędrców Syjonu" przez włoskiego oszusta i zawodowego fałszerza dokumentów Simone Simoiniego (postać fikcyjna), który to fabrykuje te dokumenty na potrzeby carskiej bezpieki jadąc do kraju, do mojego kraju, w którym ostatnimi laty budzi się antysemityzm a wielu ludzi wciąż uważa "protokoły" za orginalne. Są tacy, co powielają się je na kopiarce i bindują jakby były zakazanymi księgami! 

Jakoś przypomina mi to historię Danikena, szwajcarskiego pisarza który zyskał niesamowitą poczytność publikując pseudonaukowe brednie w postaci książek. Co z tego że naukowcy w odpowiedzi wydali książki (tak więcej niż jedną!) objaśniające Danikenowe bzdury, skoro Daniken sprzedał 70 milionów egzemplarzy na całym świecie a książka Ronalda Story "The Space-Gods Revealed" znalazła zaledwie kilka tysięcy nabywców? I tak większość ludzi wierzy w teorie spiskowe o Żydach pragnących zawładnąć światem i w kosmitów pomagających ludziom stworzyć cywilizację.

Przy czym, trzeba to zaznaczyć, ani panstwo Izrael ani różne żydowskie organizacje domagające się ciągłych odszkodowań, bez umocowania moralnego oraz ignorując prawo danego kraju, nie robią Żydom dobrego PR.
  

Sunday, 25 May 2025

Zimny maj w Krakowie

Przyjechałem do kraju złożyć życzenia, odebrać książkę, spotkać przyjaciół, popodziwiać oczy które ledwo pamiętałem, kupić ostatniego Stasiuka i zagłosować w wyborach prezydenckich. Wszystko poszło mniej więcej tak, jak sobie wymyśliłem. Tylko pogoda była listopadowa. Tyle razy twierdziłem że maj w Polsce jest najpiękniejszym miesiącem... No cóż, nie maj roku 2025. Było zimno, deszczowo i ponuro. Bardziej listopad niż maj.

Ale i tak się cieszyłem bo Polska jest/bywa całkiem fajna. Po pierwsze ta masa sklepów, sklepików, straganów i supermarketów (oraz tak zwanych galerii), dająca wrażenie dostatku i obfitości. Jakoś nie ma tego w bogatej Szwajcarii, gdzie wszystko musi drogo kosztować aby biznes w ogóle się opłacił. Wbrew pozorom to całkiem duża różnica! W Szwajcarii trzeba więcej myśleć żeby kupić jakikolwiek drobiazg, bo raz że nie wiadomo który sklepik go ma (oraz czy w ogóle istnieje dystrybutor na Szwajcarią) a jak już ma to czy tylko drogo czy astronomicznie drogo. W Krakowie gdzie się nie obejrzysz znajdziesz coś ciekawego, jakiś interesujący sklep albo kawiarnię. Więc owszem, zrobiłem trochę zakupów, bo i ceny oczywiście są o wiele niższe niż w Szwajcarii.

No i tak się złożyło że była pierwsza tura wyborów prezydenckich. Poszedłem żeby zobaczyć czy po tylu latach, po tylu głosowaniach za granicą, jestem jeszcze na liście wyborców. I byłem! Tak! W posiadaniu  niezbywalnego prawa wyborczego jest jakaś niesamowita siła. Cos co sprawia że staję się bliższy własnemu krajowi, który opuściłem 20 lat temu.

Z tego wszystkiego nie bardzo wiedziałem na kogo głosować. Sam fakt głosowania był czymś tak silnym, ze nie przemyślałem w ogóle przy którym nazwisku postawić krzyżyk. Hm.
 
No i wreszcie Stasiuk. "Rzeka dzieciństwa" to esencja Stasiukowego bredzenia. Czasami mam wrażenie że z każdą kolejną książka Andrzej bredzi coraz bardziej. Ale mimo to jakoś czytam go, czytam dla tego właśnie bredzenia i dla tych zdań-rodzynek, rozsianych tu i ówdzie, tych zdań które są małymi oświeceniami. Na przyklad:
 
"Przeżyjesz pół życia, ujedziesz tysiąc kilometrów i zawsze w końcu znajdziesz obraz, który już gdzieś dawno i daleko widziałes."



Monday, 25 November 2024

Stary kraj

Krótka wizyta w starym kraju. Mętna od dymu z kopciuchów atmosfera śląskiego miasteczka, ponure opowieści o ciężkiej doli narodu polskiego. Wszyscy chcieli nas wymordować: Niemcy, Ruscy, Ukraińcy, Żydzi no i oczywiście Big Farma. A każdy na swój sposób, począwszy od wschodnich brutalnych tortur w których lubowali się banderowcy, poprzez niemiecką pedantyczność w dokumentowaniu każdej zużytej puszki Cyklonu B po chytre trucie wody będące ponoć specjalnością starszych braci w wierze. 


W takiej atmosferze, starannie podsycane algorytmami youtuba, powstają najróżniejsze sekty. Moja rodzinna występuje pod nazwą ProCognito, głosi tezy o słowiańskim pochodzeniu miłującego pokój Chrystusa, o biblijnych dowodach na to że obcy z innych planet pomogli Narodowi Wybranemu przejść przez pustynię produkując mannę w reaktorach jądrowych a w piwnicznym warsztacie zajmuje się produkcją suplementów diety w warunkach którym daleko jest do aptecznych.

Z racji zawodu mam więcej styczności z "alternatywną fizyką" niż "alternatywną medycyną" ale zauważam wiele podobieństw. Frustracja obecnym stanem zinstytucjonalizowania wiedzy (oraz innych elementów życia), bezpardonowa gra o kasę prowadzona przez tych najbogatszych, opływających w miliardy, odbijająca się czkawką etyka pracy i sukcesu społeczeństwa industrialnego (lub postindustrialnego) no i nadchodzący kryzys geopolityczny i demograficzny. Wszystko to skłania do kontestacji dotychczasowych metod naukowych, do prób zupełnego wywrócenia gmachu wiedzy i obecnych podstaw społecznych. 

W fizyce, przynajmniej niektóre z tych alternatywnych prób rewolucji bywają interesujące. Nowe idee, rzeczy o których się wcześniej nie pomyślało w dany sposób, jeśli tylko przejdą pewien podstawowy próg dzielący świat myśli od świata nonsensu, warte są rozważenia, nawet jeśli i tak zostaną odrzucone. Moje główne problem z różnymi "alternatywnymi medycynami" to są wywody kpiące sobie z podstawowych praw statystyki i logiki, które na prawdę nie są czymś dobrowolnym a podstawą jakiejkolwiek ludzkiej działalności intelektualnej. "Alternatywna nauka" jest mieszanką faktów z dużą dozą dopowiedzeń, fantazji które mają łączyć te fakty w spójną historię ale które, niestety, pozostają fantazjami, niezależnie od tego w jak bardzo przekonujący się o nich opowiada.

Sunday, 18 September 2022

Więźniowie interpretacji

Pod papieskim oknem grupa młodych ludzi. Wodzirej-aktywista ma przewieszoną przez ramię tubę. Słyszę niewybredne epitety pod adresem kościoła i samego świętej pamięci Jana Pawła. "Przywódca kryminalnej organizacji jaką jest kościół katolicki". Mocne słowa. W obliczu skwapliwie propagowanych njusów o kościelnej pedofilii w Polsce czy wyzyskiwaniu i mordowaniu dzieci indian w Kanadzie wydaje się to nie pozbawione sensu. A jednocześnie jest pozbawione sensu, bo przecież w imieniu tegoż Kościoła działał na przykład Kolbe a gdyby nie pielgrzymki Jana Pawła do Polski to może dalej tkwilibyśmy pod ręką ruskich carów. Kościół zbudował Polskę na przestrzeni wieków, mit założycielski naszego obecnego kraju jest ściśle związany z tą "kryminalną organizacją". Kto wie czym bylibyśmy gdyby nie Kościół? Może bylibyśmy słowiańskim mocarstwem z pięknym kultem natury, jak wierzą ci, co naoglądali sie Pocahontas? A może bylibyśmy pod butem Germanów? Nie ma sposobu żeby to wiedzieć.

Zmieniam trasę spaceru, nie chcę słuchać tego żenującego aktywisty którego umysł uwięziony jest w pewnej, wyjątkowo ograniczonej interpretacji rzeczywistości. Na tyle uwięziony że nie widzi innej strony, choćby tej oczywistej, propagowanej w kościołach i mediach tego kraju.

Tak się złożyło że mieszkałem w Rzymie kiedy JP2 zmarł i choć nie uważam się za katolika żywię szacunek do tego człowieka, za to kim był i co osiągnął w życiu. I za to że nawet teraz, po śmierci, płaci cenę za to, co zrobił.

Kilka dni później przeglądałem książkę mającą odsłaniać "prawdziwe oblicze" Piłsudzkiego. Autor tak otwarcie przedstawiał antyżydowski punkt widzenia, że tracił wiarygodność po niecałym akapicie. Jakby zebrać do kupy wszystkie teorie o antypolskich spiskach i działaniach to na prawdę trzeba się dziwić jak to jest, że ten kraj jeszcze istnieje.

I wreszcie dochodzę do do tej strony "Pamiętnika pisanego później" Stasiuka w której mówi on o Polsce. Oddycham z ulgą, pochłaniam te jego krótkie zdania, trafne i zaskakujące porównania które już dawno powinny mi się znudzić, bo tak często zahaczają o powtórzenie, bo są do siebie podobne a jednak znowu i znowu co parę stron jest jakieś zdanie wywołujące uczucie małego oświecenia, coś niesamowicie trafnego, egzystenjalnego, jakaś prawda ludzka która jasno wskazuje miejsce dla tych wszystkich innych bzdur.

Friday, 26 August 2022

Podróż do Polski, podróż w czasie

Dla notorycznego emigranta, jakim jestem, przyjazd na parę dni do kraju rodzinnego pełny jest napięcia i emocji. Przyjechałem na ślub i wesele w czasie którego dostaliśmy wiadomości że ktoś zmarł i ktoś się urodził. To była parafraza całej tej tygodniowej podróży, kiedy to, co wydarza się na przestrzeni długich miesięcy, dostaje się w pigułce. 

Jadąc przez Polskę, po "powierzchni" kraju, nie sposób nie zauważyć wyśmienitych dróg, rozrastających się nekropolii i wielkich robót publiczych. Większość krajów Zachodu to kraje już zbudowane, gdzie raczej reperuję się infrastrukturę a nie buduje nową, w Polsce wciąż jest odwrotnie. A potem wchodzi się po powierzchnię. Ludzie - znajomi, rodzina - stali się starzy. Wujostwo... ile lat ich nie widziałem? Jak to się stało że dobijają 80-tki? A w ogóle jak to możliwe że nikt mi nie powiedział że inny wuj zmarł miesiąc temu?

Na samym weselu było jakoś swojsko, tak jak "kiedyś". Przede mną mur nieznanych twarzy w odpowiednim wieku z gatunku tych które siedzą, nic nie mówiąc i czekają na następne danie. Mężczyźni ożywiali się kiedy nadchodziły kolejne toasty. Ciepła wódka zadziwiająco dobrze "wchodziła" a ja przeniosłem się w sąsiedztwo kuzyna który, niby Tom Cruise, nie zmienił się ani o jotę. Za to jego najstarsza córka urosła chyba dwukrotnie od kiedy ją widziałem ostatni raz i przemieniła się w nastolatkę, szczupłą i chybotliwą niby wybujały słonecznik. 

W trakcie rozmowy zdaję sobie sprawę że dla kuzyna jestem jakąś niezrozumiałą aberracją. Po co siedzę za granicą? Może i zarabiam troszkę więcej, ale przecież jestem daleko od rodziny, domu, kraju. Wyjechałem, założyłem rodzinę "tam" i jestem jak mówca który stracił wątek, pogubił się. Przejechałem pół świata, mówie kilkoma językami ale jednak nic mu nie mogę dać. On za to dzieli się swojską kiełbasą i wyśmienitymi pomidorami z własnej szklarni. To są rzeczy prawdziwe.

Teraz patrzę jak pada deszcz. Myślę o Polsce i nie wiem co myśleć, nie mogę znaleźć odpowiednich słów. To ta sama Polska która 20 lat temu był swojska, teraz pokryła się patyną nowoczesności. Wifi i ładowarki USB w autobusach miejskich, młode chojraczki którzy stali się uprzejmi i już sobie nie dają w mordę, tak niewiele dzieci, i mocny, Ukraiński akcent w sklepach czy nawet u pani anonsującej samoloty na lotnisku. Rząd "opiekujący się" ludem poprzez różne akcje przypominające i uświadamiające, sam lud, który z wielkiej, szarej, nieogarniętej i niepolicznalnej masy rozbił się na pojedyńcze drogocenne jednostki z których każda ma osobną historię, osobowość i którą należy pielęgnować.

Czym jest Polska? Godzina W zastała mnie na krakowskim Rynku, na wprost Mariackiego. Zawyły syreny, przypomniały mi się okrótne fragmenty z "Esther" Chwina. Czy można ująć w słowa albo choćby ogarnąć myślą coś takiego jak kraj rodzinny? Proszę bardzo mogę mówić i pisać o Szwajcarii, ale o Polsce chyba nie dam rady.




... wspomnienia jakie pewne miejsca produkują... godzina W na krakowskim rynku i to pytanie: czym jest Polska?


Friday, 17 December 2021

Wspomnienie dziadka

Czas: Mam gdzieś między 4 a 8 lat. 


Miejsce: Wielki, mroczny las między wioską Jeziory a miasteczkiem Osiek, gdzie odbywały się targi, na których drobni rolnicy spieniężali niewielkie ilości pomidorów, truskawek, jabłek czy ziemniaków. Wtedy wystarczało sprzedać niewiele, bo pieniądze miały ograniczoną użyteczność. To, co było do kupienia, stanowiło jedynie drobinę rzeczywistości.  Cała reszta: lasy, pola, powietrze, owady, rośliny, krowie placki i złośliwe lisy, zakradające się nocami do kurnika - było za darmo. 

Obrazy: Konie są dwa i pachną ostro.  Ze środka przedniej osi wozu sterczy długi, ciężki, nierówno ociosany dyszel. Wielkie koła powoli toczą się po rozmiękłym i nierównym dukcie, od czasu do czasu wjeżdżając odważnie w ogromne, gęste kałuże o nieznanej głębokości. Wydaje się jakimś cudem, że za każdym razem konie dają radę wyciągnąć z nich wóz i nas na nim. Dopiero dnieje i w lesie pełno jest wilgotnego zimna i zaczarowanych mgieł. Dziadek powozi pewnie, popędzając konie, od czasu do czasu, krótkimi wiśta i hejta.  Jest wielki i silny.  Na początku wojny przeszedł pieszo przez pół Polski uciekając z transportu jeńców wojennych. Później Niemcy i tak go wywieźli ,,na roboty'' do Rzeszy i po wojnie jego powrotna wędrówka była jeszcze dłuższa.

Za nami, na furmance jest trochę skrzynek z warzywami i owocami a pod siedzeniem - zwykłą deską przykrytą kocami - termos z gorącą herbatą i kanapki.


Friday, 9 July 2021

Instytut Polsko-Niemiecki


Jako doświadczony emigrant znam całkiem sporo różnych formalnych czy nieformalnych instytucji czy grup polskich za granicą. Jest taka jedna co się wyróżnia: Deutsches Polen-Institut w Niemczech, w Darmstadzie. Pracowałem niegdyś w tamtych okolicach i wciąż dostaję od nich maile.

Deutsches-Polen Institut wyróżnia sie tym, że maile które wysyłają są wyłącznie po niemiecku, a więc ewidentnie są adresowane albo do samych Niemców albo do zasiedziałych Polonusów.  Ale lista ludzi którzy dostają te maile 'z automatu' jest długa, na przykład objęła mnie, kiedy zacząłem pracę w tamtejszym labolatorium. Podobnie jak wielu innych znanych mi Polaków nigdy się z niemieckim na tyle nie otrzaskałem aby z łatwością czytać po niemiecku ogłoszenia dotyczące polskich spraw. Jest to raczej jakieś takie urągliwe i jest demonstrowaniem braku szacunku dla polskości i Polaków. Tak to odbieram.

Ale sprawy stosunków polsko-niemieckich są o wiele bardziej zawikłane. Znam rodaków którzy wprost głoszą wyższość uporządkowanej niemieckości nad chaotyczną i zdezorganizowaną polskością. Ojciec mojej młodzieńczej miłości wyjechał do Niemiec i z odrazą mówił o Polsce. Kolega w pracy nie posuwał się tak daleko ale twierdził że polski opór wobec germanizacji w zaborze pruskim był ... oporem Polaków wobec edukacji w ogóle! 

I, jak zwykle, nie sposób nie przyznać trochę racji każdej ze stron. Jakby nie było od najdawniejszych czasów braliśmy przykład z niemieckich praw i porządków, jeździliśmy autami zaprojektowanymi przez niemieckich inżynierów i nie sposób odmówić niemieckiej organizacji swego rodzaju mistrzostwa. Ale czy to nie idzie w parze z tym, że tylko tak zdyscyplinowany naród jest w stanie wywołać wojnę na skalę II wojny światowej i zabijać ludzi w perfekcyjnie zorganizowanych fabrykach? 

Swego czasu byłem na spotkaniu z Chwinem. Było to spotkanie zorganizowane przez Deutsches-Polen Institut w Darmstadzie, niedaleko pieknej Mathildehoche. Chwin opowiadał o swoich pięknych książkach. I opowiedział jak kiedyś, bodajże w Hamburgu, jakiś stary Niemiec po prezentacji podszedł do niego i powiedział że znał szpital w którym pracował Hanneman. Chwin spytał go czy to prawda że w tym szpitalu w czasie wojny opracowywano technologię wyrobu mydła z ludzkich szczątków. Niemiec odpowiedzał coś w stylu: "nie wiem, ale jeśli nawet to co z tego? Takie były rozkazy..."...

I jakoś tak wolę być Polakiem niż Niemcem.