Thursday, 16 November 2023

Liści opad

Listopad. Od trzech tygodni asfalt jest mokry a wody Aare mają brunatny kolor błota i są wyjątkowo rwące. Drzewa straciły już większość liści, ale te które pozostały tworzą niespodziewane kompozycje od których czasami nie można oderwać wzroku. Natura sama z siebie jest wybitnym dalekowschodnim malarzem.   

Wczoraj wieczorem, gdy odwoziłem kolegę po wieczorze poświęconym Milesowi Davisowi (ahh, Sketches of Spain!) potężne porywy wiatru zawiewały płachty deszczu i musiałem mocno skupić się na prowadzeniu auta. Potem w nocy wiał tutejszy halny prosto od Alp. Mówią że taki wiatr przynosi szaleństwo. Tak ponoć było w przypadku van Gogha który cierpiał przez mistral.




Wednesday, 8 November 2023

Czytając Sabine

Kilka godzin w zatłoczonym pociągu między Europą ciepłą, śródziemnomorską, chaotyczną a Europą chłodną, uporządkowaną, wystarczyło aby przeczytać najnowszą książkę Sabine Hossenfelder "Czy Wszechświat myśli". Ale najpierw był spektakularny poranek, kiedy pociąg meandrował przez Alpy niczym wąż, wciąż zmieniając kierunek na którym wschodziło słońce.

To była ciekawa lektura. Sabine stoi na stanowisku że w tej chwili nie ma dowodów na jakiekolwiek zasady natury które nie byłyby redukcjonistyczne, czyli wynikające z praw rządzących cząstkami elementarnymi. Zasadniczo ma rację, ale naukowcy od lat usiłują takie prawa znaleźć, zapostulować. Robią z ogromną determinacją, która wynika z tego, że redukcjonizmu da się intelektualnie zaakceptować i pogodzić z własnym doświadczeniem. Świat jest tak ogromnie złożony i wieloznaczny że podejście czysto redukcjonistyczne nie może być prawdziwe. Ale czy Sabinę ma rację? Czy jest możliwe że ogromne bogactwo świata można sprowadzić do kilku dość krótkich wzorów z teorii pola?

Nie wiem, ale niepokoi mnie kilka stwierdzeń w jej książce tudzież kilka idei nad którymi jakby się prześlizgnęła nie wchodząc w ich treść lub bagatelizując pewne ich aspekty. Na przykład bagatelizuje znaczenie kwantowej losowości w powtórzonym wielokrotnie zdaniu: "(...)przyszłość jest z góry ustalona, za wyjątkiem zachodzących od czasu do czasu kwantowych zdarzeń". Przecież kwantowe zdarzenia nie zachodzą "od czasu do czasu" ale dominują! Zmieniają kompletnie przyszłość!

No i jej argumentacja dotycząca nieważności chwili obecnej też mnie nie przekonuje.



Sunday, 15 October 2023

Różne strony sadyzmu

    Jechałem kiedyś tą trzypasmówką która przecina Katowice zaraz obok Spodka. Była wiosna, słoneczny dzień, duży ruch, toteż dopiero w ostatniej chwili zauważyłem niewielki poruszającą się biały wzgórek na środku pasa, który wynurzył się spod podwozia auta mknącego przede mną. Nagłe uderzenie adrenaliny do głowy, refleks, skupienie i trzy małe kocięta, znalazły się między kołami mojego auta. Wbiłem wzrok we wsteczne lusterko aby sprawdzić czy żyją i czy mi się nie przywidziało, ale jedyne co zobaczyłem to maska kolejnego auta. Najprawdopodobniej przeżyły mój przejazd, ale przecież zaraz, za chwilę ktoś w nie wjedzie, nie ma innej opcji. Gorączkowa analiza sytuacji nie doprowadziła do rozwiązania. Zatrzymać się? Nie było pobocza! Stanąć na pasie? Przy tym natężeniu ruchu równałoby się to samobójstwu. Co zrobić, co...?

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.

    Nic. Byłem już kilometr dalej, w strumieniu tysiąca aut i nic nie mogłem zrobić. Nikt nie mógł nic zrobić bez doprowadzenia do wypadku. Gardło było suche. Umysł pełen pytań i bolesnego buntu.

    Kto? Dlaczego? Dlaczego ktoś zostawił malutkie, kilkutygodniowe kocięta na środku ruchliwej drogi w centrum metropolii? Przecież nie znalazły się tam przypadkiem, ktoś musiał je z premedytacją wyrzucić. Może nawet z góry, z wiaduktu. Może tam stał i patrzył co się stanie, kto je rozjedzie. A może satysfakcję sprawiała mu sama wiedza że zginą przerażone do granic możliwości, na samym początku ich miękkiego kociego życia? Można nawet czerpał przyjemność z ich cierpienia i z potencjalnego cierpienia kierowców, zwłaszcza tego którego auto w końcu zamieni miękkie ciała w krwawe plamy na asfalcie?

    Kiedyś, w średniowieczu, ponoć sadyzm był częścią życia publicznego. Kary cielesne, chłosty, tortury, nabijanie na pal, palenie żywcem, to wszystko było częścią codzienności czy może nawet świątecznym przedstawieniem. W dzieciństwie spotkałem kilku sadystów, torturujących zwierzęta. Nie mówię o dzieciach torturujących owady, ale byli ludzie którzy zabijali na przykład koty w szczególnie bestialski sposób. Budzili grozę, nie chciało się być w ich obecności, bo ewidentnie czerpali przyjemność z cudzego cierpienia. Ale skoro w średniowieczu bestialstwo było powszechne to może część z tego tkwi jeszcze w niektórych z nas? Im bardziej na wschód...

    W ostatnich latach był ISIS, Bucza, teraz Hamas... ludzie mordujący innych tak, aby zadać jak najwięcej cierpienia, aby po nocach śniły się koszmary. Dlaczego? W nadziei że wzbudzą grozę która pomoże im osiągnąć zwycięstwo? Czy wręcz przeciwnie, w nadziei że wzbudzą taką żądzę odwetu że wojny nigdy nie ucichną, przez następne pokolenia. A może z przyjemności?

Thursday, 12 October 2023

Gorący październik

Te dni zaczynają się od jesiennych mgieł, przez które, początkowo z trudem, przebija się słońce, po czym przechodzą w popołudnia suche i ciepłe, właściwie gorące, jak na październik. Jest w tej pogodzie coś, co zwykle spotykało się w kwietniu, jakieś rozleniwienie, chęć nic nie robienia. Zamiast pędzić do domu schodzę z roweru i spokojnie, powoli idę przez las.

Obrazek wygenerowany przez DALL-E.

Kiedy tekst, opis, zaczyna zawierać zbyt dużo słów? Kiedy dodanie informacji nie tylko nie poprawia przekazu ale wręcz go pogarsza? Ile trzeba nie-dopowiedzieć aby wyrazić się jak najprecyzyjniej? Takie mnie nękają pytania... 

Wednesday, 4 October 2023

Mądrość starszyzny

Ostatnio często znajduję się w towarzystwie 60-cio czy 70-cio letnich facetów (zdarzają się też kobiety, ale o wiele rzadziej) których znam z ich prac, książek czy artykułów. Nie są to ludzie znani wszystkim ale w swych wąskich działkach są prawdziwymi mistrzami, guru których zna każdy kto choć liznął daną dziedzinę. Bardzo często ci ludzi są też ciekawi całego świata, mają przemyślenia na wiele różnych tematów, no i oczywiście korci mnie wyciągnąć to od nich. Sam nie jestem młodzieńcem, dużo przeżyłem, widziałem, przemyślałem i jeśli coś wiem to to, że nie wiem wszystkiego, że moje opinie są jedne z wielu możliwych a ostateczna prawda, o ile w ogóle istnieje (i co to w ogóle znaczy "ostateczna prawda"?), jest absolutnie efemeryczna. 

Wygenerowane przez DALL-E.

Słucham więc Luciano - który oprócz tego, że jest absolutnym mistrzem w projektowaniu cyklotronów, jest także filozofem - z bezwarunkową ciekawością. Co myśli on, dwadzieścia parę lat starszy, o świecie? Co myśli o genezie nauki? Mówi o ważności narzędzi w poznawaniu i zmieniniu świata. Przykładem niwzwykle istotnego narzędzia jest ... równanie matematyczne. Oczywiście historycy matematyki dochodzą początków algebry, czyli teorii rozwiązywania równań, już w pradawnym Babilonie, ale pełny formalny zapis równań, ten który umożliwił ogromną ekspancję nauki, to dzieło Europy. Można powiedzieć że przed XVI wiekiem nie mieliśmy, jako cywilizacja, potężnego narzędzia zwanego równaniem matematycznym! Coś, co wydaje się tak podstawowe, jeszcze 400 lat temu właściwie nie istniało. A zapewne kiedy rodziło się, przypominało magię, bo dawało moc przewidywania.

No i tak sobie gawędzimy o cudach cywilizacji, w ramach "oficjalnej" wersji historii, bez potrzeby ufoludków którzy mieliby nas popychać do przodu (lub hamować, w zależności jakiego youtubowca się ogląda), bez von Danikena który dziś byłby zapewne jednym z tych youtuberów. Luciano jest pogodny, pełen życia, ciekawski. Mówi o różnych typach inteligencji. Inteligencja biznesowa, inżynieryjna, polityczna, emocjonalna. Popijamy piwo. Trudno uwierzyć że spędziliśmy dzień dyskutując instalację która będzie zawierać 4000 ton ciekłego ołowiu ogrzewanego przy pomocy 300 megawatowego reaktora. 

 


Friday, 15 September 2023

Carnet de voyage: Ventotene

We wrześniu wyspiarze obchodzą święto patronki wyspy, świętej Kandydy.  Niewiele o niej wiadomo i nikt, kogo pytam nie ma pojęcia czemu Kandyda została partonem. Za to wszyscy wiedzą że z okazji jej święta, oprócz obniesienia jej posągu po miasteczku w uroczystej procesji, wypuszczane są balony na ogrzane powietrze. Balony są kolorowe, pełne fantazyjnych dodatków i całkiem duże ale nie na tyle aby mogły unieść człowieka. Każdy jest inny i wyobrażam sobie jak małe grupki wyspiarzy tygodniami je zszywają przygotowując na ten krótki pokaz.

    Przed wypuszczeniem każdego balonu zbiera się tłum ludzi. Potem mała grupka wnosi bezwładny i bezformeny flak oraz dodatkowy sprzęt w postaci butli na gaz i palnika. Balon powoli i niepewnie nabiera kształtów i prostuje się. Potem, właściwie niespodziewanie unosi się z początku żwawo, szybko umniejszając się. Już po krótkiej chwili perspektywy się zmieniają i balon, prztępiony horyzontem, staje się niemalże statyczny i bardzo powoli znika w oddali. Balon wyrusza w podróż a ludzie zostają na swoim kilometrze kwadratowym skały. Nasuwa się przypuszczenie, czy mylne, że te mini-mongolfiery wyrażają frustrację mieszkańców z powodu ograniczoności wyspy? Tęsknotę za wyjechaniem?

    Ventotene. Skąd pochodzi nazwa? Z początku myślałem od liczby 28, czyli ventotto po włosku, ale ktoś potem powiedział że to może być od vento czyli wiatru. To ma więcej sensu. Przyjechaliśmy aby zbyt skromnie świętować pewną rocznicę. Z perspektywy kilku dni sądzę że to był dobry pomysł, bo z jakiegoś powodu, nad Mare Nostrum, nie szkodzi mi wino ani jedzenie o 10 wieczorem.

    Morze jest głównym motywem każdej małej wyspy i tutaj nie jest inaczej. Przesiadujemy na gładkich skałach skąd wykonujemy skoki do wody. Za nami jest wysoka skarpa, czasami dająca trochę cienia. W tej skarpie ktoś, zapewne rybacy, wydrążył wielkie wnęki. Największa z nich przypomina kościelną kopułę i mieści plażowy bar. W południe serwują tu lekkie posiłki. Kelnerka o płowych oczach i gładkiej skórze przyjmuje zamówienie, ale najpierw mówi czego już nie ma. To całkiem długa lista. Świeża dostawa dopiero we wtorek. Dzbanek z winem przynosi inna dziewczyna. Jest szczupła, drobna, ma czarne kręcone włosy, ostre rysy twarzy i szeroko rozstawione oczy. Na próżno usiłuję dojść skąd taka fizjonomia. Arabowie? Nie! Może Grecy? Dziewczyna szybko znika, dość ewidentnie speszona przez moje natrętne spojrzenie. Jak można obserwować nie-natrętnie? Nawet wzrok pełen zachwytu byłby, w takim kontekście, natrętny.

    Potem widzę ją już tylko z daleka. Jest święto więc ma na sobie bardzo obcisłą, elegancką sukienkę. Nagle słyszymy jakieś krzyki. Od strony miasteczka nadciąga grupa rozwrzeszczanej młodzieży. Znają się z tymi z baru. ,,Są pijani od południa'' - mówi ktoś. Muzyka z baru robi się głośna. Niektórzy tańczą, inni wskakują do wody. Wrzucają się nawzajem. Kelnerka o egzotycznej urodzie gdzieś się ukrywa unikając wrzucenia ale potem wychodzi i sama, w tej obcisłej sukience, wskakuje do morza. Śmiech, zabawa i lekkość.

    Za kilka tygodni prawie wszyscy wyjadą. Ponoć zimą jest ty tylko około 300 osób. Wszystkie knajpki są pozamykane, może poza barem w rogu centralnego placu który wygląda jakby był otwarty zawsze.


Sunday, 27 August 2023

Opowieści

Wędrowałem przez wysokie, porośnięte tropikalnym lasem zbocza by wyjść na kamienisty, księżycowy niemal płaskowyż. Szlak wił się pomiędzy głazami. Potem zaczął zchodzić w dół, w stronę morza. Ta wędrówka trwała kilka dni, potem doszedłem do portu z którego wróciłem promem do ...  No właśnie dokąd? Pamiętam dokładnie tą piękną wyprawę, ale nie pamiętam co robiłem potem.
 
Próbowałem na różne sposoby dostosować tą wędrówkę do kalendarium moich podróży. Byłem przecież kilka razy w Indiach, w Azji południowo-wschodniej. Szukałem tej wyprawy na mapie. Nic mi jednak nie pasuje! Po długich rozważaniach doszedłem do wniosku że moje żywe wspomnienie tej wyprawy jest... fantazją!
 
Nie jest to jedyne kwazi-wspomnienie które męczy mnie od lat. Czasami budzę się ze snu o mieszkaniu o kamiennych ścianach. We śnie jest to moje mieszkanie, w którym kiedyś mieszkałem a które teraz jest komuś podnajęte. Budzę się i muszę sobie niemalże głośno powiedzieć że to był sen, że nigdy w takim mieszkaniu nie byłem i nie mam pojęcia gdzie ono jest. Skąd bierze się ono w moich snach? Czy to fantazja? A może wspomnienia z innego wcielenia?

Przywykliśmy do kilku miar umysłu, jak inteligencja, kreatywność czy szybkość uczenia się. Rzadziej mówi się o podatności na sugestie, która wydaje się dość trudna do skwantyfikowania i raczej niezależna od pozostałych miar. Podatność na sugestie to wiara w historie, w coś zasłyszanego a nie doświadczonego osobiście. Ta wiara jesto podstawą sukcesu homo sapiens, podstawą tworzenia się większych niż kilkunastoosobowe grup. Religie, istnienie krajów, narodów, pieniądza - to wszystko, jak słusznie zauważa na przykład słynny ostatnio Yuval Harari - nie byłoby możliwe bez wiary w opowieści. Zastanawiam się ostatnio jak nasza zdolność do wiary w opowieści ma się do zdolności myślenia abstrakcyjnego, ale jeszcze nie doszedłem do przekonujących wniosków. Jednakże pewne jest że każdy kij ma dwa końce i to, co jest naszą siłą, jest też naszą słabością.
 
Ekstremalną demonstracją podatności na sugestie jest oczywiście hipnoza, ale propaganda, kampania reklamowa czy algorytmy youtuba nie odstają od nie zbytnio, zwłaszcza w czasach takich jak teraz, kiedy żyjemy bardziej w świecie wirtualnym, a więc wyimaginowanym (za nas) niż w rzeczywistości. Ten świat internetu, youtuba, to my sami eksplorujący do granic pewną skłonność czy raczej logiczną cechę naszych umysłów: podatność na sugestię.

I dlatego odnoszę się z rezerwą do ludzi twierdzących z całą pewnością i przekonaniem że widzieli anioła siedzącego pod drzewem, zeznającymi przed amerykańskim Kongresem że widzieli UFO albo że w wyniku masażu policzków udało im się dotknąć palcami stóp, choć od kiedy pamiętają byli na to zbyt mało elastyczni. 

Kolejne wspomnienie jest realne, na prawdę miało miejsce, w Wat Khao Tam na wyspie Ko Phangan. Na wzgórzu panował idealny bezruch. Po tygodniu ćwiczenia odpłynęły wszystkie myśli. Zostały tylko dźwięki z dżungli, bezruch, spokój.