Sunday, 25 February 2024

O przestrzeni

Idee są ogólne, nie konkretne. Oznacza to że idee mają wiele aspektów, wiele punktów widzenia, można o nich zapisać całe tomy wyjaśnień i interpretacji. Im bardziej ogólna idea, tym więcej papieru można o niej zapisać. Taka "ogólność" powinna być matematycznie zdefiniowana, powinien istnieć sposób jej zmierzenia. Co więcej, powinna ona zostawać w jakiejś relacji z konkretnością, treścią. Zapewne można ukuć kolejną odsłonę zasady nieoznaczoności Heisenberga: O*T<hbar, gdzie O to jakaś miara ogólności wyrażenia a T ilości treści jakie zawiera. W ogóle czy ktoś spostrzegł że zasada nieoznaczoności Heisenberga ma wiele wspólnego z jin i jang? Nie dosłownie to znaczy matematycznie, ale koncepcyjnie.

Wygenerowane przez DALL-E.
    Przeciwieństwem idei jest konkretny obiekt albo lepiej ożywcze działanie, które po prostu jest, dzieje się, które nie rozważa. To działanie po prostu bierze rzeczywistość taką, jaka jest. Zwłaszcza działanie bez intencji jest ekstremalnie nie-koncepcyjne. "When the tiger wants his prey, he pounces upon it without any thought or hesitation. There are no morals, no guilt, no psychological problems, no ideologies to interfere with the purity of his action."(1)

    Ale nie możemy być tygrysami, na pewno nie przez cały czas. Coś sprawiło że mamy umysły które dają nam dużą praktyczną przewagę nad zwierzętami. Skuteczność umysłów oparta jest na zdolności do abstrakcyjnego myślenia, do używania idei. Jako gatunek jesteśmy skazani na dwoistość, na rozdarcie, na paradoksalność, na niezgodę z Tao. Co więcej, bez tej dwoistości nigdy nie zdalibyśmy sobie sprawy z istnienia stanu naturalnego, stanu czystego działania. To umysł, zdolność do konceptualizacji i równocześnie dwoistość definiują nas jako homo sapiens. Biblijni Adam i Ewa dostrzegli swoją nagość po zjedzeniu jabłka z drzewa poznania (dobrego i złego). W ten sposób stali się homo sapiens i zostali wygnani z raju. Swoją drogą piszę to na laptopie z symbolem nadgryzionego jabłka i przyszło mi do głowy że Stevowi Jobsowi wcale nie chodziło o jabłko Newtona. Może sięgał dalej w historię ludzkości. Przecież Newton nie nadgryzał swojego jabłka.

    Wróćmy do idei. Stół to jest stół ale co to jest przestrzeń? Niewątpliwie przestrzeń jest czymś bardzo koncepcyjnym, o wiele bardziej niż stół. Przestrzeń, a zwłaszcza czasoprzestrzeń, służy wyrażaniu dystansu, rozdzielenia. Dwa obiekty albo dwa zdarzenia mogą być blisko, przylegać do siebie, wpływać na siebie, albo nie. W mechanice kwantowej nie ma działania na odległość. Obiekty oddziaływują na siebie lokalnie, kiedy znajdują się w tym samym miejscu czasoprzestrzeni, kiedy są w kontakcie. Tym kontaktem może być foton przybywający od obiektu-nadajnika położonego gdzieś z dala. Dopóki ten foton nie przybędzie, nie znajdzie się w tym samym miejscu co lokalny obiekt-odbiornik, oba obiekty nic o sobie nie wiedza bo dzieli je przestrzeń. Tak rozumiana przestrzeń jest czymś bardzo intuicyjnym, zgodnym z naszym codziennym doświadczeniem i użytecznym.
 
    Problem w tym że taka przestrzeń nie istnieje!  Tak samo jak nie istnieje dobrze zdefiniowana cząstka czy fala, nie można oddzielić obserwatora od obiektu obserwowanego a falocząstki bywają połączone ze soba tajemniczym oddziaływaniem na odległość które sprawia że jeśli jedna wpadnie w stan powiedzmy reszki to druga wpada w stan orła.

    Świat fizyczny przypomina symbol jin-yang a nasze pojęcia są jak nóż którym usiłujemy ten symbol przekroić na pół. Jakbyśmy się nie starali wybrać tylko jin albo tylko yang, za każdym cieciem będziemy zawsze dostawali ich mieszankę. Przestrzeń nie do końca jest czystą przestrzenią, fala jest także cząstką, czas ma aspekt przestrzeni, przyczynowość nie jest zupełna i tak dalej... Matematycznie wszystko wydaje się świetnie działać, ale jak to ująć w słowa, ogarnąć, zrozumieć?

(1) Deng, Ming-Dao. 365 Tao (p. 34)

Tuesday, 13 February 2024

Jeff Wall

Byłem na wystawie fotografii Jeffa Walla w muzeum fundacji Beyeler.  Retrospektywa prac obejmująca kilka dziesięcioleci twórczości, dodawała trudności i tak już dość trudnym, wielowarstwowym i wielkoformatowym fotografiom. Zmęczyła mnie - z początku - ale długo nie mogłem przestać o niej myśleć. Ta różnorodność... w pewnym sensie brak myśli przewodniej... czy na pewno? Wall to trudny fotograf do rozszyfrowania. Jak można "ustawiać" zdjęcia które wyglądają niemal jak przypadkowe snapshoty? Trzeba się dobrze przypatrzeć żeby zobaczyć manipulację a w niektórych przypadkach do samego końca nie wiadomo czemu taka a nie inna kompozycja została wybrana...

Wednesday, 7 February 2024

Czytając McEwana

Skończyłem niedawno "Lekcje", najnowszą powieść Iana McEwana. Wydana w 2022, gruba na przeszło 550 stron, historia życia Rolanda Bainesa, jest wpleciona w dzieje XX wieku. Życie Rolanda jest pełne zaskakujących zdarzeń a jednocześnie jest w nim dużo normalności czy może raczej przeciętności. Czy każde życie ma w sobie wiele magii, więcej niż byśmy się spodziewali jako zewnętrzni obserwatorzy? I czy życie Rolanda, w ostatecznym rozrachunku, jest udane czy nie? Sam bohater zadaje sobie niejednokrotnie to pytanie. I co to jest ostateczny rozrachunek? Czy on w ogóle istnieje? 

Wygenerowane przez DALL-E.

Doczytywałem tę książkę niecierpliwie, nawet wyłgałem się od spotkania ze znajomymi aby ją dokończyć. Jej styl i tematyka nie pozostawiała najmniejszej wątpliwości co do autorstwa, niemal zahaczając, choć bez ujmy na honorze, o pewną powtarzalność.  Pamiętam pierwszą moją książkę McEwana - to były Black Dogs (w oryginale) - podarowane mi przez serdecznego przyjaciela. Z jakiegoś wpółmagicznego powodu akcja Black Dogs  rozgrywała się w miejscach które nas łączyły. Ta książka była odkryciem, ale potem w twórczości McEwana widzę pewną nadmierną równomierność. Kolejne książki są świetne, ale coraz mniej zaskakujące.

Skończyłem czytać w łóżku i może dlatego nad ranem miałem tyle niekonwencjonalnych myśli. Gorączkowo próbowałem je rozwinąć, skupić pozostawiając jednocześnie wystarczająco miejsca aby pojawiały się wciąż nowe. W efekcie, kiedy przyszło do prób zapisania, siedziałem kilka minut nad pustą kartką z długopisem trzymanym w bezradnym geście. Zaraz zaraz, jak to jest że myśli tak trudno zapisać? Czy to dlatego, że idee pojawiające się w umyśle nie do końca są słowami? Nie mówi tu o poezji ale o najzwyklejszych zdaniach? One też, przy próbach przelewania na papier, bywają trudne, bardzo trudne, zupełnie tak, jakby oryginalna myśl nie do końca była słowem albo jakby była wyrażana w jakimś wewnętrznym metajezyku umysłu a proces przelewania jej na papier był w gruncie rzeczy tłumaczeniem na polski. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale obiekty umysłu wydaja się bardzie złożone niż język, maja zwykle pewien ładunek emocjonalny, może zapach, barwę i fakturę. To wszystko odpada jeśli komponujemy z nich podręcznik, ale coś z tego zostaje jeśli piszemy literature.

Takie więc miałem myśli o poranku, przed świtem, po przeczytaniu ostatniej książki Iana McEwana. Książki będącej opisem życia pewnej postaci. Biblia (Nowy Testament) i Koran także są historiami czyjegoś życia. Czemu te duchowe przewodniki nie maja formy podręczników? Czemu są raczej literatura faktu, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli?

Mam swoja teorie na ten temat. Siła literature polega na tym, że można pisać pewne prawdy bez potrzeby ich uzasadnienia czy dowiedzenia. A prawdy logicznie nieuzasadnione czyli wykraczające poza logikę są nam równie potrzebne do życia co twarda nauka. Nie wszystko da się powiedzieć równaniem czy matematycznym dowodem.

Czyli trzeba ufać literaturze jako duchowemu przewodnikowi. Jednakże wydaje mi się że nie trzeba odwoływać się do starożytnych tekstów bo jest wielu nowożytnych autorów którzy pisali lub piszą taka duchowa literature, choćby Proust, McEvan, Oz, Pirsing (choc dla niego opowieść jest ostentacyjnie tylko pretekstem), Saint-Exupery, Kessel, Conrad, itd, itd. Ale chyba żadnej pojedynczej książce ani nawet żadnemu autorowi nie zaufałbym jako duchowemu przewodnikowi (sorry Marcel). Trzeba czytać ich wszystkich, dojrzewać czytając, czasami wracać do niektórych książek aby przeczytać je po latach albo w innym języku. To samo dotyczy ksiąg świętych bo one tez napisane były przez ludzi.

Thursday, 11 January 2024

Nie czekając wiosny

Styczeń jest zimny i ponury, chyba że się jest na narciarskich stokach albo tropikalnych wyspach. Nic dziwnego że szpalty gazet wypełniają się nekrologami. Głównie to są aktorzy lub inni ludzie sztuki. Mieli po 80-90 lat i zapewne zdawali sobie sprawę z tego, że nachodzi ich czas na podróż na tamten świat. Taki ponury styczeń to niezły miesiąc na odejście. Rodzinne, ciepłe święta właśnie minęły a do wiosny jeszcze daleko.

Wygenerowane przez DALL-E.

Z końcem grudnia odeszło też dwóch ludzi których znałem. Jeden od lat walczył z nałogami. A może już dawno odpuścił tą walkę? Nie wiem, nie gadaliśmy od wielu lat. Pamiętam go jako szczupłego dwudziestoparolatka który grywał na klawiszach utwory Nirvany. Ze swoimi bujnymi kręconymi włosami i przyciemnianymi okularami wyglądał jak rockman z lat 60-tych albo 70-tych. Niech spoczywa w pokoju.

Drugi znajomy był bystrym, młodym facetem. Powodziło mu się dobrze, miał 43 lata, dobrą pracę i kilka miesięcy temu został ojcem. Od zawsze uwielbiał się wspinać. Zginął na jakiejś łatwej ściance na południu Francji. Ponoć zawiodła lina. Niech i on spoczywa w spokoju.


PS. 15 stycznia: I jeszcze córka znajomego, młoda dziewczyna. Jakże krusi czasami jesteśmy! Z taką śmiercią szczególnie ciężko się pogodzić.

Sunday, 31 December 2023

Przedostatni dzień roku

W ten dzień jakoś więcej ludzi spaceruje po moim ulubionym wzgórzu z którego wiadać Alpy Berneńskie. Teoretycznie to sobota, ludzie sprzątają mieszkania i robią zakupy... a jednak wielu po prostu wychodzi popatrzeć, pomyśleć o mijającym a pewnie i nadchodzącym roku.Wycofać się na pół godziny z szaleństwa zachodniej teraźniejszości, która jest wciąż wypełniana zadaniami do wykonania. 

Wygenerowane przez DALL-E.
Moje ulubione wzgórze ma tutaj formę górskiego grzbietu na linii z grubsza północ-południe. Nie ma zbyt wiele miejsc parkingowych, i dzisiaj jest jakoś dużo aut. Podjeżdża wypasiony Ford Mustang i parkuje za mną. Kierowca czeka aż odejdę na pewną odległość. Przyjechał tutaj by być chwilę sam, nie potrzebuje towarzystwa obcych. 

Zastanawiam się czy ta atmosfera odprężenia i wyczekiwania końca starego roku i początku nowego, ten dziwny bezruch, to jest coś, co istnieje na prawdę, rzeczywiście? Tak pewnie chciałby Platon (bo to coś w rodzaju idei jest, choć, aby być pewnym, trzebaby sobie z nim pogadać). Co istnieje? To jedno z tych pytań które nie służą otrzymaniu jednoznacznej odpowiedzi.

Thursday, 28 December 2023

Przesilenie grudniowe

W tym roku najkrótszy dzień był szczególnie męczący, bo wypadał w samym środku jakiegoś rekordowego niżu. Lało, ale w punkcie gdzie spotykają się trzy duże szwajcarskie rzeki pada praktycznie codziennie od dwu miesięcy, więc pod tym względem nie było różnicy. Ale za to był to duży kontrast z poprzednim rokiem, kiedy o tej porze Limmat wysychał. 

Dwudziestego trzeciego wsiadłem w auto. Całonocna jazda do kraju, jak kiedyś przed laty, wcale nie była tak męcząca jak się obawiałem. Za Dreznem drogi zrobiły się białe. Lawety zwoziły czarne karoserie śmigłych audi i bmw, pierwszych ofiary utraty przyczepności. Szukałem Polskiego radia ale dopiero kilkanaście kilometrów przed Zgorzelcem (ale już za tunelem), złapałem trójkę. Była pośród mnóstwa czeskich radiostacji. Zawsze mnie dziwiło że tam można łapać tak dużo czeskich a tak trudno złapać polskie. Geografia fal radiowych za nic ma bliskość populacji kraju kilkukrotnie większego.

Na Wigilię zjechaliśmy późno jak na polskie standardy. Śnieg jeszcze zalegał na wolno topniejących kopach na trawnikach i poboczach, ale z chmur już lała się woda. Presja "spędzania czasu razem", choć tak niewiele nas łączy. Przez lata każdy zdryfował we własny, odrębny świat, bąbel informacyjno-światopoglądowy. Tworzenie społecznych podgrup, czy to zawodowych czy po prostu grup hobbystycznych, prowadzi do rozpadu grup opartych na więzach krwi. Taka oczywista oczywistość. Wieloaspektowość, wielowarstwowość świata, jaki tworzy współczesne społeczeństwo, przyczynia się do atomizacji. Jest coraz mniej wspólnych mianowników. Nie ma już jednej religii, jest za to wiele odrębnych jej wersji. Nie ma jednego patriotyzmu, choć są jego liczne mutacje. Nauka i logika, czyli to co jest tak dokładnie zdefiniowane że powinno się ostać, także padają ofiarami interpretacji.

Po Wigilii wracamy do wynajętego mieszkania. Po chwili wychodzimy na puste ulice dużego miasta. Idziemy przez deszcz. Z ulgą znajdujemy otwarty bar o uroczej nazwie gospoda przemytników.

Sunday, 10 December 2023

December avenue (choć nie Stańko)

Był grudzień i lało jak z cebra a ja jak głupi wyszedłem wcześniej żeby przed koncertem jeszcze przejść się i zrobić jakieś zdjęcia. Zurich był pełen ludzi. Wyglądało to nad przedświąteczną zakupową gorączkę, ale w sumie nie wiem bo nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem w centrum w sobotnie popołudnie. Może tak jest w każdą sobotę?

Dużo ludzi próbowało znaleźć tymczasowe schronienie przed deszczem w barach i kawiarniach. Kiedy mój płaszcz zrobił się już zupełnie mokry spróbowałem i ja i miałem trochę szczęścia bo znalazłem przytulny kąt po 6 franków za kufel. Siorbałem to piwo przez prawie godzinę. W sumie wolałbym kawę ale jakoś nie miałem odwagi zapytać albańskiego kelnera który i tak zrobił mi grzeczność, bo większość stolików była zarezerwowana i masę zmokniętych ludzi odprawiał z kwitkiem.

W końcu deszcz trochę zelżał i poszedłem do teatru Stoka. Było jeszcze pusto, ale dostałem kawę i porozmawiałem trochę. Byłem tam outsiderem, nikogo nie znałem, nie wiedziałem nawet że przed koncertem będzie jeszcze dyskusja o sztucznej inteligencji i sztuce. Jak to outsider wzbudzałem umiarkowane zainteresowanie. Dyskusja o AI była całkiem ciekawa, choć nie odkrywcza. Mieszanka fascynacji nowym narzędziem jak i obaw jak ono zmieni nasze życia. Sam używam ChataGPT coraz częściej, niemal codziennie, i też mam poczucie nachodzącej rewolucyjnej zmiany. Jakoś o wiele bardziej niż wtedy gdy rodziły się pierwsze smartfony. Może teraz bardziej jestem świadomy tego, jak działa nasz świat i co może się stać?

Bohdan Hołownia wyglądał jak dobrotliwy olbrzym wciśnięty w garnitur. Przyszedł z jedną, małą kartką papieru, przywitał się z lekką dozą humoru i zaczął grać, jak mówił, "piosenki", Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory. Oczywiście nikt nie śpiewał, a piosenki grane były jednym ciągiem, bez przerw, lekko przechodząc z jednych w drugie. To była prawdziwa wirtuozeria. Grał tak przeszło godzinę, non stop, jakby go to w ogóle nie męczyło, jakby granie na fortepianie było równie naturalną i konieczną czynnością jak oddychanie. Nie było żadnych nut, tylko ta kartka. 

Skończył grać, ale nie umiał tak na prawdę skończyć. "Zagram państwu jeszcze to..." i znowu grał, niby kawałek, ale  potem był następny i następny. Potem wreszcie koniec, zdjęcia, rozdawanie autografów, kieliszek czerwonego ale kiedy część ludzi wyszła wrócił do fortepianu. Pokazywał komuś jakieś  akordy a potem znowu grał i grał. Wszystko z pamięci, zapewne z dużą dozą improwizacji,  wyczucia tego jaka powinna być następna nuta. Taka muzyka, troszkę barowa, troszkę do tła, a jednocześnie wiruozeria i ikebana i haiku... po prostu właściwa nuta we właściwym momencie. W końcu ostatni słuchacze zaczęli zbierać się do domu, artystki wynosiły obrazy a on wciąż grał i kilka osób, zauroczonych, wciąż go słuchało.

Wychodziłem koło 11 i lało znowu, zawiewało deszczem tak że lekko przesuszony płaszcz namókł znowu zanim przeszedłem wzdłuż Limmatu aby złapać przedostatni S12.