Sunday, 27 November 2022

Trzy nadzwyczajne kobiety

Z perspektywy myślę że poznałem w życiu wielu nadzwyczajnych ludzi. Jestem za to wdzięczny losowi i zastanawiam się czy jest to coś szczególnego, czy też podobną opinie wygłosiłoby wielu ludzi. 

Tym razem chciałem tylko krótko napisać o trzech kobietach które w tym roku skończyły po 40 lat. Zacznę od najbardziej kontrowersyjnej. Kiedy ją poznałem 20 lat temu była lesbijką i mieszkała ze swoją partnerką. Potem odkryła że lubi obie płcie, że fascynuję ją energia seksualna przepływająca między ludźmi. Zajmowała się tańcem współczesnym, pozowała nago malarzom i fotografom. Ma syna z hinduskim artystą którego poznała kiedy wyjechała studiować tantrę do Indii. Ostatnio skończyła budować dom w komunie na południu Francji. Aha, no i jej ciało jest pełne kobiecości i energii witalnej.

Obraz wygenerowany przez DALL-E 3.
Dla drugiej z tych kobiet życie jest dość trudną batalią. Oczywiście każdy z nas toczy swoje batalie, ale ona, w wyniku traumy za którą odpowiadają rodzice ma najróżniejsze problemy z ciałem i z psychiką. Powtarzające się depresje, nieudane związki, problemy trawienne spawiały że konstruuje swoją codzienność uważnie, z elementów zapewniających jej odpowiednią ilość wegańskiego jedzenia, kontaktów społecznych oraz stymulacji intelektualnej i duchowej. W pracy jest odnoszącym sukcesy inżynierem, potrafi też niesamowicie pięknie malować i jest to doceniane przez galerie sztuki. Jej ciało jest ciałem ascety. Ze względu na swoje problemy nigdy nie planowała mieć dzieci, ale jest wspaniałą ciocią.

Trzecia z moich 40-letnich znajomych jest marzycielką, ale twardo stąpa po ziemi. Żyje sama w pięknym domu na zboczu góry, o który zawsze bardzo dba i chyba darzy go uczuciem skoro jest gotowa wiele dla niego poświęcić. Jej pasją jest lotnictwo i właśnie kończy robić licencję pilota. W sumie czuję że mało ją znam więc mam najmniej do powiedzenia. Spotykamy się czasem, pijemy kawę o opowiadamy sobie fragmenty życia, ale jakbyśmy pomijali sprawy istotne. Może dlatego że napędzają nas zupełnie różne siły.


Thursday, 17 November 2022

Dewaluacja twórczości

Brodski twierdził że poezja nie powinna byc sprzedawana tanio, bo płacenie wysokiej ceny za coś to objaw wartości jaką ta rzecz ma, lub powinna mieć, dla odbiorców, dla społeczeństwa. Ale żyjemy w czasach w których wszystkiego co ludzkie (znaczy związane jakoś z homo sapiens) jest dużo. Dużo jest samochodów, ludzi, domów, fabryk, śmieci ale także owoców czystej twórczości. Na przykład teorii fizycznych mówiących o tym jak funkcjonuje świat są setki jak nie tysiące. Tak samo mamy tysiące dobrych książek, niesamowitych filmów, zdjęć mających w sobie "to coś" albo piosenek. Że już nie wspomnę o klipach muzycznych, wykładach czy po prostu historiach opowiadanych na youtubie. Ilość twórców ogromnie wzrosła, ilość dostępnych dzieł rośnie z każdym rokiem istnienie ludzkości a ilość odbiorców nie. Mimo ogromnej, internetowej dostępności produktów twórczości coraz częściej twórca może nie znaleźć nikogo, kto go przeczyta, obejrzy, wysłucha. To już nie jest kwestia tego, że twórcy zostają szybko zapomnieni. Oni po prostu nie zdążą zaistnieć.

Wygenerowane przez DALL-E 3.




Wednesday, 16 November 2022

Park upadłych

Parco dei Cadutti leży na obrzeżu dzielnicy San Lorenzo w Rzymie, zaraz przy via Tiburtina, wychodzącej z centrum świata na północny wschód a wytyczonej pierwszy raz około 2300 lat temu. Zaraz obok dzielnicy znajduje się centralna rzymska stacja kolejowa Termini. W lipcu 1943 roku amerykanie zbombardowali San Lorenzo, bo chcieli zniszczyć węzeł  kolejowy służący między innymi do zaopatrywania nazistowskiej armii. Bomby trafiły w wiele budynków mieszkalnych. Szacuje się że zginęło około 1500 osób. Dokładna nazwa Parco dei Caduti to Park upadłych 19 lipca 1943 i oczywiście odnosi sie do pamiętnego bombardowania.

Odwiedzam ten park za każdym razem jak jestem w Rzymie. Tym razem miałem czas dla siebie więc zaszyłem się przy stoliku w kącie, za drewniamym kioskiem który zawiera niewielki bar. Otworzyłem dzieło Sabiny Hossenfelder opowiadającą o opłakanym stanie współczesnej fizyki teoretycznej i usiłowałem się skupić. Specjalnie wybrałem ten stolik, aby schować się nie tylko przed którymś ze znajomych ale przede wszystkim przed bogactwem zdarzeń wypełniających tą przestrzeń.

Park upadłych przypomina stare obrazy pokazujące codzienne życie w średniowieczu. Typowo na takim obrazie w jednym kącie jakieś małe dziecko brodzi w kałuży, mały kundelek wskakuje i zeskakuje z ławki, inny pies obwąchuje drzewo machając ogonem, na zjeżdżalni cała grupa maluchów testuje nowe sposoby zjeźdżania (na przykład głową w dół) bardziej w tle dziewczyna w sari żywiołowo huśta się na jednej z huśtawek podczas gdy na drugiej dwie dziewczynki próbuja akrobacji i skakania w dal. W lewym dolnym rogu widzę krępego czterdziestooparolatka w niechlujnej paramilitarnej kurtce i z okazałą brodą skupionego na ekranie eleganckiego maka stojącego a za nim, w tle, starsusza z chodzikiem prowadzona jest powoli przez młodą dziewczynę z niemowlakiem na ręku. W głębi, pod drzewami, na niewielkim boisku grupa chłopaków kopie piłkę, na ławkach obok siedzą trzy kobiety w tradycyjnych muzułmańskich strojach pilnując swoję pociechi i rozmawiając w swoim egzotycznym języku.

Tyle się dzieje, tyle jest gestów, fizjonomii. Cały świat jest tutaj, skoncentrowany, zabiegany, zajętymi swoimi problemami ale współżyjący ze sobą, pomagający sobie, starający się nawzajem zrozumieć. Chłopak który przynosi mi mi piwo, jest czarny jak afrykanin ale ma rysy twarzy trochę jakby hinduskie. Nawet nie próbuję zgadnąć skąd jest. Zresztą czy on wie? Czy ja wiem skąd jestem? 

Przy stoliku obok siadają dwie dziewczyny. Mówią po włosku, piją jakieś dziwne drinki. Patrzę na nie kątem i wtedy w oko wpada mi czarna tablica, zawieszona na płocie za ich stolikiem, na której ktoś wypisał równania Modelu Standardowego. Oczywiście, przecież zupełnie niedaleko jest la Sapienza, jeden z najlepszych włoskich uniwersytetów. Zadumany nad zadziwiającym zbiegem okoliczności (przecież czytam właśnie książkę o współczesnej fizyce), dostrzegam też napis w zupełnie znanym mi języku. To ktoś z mojego kraju popisał się własnym chamstwem. Gdzie te czasy gdy otwierała się przed nami Europa i tysiące które wyruszyły aby zobaczyć jak jest gdzie indziej zostawiały napisy w stylu "Tu byłem Tony Halik"?

Zaa kiosku zagląda Manuela i dostrzega mnie. Zostaję odkryty. Przysiada się, więc zamykam książkę i gadamy o wszystkim a szczególnie o dzieciach. Dziewczynki bawią się razem gdzieś w odległym rogu parku. Właśnie poszły do różnych gimnazjów i mają sobie tak wiele do opowiedzenia. W końcu Manuela wyciąga mnie do innego stolika, z drugiej strony kiosku, gdzie siedzi już cała ferajna rodziców i rozmawia o wszystkim. Chłopak przynoszący alkohole jakoś daje radę pamiętać kto co zamówił. Tematy są różne, od nowej ekonomii która musi być odpowiedzią na kryzys klimatyczny po kłopoty żołądkowe po wczorajszym jedzeniu w jednej restauracji. Zapada zmrok. Trudno uwierzyć że zaledwie kilometr dalej tabuny turystów od rana próbują rozdeptać Koloseum. Czas iść do domu. Wiem, czemu tu nie mieszkam, ale czasami zastanawiam się czy nie byłbym szczęśliwy właśnie tu, gdzie kwitnie akradyjskie życie mimo ulicznego brudu, rozpadających się ulic i domów.

Następnego ranka, gdy wychodzę na pociąg, niewielka załoga przedsiębiorstwa oczyszczania myje miasto ciśnieniową myjką.




Wednesday, 9 November 2022

Fotony i my

Kosmos wypełniony jest promieniowaniem tła, które zrodziło się około 380 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu. Wszystko wtedy było jeszcze gorącą plazmą, gorącym gazem, nie istniała żadne galaktyki ani gwiazdy. To promieniowanie, wtedy ogromnie gorące, teraz ma temperaturę -271 stopni Celsjusza (dokłanie to 2.75 K), co odpowiada falom radiowym o częstotliwości rzędu 150-300 GHz i długości fali rzędu 1-2 mm. Znakomita wiekszość tych fal rozprzestrzenia się w kosmosie od miliardów lat nie oddziaływując z niczym, bo Kosmos jest wielką pustką. To najstarsze światło we Wszechświecie  jest wszędzie, nawet w obszarach tak zwanej wielkiej pustki, gdzie gęstość atomów materii międzygwiezdnej maleje do pojedyńczych sztuk na metr sześcienny. Ilość fotonów promieniowania reliktowego tysiące razy przewyższa ilość cząstek materii. W każdym metrze przestrzeni kosmiczej jest przeszło 400 milionów fotonów reliktowych.


 

Duża część tego kosmicznego szumu dociera na Ziemię. Atmosfera jest generalnie dość przeźroczysta dla mikrofal o tej długości, dlatego też zresztą zostały one odkryte, kiedy Penzias i Wilson nie mogli dojść do porządku z szumem który słyszeli w swojej antenie. 

Na powierzchnię Ziemi dociera około 2 mikrowatów promiowania reliktowego na każdy metr kwadratowy. To bardzo niewiele. W ciągu dnia Słońce daje Ziemi przeszło kilowat światła na każdy metr kwadratowy. Oczywiście jest to zupełnie inne światło, ma temperaturę około 5500 stopni Celsjusza, co odpowiada częstotliwości rzędu 320 THz i długości fali 527 nm.

Od kiedy ludzkość zaczęła przesiadywać przy ogniskach wystawiła się na dodatkowe źródło fotonów. Typowe ognisko ma temperaturę rzędu 900 stopni Celsjusza, co odpowiada częstotliwości 74 THz i dugości fali rzędu 2 mikrometrów. To już zaczyna być blisko rozmiarów ludzkich komórek. Co ciekawe siedząc blisko ogniska łatwo odczuć że jest ono znacznie gorętsze niż Słońce. Samo ognisko posiada stosunkowo niewielką moc, ale kiedy się siedzi blisko, można się wystawiać na intensywność rzędu kilku kilowatów na metr kwadratowy. W chłodną jesienną noc twarz 'płonie' a plecy marzną.

Dla porównania typowy router Wifi emituje promieniowanie o częstotliwości 2.4 GHz, co odpowiada temperaturze 40 milikelvinów i długości fali rzędu 7 cm.  Całkowita moc promieniwania routera to około 0.1 W,  co oznacza że stojąc metr od niego doświadczamy około strumienia promieniowania rzędu 20 miliwatów na metr kwadratowy. Jest to 10000 razy więcej niż moc promieniowania reliktowego które jest z nami na każdym spacerze i 50000 razy mniej niż to, co dostajemy od Słońca w pogodny, letni dzień. Ognisko naraża nas na strumień promieniowania około pół miliona razy mocniejszy niż router Wifi.

Nie piszę tego aby zdyskredytować tych wszystkich których boli głowa albo nie mogą spać gdy Wifi jest załączone. Oczywiście że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż te proste wyliczenia a nasze ciała nie były nigdy narażone na tak duże strumienie fal centymetrowych czy milimetrowych. Ale powyższe zestawienie dość jasno wskazuje że nie ma oczywistych powodów aby bać się Wifi czy telefonów komórkowych, bo od zarania historii kąpiemy się w morzu fal elektromagnetycznych o mniejszych lub większych częstotliwościach. Co więcej, od kiedy mieszkamy w domach, nasze skspozycja na Słońce zmniejszyła się o rzędy wielkości których w najdrobniejszym nawet stopniu nie rekompensują technologie bezprzewodowe. Najprawdopodobniej więcej sportu i przebywania na świeżym powietrzu przynosi wieokrotnie więcej pożytku niż unikanie Wifi, bo router emituje mniej promieniowania niż świeczka którą sobie zapalamy wieczorami.

Sunday, 6 November 2022

Zabawa i fantazja

Zabawa dzieci jest jedną z najdoskonalszych form bycia tu i teraz. Zdolność do zabawy nie kończy się w pewnym wieku, ale zwykle powoli zanika, tak że w wieku 20-tu lat, nawet tańcząc na dyskotece, ludzie myślą o tym jak wyglądają, co inni uczesniczy myślą o ich ciałach i sposobie wywijania kończynami. Ale nie jest prawdą, jak twierdzą niektórzy, że dzieci żyją tylko "tu i teraz". Świat fantazji też staje się domeną dzieci, ale jest to świat mający dość słabe zakotwiczenie w rzeczywistości (inaczej niż problemy które odciągają nas od minfulness kiedy jesteśmyu dorośli). Z początku świat fantazji związany jest ze snami, jest kontaktem z podświadomością, ale też powoli zaczyna być formą ucieczki od siermięnej rzeczywistości. 

Przypominam sobie obiady na jakiejś stołówce, chyba na jakimś letnim obozie. Duża sala wypełniona stołami i setka dzieci. Odgłosy rozmów, zgrzytanie sztućcy o talerze zwielokrotnione przez echo, to wszystko tworzyło bardzo nieprzyjazną atmosferę. Sposobem zapewnienia sobie dobrostanu w takiej sytuacji była ucieczka w marzenia. Te marzenia były silne, w wyobraźni przenosiłem się na inne kontynety, byłem kapitanem łodzi, wszystko było inspirowane literaturą i rzadkimi wtedy kreskówkami.

Ale w miarę upływu lat zwyczaj odrywania się od rzeczywistości nabiera innego charakteru. Spędzamy godziny powtarzając w głowie dyskusje z życiowymi partnerami, planujemy w szczegółachnastępny dzień w pracy, pochłaniamy analizy polityczne w nadziei że ób bierności jest lepszy niż inne lub oglądamy seriale a nie pobudzają one wyobraźni, ich jedynym celem zostaje oderwanie nas od rzeczywistości. Dochodzi do tego  że jedząc oglądamy telewizję i nawet nie czujemy smaku potraw. I wiemy że tak nie powinno być.

Z czasem, z biegiem lat koło się zamyka. Najpierw zabawa z małymi dziećmi powrotem przywołuje nas do tu i teraz. Potem coraz bardziej cenimy sobie te momenty, kiedy nie robimy nic, umysł - zmęczony światami nierealnymi - nigdzie nie dryfuje. Pomaga papieros albo kieliszek musijącego wina którego smak czujemy całym sobą. I staramy się aby tych momentów było jak najwięcej, zwiększając nasz dystans do blichtru świata.


Monday, 31 October 2022

Welcome to the reality

Cztery dni wytężonej roboty dobiegły końca i oto mam przed sobą kilkanaście godzin po to tylko żeby jechać, oglądać, fotografować i próbować zrozumieć Amerykę. Co prawda wynajęcie auta na karte debetową okazało się być czymś w rodzaju 'mission impossible', no ale w końcu mam zgrabnego czarnego jeepa wyposażonego we wszystkie duperele łącznie z podgrzewaną kierownicą. Amerykanie spędzają znaczącą część życia w autach więc lubia komfort.


W czasie tych kilku moich podróży do Stanów za każdym razem znajdywałem się w tej samej sytuacji, w jednym z aut na zapchanej międzystanowej trzypasmówce. Nie ma korka ale wszystkie auta suną z taką samą prędkością i to, oraz ta niesamowita ilość aut, generuje niepokój i poczucie uwięzienia. Próbuję sobie wyobrazić nieskończone amerykańskie przedmieścia, masy ludzi którzy posiadają te wszystkie samochody i nieskończoność powiązań i interesów sprawiających że muszą się przemieszczać. Najdziwniejsze jest to, że w okolicy nie ma żadnego megamiasta. Jest Knoxville, ale to niecałe 300 tysięcy ludzi. Więc skąd ta rzeka metali, plastyków, smarów, akumulatorów (elektryki widuje się dość często) i malutkich krzemowych chipów?

Przwiązanie Amerkanów do wielkich SUVów oraz niemal absolutny brak transportu publicznego to jedne z wielu rzeczy których nie pojmuję. Jak to się stało że ewolucja tej cywilizacji, która przecież wypączkowała z Europy, poszła tak inną drogą? Próbuję sobie wyobrazić pierwszych kolonizatorów ze Starego, zapchanego kontynentu na którym każdy skrawek ziemi ma swego właściciela i to poczucie że kraj przed nimi nie ma granic, jest wolny od właścicieli i nieskończony. Każdy może sobie wykroić kawałek, choć ta wolnośc oznacza też że trzeba swego bronić. Minęły trzy stulecia, kolonizatorzy wybili stada bizonów, przetrzebili miliony kilometrów lasów, ekstrminowali Indian którzy byli jednym z najpiękniejszych przykładów życia w symbiozie z naturą ale nadal mają poczucie że żyją w miejscu bez granic i że mogą z niego czerpać bezdennie i bezterminowo. W międzyczasie to poczucie mocy i władzy sprawiło że Amerykanie uwikłali się w niezliczone konflikty, zarówno jako rząd jak i prywatne korporacje. Bo, jak każdy, patrzą na planetę przez pryzmat tego, jaką rzeczywistość stworzyli u siebie. Rzeczywistość w której planeta jest źródłem zasobów.

Europa w międzyczasie wyewoluowała w skali bardziej ludzkiej, od tysiącleci świadoma ograniczeń. Na przykład przestrzeń, dedykowana ludziom, jest o wiele mniejsza. Europejczyk, wchodząc do hotelowego pokoju, nie oczekuje przestrzeni jak na prerii. Jak mu jest za ciasno to otwiera okno, wychodzi do przestrzeni wspólnej. W Ameryce niewiele rzeczy jest wspólnych. Mój "pokój" w hotelu był wiekszy niż mieszkanie w którym na codzień mieszkam, ale okien się nie otwierało - świeże powietrze miała zapewniać klimatyzacja.


Któregoś dnia wcześniej piłem kawę w barze na dachu hotelu z jednym z Amerykanów z którymi pracowałem. Rozmowa zeszła na wojnę Rosji z Ukrainą, bo w firmie u niego pracuje dużo naturalizowanych Rosjan. Opowiadałem jak pewnej nocy z miesiąc temu obudził mnie dźwięk samolotów podchodzących do lądowania o 3 w nocy na lotnisku w Pyrzowicach. Jasne było że to maszyny wojskowe, bo żadne komercyjne nie latają o takiej godzinie. "Welcome to the real world" - odparł mój rozmówca. W jego rozumieniu Europa przez dzisięciolecia była bańką żyjącą w ułudzie sprawiedliwości i pokoju pośród świata który rządzi się prawem pięści. I zdałem sobie sprawę że Zachód potrzebuje tej drugiej strony monety, tego państwa które wierzy w siłę ale wciąż jest demokracją. Bo gdyby nie było Ameryki, co powstrzymałoby Putina przed zaanektowaniem Polski, krajów bałtyckich, Bałkanów i tak dalej? Nikt. Więc bardzo dobrze że jest wujek Sam. Ale jego siła idzie w parze z konsumpcjonizmem i ekspansjonizmem i dlatego musimy być ostrożni w interesach bo 'real world' w Ameryce nie oznacza tego samego co u nas jest ani nawet do czego powinniśmy zmierzać.





Saturday, 22 October 2022

Lot do USA

Zaprosili mnie no więc lecę. Ciągle nie wiem do końca po co im prezentacja w temacie który zamknałem kilka lat temu. Lot do US przypomina wyprawę na inną planetę. Po drobiazgowej kontroli dokumentów (paszport, ESTA, Covid) zabierają mnie do specjalnej strefy lotniska, takiej której nigdy jeszcze nie widziałem. Schodzi się pod ziemię, znika szwajcarski blichtr, pojawia się beton, kurz na mocarnych rozpornikach będących elementem fundamentów. Potem jest jazda automatycznym pociągiem poprzez ciemny tunel. W pewnym momencie na specjalnie zsynchronizowanych ekranach na ścianie tunelu wyświetla się idylliczny szwajcarski krajobraz dający złudzenie patrzenie przez okno na Alpy. Przymiły głos Heidi zachwala kraj który własnie opuszczam. Krótki spektakl kończy się zamuczeniem krowy. Trzeba się uśmiechnąć. Ameryka nie może brać Szwajcarii za bardzo na serio, bo tutaj były, a może wciąż są, ukryte konta miliarderów i gangsterów. Oczywiście nadziany amerykański turysta który stanowi ważne źródło dochodu nie o tym ma pamiętać.  


Na specjalnym terminalu nawet ludzie są inni, amerykańscy. Otwarci, pełni energii i ekpresji własnej osoby. Europejczycy wydają się trochę stłamszeni i zakompleksieni, nawet jeśli są to komplekty elegancji i wyższej kultury. Podróżnicy często ubrani ekstra wygodnie, na przykład w trochę zbyt obszerne spodnie, no bo czeka nas przeszło 10 godzin lotu. No i oczywiście samoloty są duże, transatlantyckie.

Ameryka i Europa to dwie twarze Zachodu. Bardzo różne od siebie, o bardzo skomplikownej relacji a jednak z elementem dopełniania się.