Wednesday, 9 November 2022

Fotony i my

Kosmos wypełniony jest promieniowaniem tła, które zrodziło się około 380 tysięcy lat po Wielkim Wybuchu. Wszystko wtedy było jeszcze gorącą plazmą, gorącym gazem, nie istniała żadne galaktyki ani gwiazdy. To promieniowanie, wtedy ogromnie gorące, teraz ma temperaturę -271 stopni Celsjusza (dokłanie to 2.75 K), co odpowiada falom radiowym o częstotliwości rzędu 150-300 GHz i długości fali rzędu 1-2 mm. Znakomita wiekszość tych fal rozprzestrzenia się w kosmosie od miliardów lat nie oddziaływując z niczym, bo Kosmos jest wielką pustką. To najstarsze światło we Wszechświecie  jest wszędzie, nawet w obszarach tak zwanej wielkiej pustki, gdzie gęstość atomów materii międzygwiezdnej maleje do pojedyńczych sztuk na metr sześcienny. Ilość fotonów promieniowania reliktowego tysiące razy przewyższa ilość cząstek materii. W każdym metrze przestrzeni kosmiczej jest przeszło 400 milionów fotonów reliktowych.


 

Duża część tego kosmicznego szumu dociera na Ziemię. Atmosfera jest generalnie dość przeźroczysta dla mikrofal o tej długości, dlatego też zresztą zostały one odkryte, kiedy Penzias i Wilson nie mogli dojść do porządku z szumem który słyszeli w swojej antenie. 

Na powierzchnię Ziemi dociera około 2 mikrowatów promiowania reliktowego na każdy metr kwadratowy. To bardzo niewiele. W ciągu dnia Słońce daje Ziemi przeszło kilowat światła na każdy metr kwadratowy. Oczywiście jest to zupełnie inne światło, ma temperaturę około 5500 stopni Celsjusza, co odpowiada częstotliwości rzędu 320 THz i długości fali 527 nm.

Od kiedy ludzkość zaczęła przesiadywać przy ogniskach wystawiła się na dodatkowe źródło fotonów. Typowe ognisko ma temperaturę rzędu 900 stopni Celsjusza, co odpowiada częstotliwości 74 THz i dugości fali rzędu 2 mikrometrów. To już zaczyna być blisko rozmiarów ludzkich komórek. Co ciekawe siedząc blisko ogniska łatwo odczuć że jest ono znacznie gorętsze niż Słońce. Samo ognisko posiada stosunkowo niewielką moc, ale kiedy się siedzi blisko, można się wystawiać na intensywność rzędu kilku kilowatów na metr kwadratowy. W chłodną jesienną noc twarz 'płonie' a plecy marzną.

Dla porównania typowy router Wifi emituje promieniowanie o częstotliwości 2.4 GHz, co odpowiada temperaturze 40 milikelvinów i długości fali rzędu 7 cm.  Całkowita moc promieniwania routera to około 0.1 W,  co oznacza że stojąc metr od niego doświadczamy około strumienia promieniowania rzędu 20 miliwatów na metr kwadratowy. Jest to 10000 razy więcej niż moc promieniowania reliktowego które jest z nami na każdym spacerze i 50000 razy mniej niż to, co dostajemy od Słońca w pogodny, letni dzień. Ognisko naraża nas na strumień promieniowania około pół miliona razy mocniejszy niż router Wifi.

Nie piszę tego aby zdyskredytować tych wszystkich których boli głowa albo nie mogą spać gdy Wifi jest załączone. Oczywiście że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż te proste wyliczenia a nasze ciała nie były nigdy narażone na tak duże strumienie fal centymetrowych czy milimetrowych. Ale powyższe zestawienie dość jasno wskazuje że nie ma oczywistych powodów aby bać się Wifi czy telefonów komórkowych, bo od zarania historii kąpiemy się w morzu fal elektromagnetycznych o mniejszych lub większych częstotliwościach. Co więcej, od kiedy mieszkamy w domach, nasze skspozycja na Słońce zmniejszyła się o rzędy wielkości których w najdrobniejszym nawet stopniu nie rekompensują technologie bezprzewodowe. Najprawdopodobniej więcej sportu i przebywania na świeżym powietrzu przynosi wieokrotnie więcej pożytku niż unikanie Wifi, bo router emituje mniej promieniowania niż świeczka którą sobie zapalamy wieczorami.

Sunday, 6 November 2022

Zabawa i fantazja

Zabawa dzieci jest jedną z najdoskonalszych form bycia tu i teraz. Zdolność do zabawy nie kończy się w pewnym wieku, ale zwykle powoli zanika, tak że w wieku 20-tu lat, nawet tańcząc na dyskotece, ludzie myślą o tym jak wyglądają, co inni uczesniczy myślą o ich ciałach i sposobie wywijania kończynami. Ale nie jest prawdą, jak twierdzą niektórzy, że dzieci żyją tylko "tu i teraz". Świat fantazji też staje się domeną dzieci, ale jest to świat mający dość słabe zakotwiczenie w rzeczywistości (inaczej niż problemy które odciągają nas od minfulness kiedy jesteśmyu dorośli). Z początku świat fantazji związany jest ze snami, jest kontaktem z podświadomością, ale też powoli zaczyna być formą ucieczki od siermięnej rzeczywistości. 

Przypominam sobie obiady na jakiejś stołówce, chyba na jakimś letnim obozie. Duża sala wypełniona stołami i setka dzieci. Odgłosy rozmów, zgrzytanie sztućcy o talerze zwielokrotnione przez echo, to wszystko tworzyło bardzo nieprzyjazną atmosferę. Sposobem zapewnienia sobie dobrostanu w takiej sytuacji była ucieczka w marzenia. Te marzenia były silne, w wyobraźni przenosiłem się na inne kontynety, byłem kapitanem łodzi, wszystko było inspirowane literaturą i rzadkimi wtedy kreskówkami.

Ale w miarę upływu lat zwyczaj odrywania się od rzeczywistości nabiera innego charakteru. Spędzamy godziny powtarzając w głowie dyskusje z życiowymi partnerami, planujemy w szczegółachnastępny dzień w pracy, pochłaniamy analizy polityczne w nadziei że ób bierności jest lepszy niż inne lub oglądamy seriale a nie pobudzają one wyobraźni, ich jedynym celem zostaje oderwanie nas od rzeczywistości. Dochodzi do tego  że jedząc oglądamy telewizję i nawet nie czujemy smaku potraw. I wiemy że tak nie powinno być.

Z czasem, z biegiem lat koło się zamyka. Najpierw zabawa z małymi dziećmi powrotem przywołuje nas do tu i teraz. Potem coraz bardziej cenimy sobie te momenty, kiedy nie robimy nic, umysł - zmęczony światami nierealnymi - nigdzie nie dryfuje. Pomaga papieros albo kieliszek musijącego wina którego smak czujemy całym sobą. I staramy się aby tych momentów było jak najwięcej, zwiększając nasz dystans do blichtru świata.


Monday, 31 October 2022

Welcome to the reality

Cztery dni wytężonej roboty dobiegły końca i oto mam przed sobą kilkanaście godzin po to tylko żeby jechać, oglądać, fotografować i próbować zrozumieć Amerykę. Co prawda wynajęcie auta na karte debetową okazało się być czymś w rodzaju 'mission impossible', no ale w końcu mam zgrabnego czarnego jeepa wyposażonego we wszystkie duperele łącznie z podgrzewaną kierownicą. Amerykanie spędzają znaczącą część życia w autach więc lubia komfort.


W czasie tych kilku moich podróży do Stanów za każdym razem znajdywałem się w tej samej sytuacji, w jednym z aut na zapchanej międzystanowej trzypasmówce. Nie ma korka ale wszystkie auta suną z taką samą prędkością i to, oraz ta niesamowita ilość aut, generuje niepokój i poczucie uwięzienia. Próbuję sobie wyobrazić nieskończone amerykańskie przedmieścia, masy ludzi którzy posiadają te wszystkie samochody i nieskończoność powiązań i interesów sprawiających że muszą się przemieszczać. Najdziwniejsze jest to, że w okolicy nie ma żadnego megamiasta. Jest Knoxville, ale to niecałe 300 tysięcy ludzi. Więc skąd ta rzeka metali, plastyków, smarów, akumulatorów (elektryki widuje się dość często) i malutkich krzemowych chipów?

Przwiązanie Amerkanów do wielkich SUVów oraz niemal absolutny brak transportu publicznego to jedne z wielu rzeczy których nie pojmuję. Jak to się stało że ewolucja tej cywilizacji, która przecież wypączkowała z Europy, poszła tak inną drogą? Próbuję sobie wyobrazić pierwszych kolonizatorów ze Starego, zapchanego kontynentu na którym każdy skrawek ziemi ma swego właściciela i to poczucie że kraj przed nimi nie ma granic, jest wolny od właścicieli i nieskończony. Każdy może sobie wykroić kawałek, choć ta wolnośc oznacza też że trzeba swego bronić. Minęły trzy stulecia, kolonizatorzy wybili stada bizonów, przetrzebili miliony kilometrów lasów, ekstrminowali Indian którzy byli jednym z najpiękniejszych przykładów życia w symbiozie z naturą ale nadal mają poczucie że żyją w miejscu bez granic i że mogą z niego czerpać bezdennie i bezterminowo. W międzyczasie to poczucie mocy i władzy sprawiło że Amerykanie uwikłali się w niezliczone konflikty, zarówno jako rząd jak i prywatne korporacje. Bo, jak każdy, patrzą na planetę przez pryzmat tego, jaką rzeczywistość stworzyli u siebie. Rzeczywistość w której planeta jest źródłem zasobów.

Europa w międzyczasie wyewoluowała w skali bardziej ludzkiej, od tysiącleci świadoma ograniczeń. Na przykład przestrzeń, dedykowana ludziom, jest o wiele mniejsza. Europejczyk, wchodząc do hotelowego pokoju, nie oczekuje przestrzeni jak na prerii. Jak mu jest za ciasno to otwiera okno, wychodzi do przestrzeni wspólnej. W Ameryce niewiele rzeczy jest wspólnych. Mój "pokój" w hotelu był wiekszy niż mieszkanie w którym na codzień mieszkam, ale okien się nie otwierało - świeże powietrze miała zapewniać klimatyzacja.


Któregoś dnia wcześniej piłem kawę w barze na dachu hotelu z jednym z Amerykanów z którymi pracowałem. Rozmowa zeszła na wojnę Rosji z Ukrainą, bo w firmie u niego pracuje dużo naturalizowanych Rosjan. Opowiadałem jak pewnej nocy z miesiąc temu obudził mnie dźwięk samolotów podchodzących do lądowania o 3 w nocy na lotnisku w Pyrzowicach. Jasne było że to maszyny wojskowe, bo żadne komercyjne nie latają o takiej godzinie. "Welcome to the real world" - odparł mój rozmówca. W jego rozumieniu Europa przez dzisięciolecia była bańką żyjącą w ułudzie sprawiedliwości i pokoju pośród świata który rządzi się prawem pięści. I zdałem sobie sprawę że Zachód potrzebuje tej drugiej strony monety, tego państwa które wierzy w siłę ale wciąż jest demokracją. Bo gdyby nie było Ameryki, co powstrzymałoby Putina przed zaanektowaniem Polski, krajów bałtyckich, Bałkanów i tak dalej? Nikt. Więc bardzo dobrze że jest wujek Sam. Ale jego siła idzie w parze z konsumpcjonizmem i ekspansjonizmem i dlatego musimy być ostrożni w interesach bo 'real world' w Ameryce nie oznacza tego samego co u nas jest ani nawet do czego powinniśmy zmierzać.





Saturday, 22 October 2022

Lot do USA

Zaprosili mnie no więc lecę. Ciągle nie wiem do końca po co im prezentacja w temacie który zamknałem kilka lat temu. Lot do US przypomina wyprawę na inną planetę. Po drobiazgowej kontroli dokumentów (paszport, ESTA, Covid) zabierają mnie do specjalnej strefy lotniska, takiej której nigdy jeszcze nie widziałem. Schodzi się pod ziemię, znika szwajcarski blichtr, pojawia się beton, kurz na mocarnych rozpornikach będących elementem fundamentów. Potem jest jazda automatycznym pociągiem poprzez ciemny tunel. W pewnym momencie na specjalnie zsynchronizowanych ekranach na ścianie tunelu wyświetla się idylliczny szwajcarski krajobraz dający złudzenie patrzenie przez okno na Alpy. Przymiły głos Heidi zachwala kraj który własnie opuszczam. Krótki spektakl kończy się zamuczeniem krowy. Trzeba się uśmiechnąć. Ameryka nie może brać Szwajcarii za bardzo na serio, bo tutaj były, a może wciąż są, ukryte konta miliarderów i gangsterów. Oczywiście nadziany amerykański turysta który stanowi ważne źródło dochodu nie o tym ma pamiętać.  


Na specjalnym terminalu nawet ludzie są inni, amerykańscy. Otwarci, pełni energii i ekpresji własnej osoby. Europejczycy wydają się trochę stłamszeni i zakompleksieni, nawet jeśli są to komplekty elegancji i wyższej kultury. Podróżnicy często ubrani ekstra wygodnie, na przykład w trochę zbyt obszerne spodnie, no bo czeka nas przeszło 10 godzin lotu. No i oczywiście samoloty są duże, transatlantyckie.

Ameryka i Europa to dwie twarze Zachodu. Bardzo różne od siebie, o bardzo skomplikownej relacji a jednak z elementem dopełniania się.

Sunday, 16 October 2022

Intelektualna euforia

Mechanika kwantowa jest jak zenowski koan. Zamiast "wyobrażania sobie dźwięku jednej klaszczącej dłoni" mistrz mógłby równie dobrze zapytać o cząstkę która jednocześnie kręci się w prawo i w lewo albo o kota który jest jenocześnie żywy i martwy. Być może, intensywnie myśląc o kwantowym koanie, można dostać oświecenia. Albo oszaleć.

Wyobraźmy sobie Alicję i Robera, legendarne postacie kwantowych eksperymentów myślowych. Alicja poleciała rakietą Muska na Marsa a Robert został na Ziemi. Oboje umówili się że  w pewnym, dokładnie tym samym momencie przeprowadzą eksperyment polagający na rzucie monetą.  Wybija ta godzina, wyciągają monety i rzucają. Jesli monety są w stanie kwantowomechanicznego splątania to za każdym razem kiedy Alicja wyrzuci orzełka, Robert dostanie reszkę. I vice versa. I to dzieje się mimo że sygnał między Alicją a Robertem dzieli dystans którego przebycie zajmuję światłu godziny.

Tegoroczni Nobliści, Clauser, Aspect i Zeiliniger, udowodnili że nie ma tu żadnego triku, że splątanie zupełnie nie zmienia właściwości monet. Tak przed jak i po splątaniu prawdopodobieństwo wyrzucenia reszki czy orzełka jest 50%. Nikt tu nie znaczy kart. Świat po prostu jest taki osobliwy.

O rezultacie takiego eksperymentu można myśleć na wiele sposobów. Na przykład można wnioskować że przed aktem wyrzucenia monety, nie ma ona właściwości bycia reszką lub orłem. Nabywa tą właściwość dopiero w wyniku akcji, oddziaływania z instrumentem który tę właściwość mierzy. Możan też twierdzić,  jak to zwykle robią mechanicy kwantów, że moneta jest w zmieszanym stanie orłoreszkowym. Ale niezależnie jak na to popatrzeć cząstki splątane są ze sobą w szczególnym związku, który za nic ma nieskończone odległości Wszechświata (dotychczasowe eksperymenty osiągnęły odległości rzędu tysięcy kilometrów). Być może światło które dochodzi do nas z odległej gwiazdy jest w stanie splątania z jej atomami i tylko patrząc na nią w jakiś sposób na nią wpływamy?

Piszę o tym bo dziwnym zbiegiem okoliczności zacząłem zapoznawać się z fizyką kwantową bardzo wcześnie i od początku byłem nią zafascynowany. W szkole jeszcze mówiliśmy o zasadach Newtona a ja z wypiekami na twarzy czytałem popularnonaukowe książki o kwantach. Prawdopodobnie to przez te książki zajmuję się zawodowo fizyką, choć to, co robię na codzień, niewiele ma wspólnego ze szlachetną, mózgoskrętną mechaniką kwantową.

Mechanika kwantowa miała dla mnie zawsze ten aspekt bycia poza zasięgiem naszego umysłu, poza tym co potrafimy wykoncypować. Być może jej paradoksalność wynika po prostu z tego, że nasz umysł przyzwyczaił się dzielić świat poznawalny na podmiot i przedmiot? Czyli nasze racjonalne myślenie jest niekwantowe. A jednocześnie trudno sobie wyobrazić że w toku ewolucji w jakiś sposób nasze doświadczenie nie obejmuje jej zasad. Przecież oko, po kilku godzinach siedzenia w ciemnościach, jest w stanie widzieć pojedyńcze fotony. A więc może w jakiś sposób, jakaś część nas jest połączona tym samym splątaniem na przykład z osobami które kochamy? Czy intensywna tęskonota może mieć aspekt kwantowy? Przecież to częsty motyw w naszej sztuce, kiedy coś złego dzieje się komuś, inna osoba na innym kontynencie natychmiast odczuwa niepokój. Albo gdy źle śpimy i budzimy się o piątej a potem dowiadujemy się że tego ranka ktoś z bliskich zmarł. W intelektualnej euforii moglibyśmy szukać tłumaczenia tych zjawisk w kwantowym splątaniu.

Ale trzeba z tym uważać, bo tego nie da się dowieść. To są zjawiska poza intelektem. Musimy zaakceptować granice wyjaśnialności świata pokazywane przez mechanikę kwantową i nie próbować podciągać tych wpółparanormalnych zjawisk pod naukę, bo istnieje strefa poza nauką gdzie znajduje sie ich miejsce. 


ciekawy link:

https://www.scientificamerican.com/article/the-universe-is-not-locally-real-and-the-physics-nobel-prize-winners-proved-it



Sunday, 18 September 2022

Więźniowie interpretacji

Pod papieskim oknem grupa młodych ludzi. Wodzirej-aktywista ma przewieszoną przez ramię tubę. Słyszę niewybredne epitety pod adresem kościoła i samego świętej pamięci Jana Pawła. "Przywódca kryminalnej organizacji jaką jest kościół katolicki". Mocne słowa. W obliczu skwapliwie propagowanych njusów o kościelnej pedofilii w Polsce czy wyzyskiwaniu i mordowaniu dzieci indian w Kanadzie wydaje się to nie pozbawione sensu. A jednocześnie jest pozbawione sensu, bo przecież w imieniu tegoż Kościoła działał na przykład Kolbe a gdyby nie pielgrzymki Jana Pawła do Polski to może dalej tkwilibyśmy pod ręką ruskich carów. Kościół zbudował Polskę na przestrzeni wieków, mit założycielski naszego obecnego kraju jest ściśle związany z tą "kryminalną organizacją". Kto wie czym bylibyśmy gdyby nie Kościół? Może bylibyśmy słowiańskim mocarstwem z pięknym kultem natury, jak wierzą ci, co naoglądali sie Pocahontas? A może bylibyśmy pod butem Germanów? Nie ma sposobu żeby to wiedzieć.

Zmieniam trasę spaceru, nie chcę słuchać tego żenującego aktywisty którego umysł uwięziony jest w pewnej, wyjątkowo ograniczonej interpretacji rzeczywistości. Na tyle uwięziony że nie widzi innej strony, choćby tej oczywistej, propagowanej w kościołach i mediach tego kraju.

Tak się złożyło że mieszkałem w Rzymie kiedy JP2 zmarł i choć nie uważam się za katolika żywię szacunek do tego człowieka, za to kim był i co osiągnął w życiu. I za to że nawet teraz, po śmierci, płaci cenę za to, co zrobił.

Kilka dni później przeglądałem książkę mającą odsłaniać "prawdziwe oblicze" Piłsudzkiego. Autor tak otwarcie przedstawiał antyżydowski punkt widzenia, że tracił wiarygodność po niecałym akapicie. Jakby zebrać do kupy wszystkie teorie o antypolskich spiskach i działaniach to na prawdę trzeba się dziwić jak to jest, że ten kraj jeszcze istnieje.

I wreszcie dochodzę do do tej strony "Pamiętnika pisanego później" Stasiuka w której mówi on o Polsce. Oddycham z ulgą, pochłaniam te jego krótkie zdania, trafne i zaskakujące porównania które już dawno powinny mi się znudzić, bo tak często zahaczają o powtórzenie, bo są do siebie podobne a jednak znowu i znowu co parę stron jest jakieś zdanie wywołujące uczucie małego oświecenia, coś niesamowicie trafnego, egzystenjalnego, jakaś prawda ludzka która jasno wskazuje miejsce dla tych wszystkich innych bzdur.

Friday, 26 August 2022

Podróż do Polski, podróż w czasie

Dla notorycznego emigranta, jakim jestem, przyjazd na parę dni do kraju rodzinnego pełny jest napięcia i emocji. Przyjechałem na ślub i wesele w czasie którego dostaliśmy wiadomości że ktoś zmarł i ktoś się urodził. To była parafraza całej tej tygodniowej podróży, kiedy to, co wydarza się na przestrzeni długich miesięcy, dostaje się w pigułce. 

Jadąc przez Polskę, po "powierzchni" kraju, nie sposób nie zauważyć wyśmienitych dróg, rozrastających się nekropolii i wielkich robót publiczych. Większość krajów Zachodu to kraje już zbudowane, gdzie raczej reperuję się infrastrukturę a nie buduje nową, w Polsce wciąż jest odwrotnie. A potem wchodzi się po powierzchnię. Ludzie - znajomi, rodzina - stali się starzy. Wujostwo... ile lat ich nie widziałem? Jak to się stało że dobijają 80-tki? A w ogóle jak to możliwe że nikt mi nie powiedział że inny wuj zmarł miesiąc temu?

Na samym weselu było jakoś swojsko, tak jak "kiedyś". Przede mną mur nieznanych twarzy w odpowiednim wieku z gatunku tych które siedzą, nic nie mówiąc i czekają na następne danie. Mężczyźni ożywiali się kiedy nadchodziły kolejne toasty. Ciepła wódka zadziwiająco dobrze "wchodziła" a ja przeniosłem się w sąsiedztwo kuzyna który, niby Tom Cruise, nie zmienił się ani o jotę. Za to jego najstarsza córka urosła chyba dwukrotnie od kiedy ją widziałem ostatni raz i przemieniła się w nastolatkę, szczupłą i chybotliwą niby wybujały słonecznik. 

W trakcie rozmowy zdaję sobie sprawę że dla kuzyna jestem jakąś niezrozumiałą aberracją. Po co siedzę za granicą? Może i zarabiam troszkę więcej, ale przecież jestem daleko od rodziny, domu, kraju. Wyjechałem, założyłem rodzinę "tam" i jestem jak mówca który stracił wątek, pogubił się. Przejechałem pół świata, mówie kilkoma językami ale jednak nic mu nie mogę dać. On za to dzieli się swojską kiełbasą i wyśmienitymi pomidorami z własnej szklarni. To są rzeczy prawdziwe.

Teraz patrzę jak pada deszcz. Myślę o Polsce i nie wiem co myśleć, nie mogę znaleźć odpowiednich słów. To ta sama Polska która 20 lat temu był swojska, teraz pokryła się patyną nowoczesności. Wifi i ładowarki USB w autobusach miejskich, młode chojraczki którzy stali się uprzejmi i już sobie nie dają w mordę, tak niewiele dzieci, i mocny, Ukraiński akcent w sklepach czy nawet u pani anonsującej samoloty na lotnisku. Rząd "opiekujący się" ludem poprzez różne akcje przypominające i uświadamiające, sam lud, który z wielkiej, szarej, nieogarniętej i niepolicznalnej masy rozbił się na pojedyńcze drogocenne jednostki z których każda ma osobną historię, osobowość i którą należy pielęgnować.

Czym jest Polska? Godzina W zastała mnie na krakowskim Rynku, na wprost Mariackiego. Zawyły syreny, przypomniały mi się okrótne fragmenty z "Esther" Chwina. Czy można ująć w słowa albo choćby ogarnąć myślą coś takiego jak kraj rodzinny? Proszę bardzo mogę mówić i pisać o Szwajcarii, ale o Polsce chyba nie dam rady.




... wspomnienia jakie pewne miejsca produkują... godzina W na krakowskim rynku i to pytanie: czym jest Polska?