Saturday, 22 October 2022

Lot do USA

Zaprosili mnie no więc lecę. Ciągle nie wiem do końca po co im prezentacja w temacie który zamknałem kilka lat temu. Lot do US przypomina wyprawę na inną planetę. Po drobiazgowej kontroli dokumentów (paszport, ESTA, Covid) zabierają mnie do specjalnej strefy lotniska, takiej której nigdy jeszcze nie widziałem. Schodzi się pod ziemię, znika szwajcarski blichtr, pojawia się beton, kurz na mocarnych rozpornikach będących elementem fundamentów. Potem jest jazda automatycznym pociągiem poprzez ciemny tunel. W pewnym momencie na specjalnie zsynchronizowanych ekranach na ścianie tunelu wyświetla się idylliczny szwajcarski krajobraz dający złudzenie patrzenie przez okno na Alpy. Przymiły głos Heidi zachwala kraj który własnie opuszczam. Krótki spektakl kończy się zamuczeniem krowy. Trzeba się uśmiechnąć. Ameryka nie może brać Szwajcarii za bardzo na serio, bo tutaj były, a może wciąż są, ukryte konta miliarderów i gangsterów. Oczywiście nadziany amerykański turysta który stanowi ważne źródło dochodu nie o tym ma pamiętać.  


Na specjalnym terminalu nawet ludzie są inni, amerykańscy. Otwarci, pełni energii i ekpresji własnej osoby. Europejczycy wydają się trochę stłamszeni i zakompleksieni, nawet jeśli są to komplekty elegancji i wyższej kultury. Podróżnicy często ubrani ekstra wygodnie, na przykład w trochę zbyt obszerne spodnie, no bo czeka nas przeszło 10 godzin lotu. No i oczywiście samoloty są duże, transatlantyckie.

Ameryka i Europa to dwie twarze Zachodu. Bardzo różne od siebie, o bardzo skomplikownej relacji a jednak z elementem dopełniania się.

Sunday, 16 October 2022

Intelektualna euforia

Mechanika kwantowa jest jak zenowski koan. Zamiast "wyobrażania sobie dźwięku jednej klaszczącej dłoni" mistrz mógłby równie dobrze zapytać o cząstkę która jednocześnie kręci się w prawo i w lewo albo o kota który jest jenocześnie żywy i martwy. Być może, intensywnie myśląc o kwantowym koanie, można dostać oświecenia. Albo oszaleć.

Wyobraźmy sobie Alicję i Robera, legendarne postacie kwantowych eksperymentów myślowych. Alicja poleciała rakietą Muska na Marsa a Robert został na Ziemi. Oboje umówili się że  w pewnym, dokładnie tym samym momencie przeprowadzą eksperyment polagający na rzucie monetą.  Wybija ta godzina, wyciągają monety i rzucają. Jesli monety są w stanie kwantowomechanicznego splątania to za każdym razem kiedy Alicja wyrzuci orzełka, Robert dostanie reszkę. I vice versa. I to dzieje się mimo że sygnał między Alicją a Robertem dzieli dystans którego przebycie zajmuję światłu godziny.

Tegoroczni Nobliści, Clauser, Aspect i Zeiliniger, udowodnili że nie ma tu żadnego triku, że splątanie zupełnie nie zmienia właściwości monet. Tak przed jak i po splątaniu prawdopodobieństwo wyrzucenia reszki czy orzełka jest 50%. Nikt tu nie znaczy kart. Świat po prostu jest taki osobliwy.

O rezultacie takiego eksperymentu można myśleć na wiele sposobów. Na przykład można wnioskować że przed aktem wyrzucenia monety, nie ma ona właściwości bycia reszką lub orłem. Nabywa tą właściwość dopiero w wyniku akcji, oddziaływania z instrumentem który tę właściwość mierzy. Możan też twierdzić,  jak to zwykle robią mechanicy kwantów, że moneta jest w zmieszanym stanie orłoreszkowym. Ale niezależnie jak na to popatrzeć cząstki splątane są ze sobą w szczególnym związku, który za nic ma nieskończone odległości Wszechświata (dotychczasowe eksperymenty osiągnęły odległości rzędu tysięcy kilometrów). Być może światło które dochodzi do nas z odległej gwiazdy jest w stanie splątania z jej atomami i tylko patrząc na nią w jakiś sposób na nią wpływamy?

Piszę o tym bo dziwnym zbiegiem okoliczności zacząłem zapoznawać się z fizyką kwantową bardzo wcześnie i od początku byłem nią zafascynowany. W szkole jeszcze mówiliśmy o zasadach Newtona a ja z wypiekami na twarzy czytałem popularnonaukowe książki o kwantach. Prawdopodobnie to przez te książki zajmuję się zawodowo fizyką, choć to, co robię na codzień, niewiele ma wspólnego ze szlachetną, mózgoskrętną mechaniką kwantową.

Mechanika kwantowa miała dla mnie zawsze ten aspekt bycia poza zasięgiem naszego umysłu, poza tym co potrafimy wykoncypować. Być może jej paradoksalność wynika po prostu z tego, że nasz umysł przyzwyczaił się dzielić świat poznawalny na podmiot i przedmiot? Czyli nasze racjonalne myślenie jest niekwantowe. A jednocześnie trudno sobie wyobrazić że w toku ewolucji w jakiś sposób nasze doświadczenie nie obejmuje jej zasad. Przecież oko, po kilku godzinach siedzenia w ciemnościach, jest w stanie widzieć pojedyńcze fotony. A więc może w jakiś sposób, jakaś część nas jest połączona tym samym splątaniem na przykład z osobami które kochamy? Czy intensywna tęskonota może mieć aspekt kwantowy? Przecież to częsty motyw w naszej sztuce, kiedy coś złego dzieje się komuś, inna osoba na innym kontynencie natychmiast odczuwa niepokój. Albo gdy źle śpimy i budzimy się o piątej a potem dowiadujemy się że tego ranka ktoś z bliskich zmarł. W intelektualnej euforii moglibyśmy szukać tłumaczenia tych zjawisk w kwantowym splątaniu.

Ale trzeba z tym uważać, bo tego nie da się dowieść. To są zjawiska poza intelektem. Musimy zaakceptować granice wyjaśnialności świata pokazywane przez mechanikę kwantową i nie próbować podciągać tych wpółparanormalnych zjawisk pod naukę, bo istnieje strefa poza nauką gdzie znajduje sie ich miejsce. 


ciekawy link:

https://www.scientificamerican.com/article/the-universe-is-not-locally-real-and-the-physics-nobel-prize-winners-proved-it



Sunday, 18 September 2022

Więźniowie interpretacji

Pod papieskim oknem grupa młodych ludzi. Wodzirej-aktywista ma przewieszoną przez ramię tubę. Słyszę niewybredne epitety pod adresem kościoła i samego świętej pamięci Jana Pawła. "Przywódca kryminalnej organizacji jaką jest kościół katolicki". Mocne słowa. W obliczu skwapliwie propagowanych njusów o kościelnej pedofilii w Polsce czy wyzyskiwaniu i mordowaniu dzieci indian w Kanadzie wydaje się to nie pozbawione sensu. A jednocześnie jest pozbawione sensu, bo przecież w imieniu tegoż Kościoła działał na przykład Kolbe a gdyby nie pielgrzymki Jana Pawła do Polski to może dalej tkwilibyśmy pod ręką ruskich carów. Kościół zbudował Polskę na przestrzeni wieków, mit założycielski naszego obecnego kraju jest ściśle związany z tą "kryminalną organizacją". Kto wie czym bylibyśmy gdyby nie Kościół? Może bylibyśmy słowiańskim mocarstwem z pięknym kultem natury, jak wierzą ci, co naoglądali sie Pocahontas? A może bylibyśmy pod butem Germanów? Nie ma sposobu żeby to wiedzieć.

Zmieniam trasę spaceru, nie chcę słuchać tego żenującego aktywisty którego umysł uwięziony jest w pewnej, wyjątkowo ograniczonej interpretacji rzeczywistości. Na tyle uwięziony że nie widzi innej strony, choćby tej oczywistej, propagowanej w kościołach i mediach tego kraju.

Tak się złożyło że mieszkałem w Rzymie kiedy JP2 zmarł i choć nie uważam się za katolika żywię szacunek do tego człowieka, za to kim był i co osiągnął w życiu. I za to że nawet teraz, po śmierci, płaci cenę za to, co zrobił.

Kilka dni później przeglądałem książkę mającą odsłaniać "prawdziwe oblicze" Piłsudzkiego. Autor tak otwarcie przedstawiał antyżydowski punkt widzenia, że tracił wiarygodność po niecałym akapicie. Jakby zebrać do kupy wszystkie teorie o antypolskich spiskach i działaniach to na prawdę trzeba się dziwić jak to jest, że ten kraj jeszcze istnieje.

I wreszcie dochodzę do do tej strony "Pamiętnika pisanego później" Stasiuka w której mówi on o Polsce. Oddycham z ulgą, pochłaniam te jego krótkie zdania, trafne i zaskakujące porównania które już dawno powinny mi się znudzić, bo tak często zahaczają o powtórzenie, bo są do siebie podobne a jednak znowu i znowu co parę stron jest jakieś zdanie wywołujące uczucie małego oświecenia, coś niesamowicie trafnego, egzystenjalnego, jakaś prawda ludzka która jasno wskazuje miejsce dla tych wszystkich innych bzdur.

Friday, 26 August 2022

Podróż do Polski, podróż w czasie

Dla notorycznego emigranta, jakim jestem, przyjazd na parę dni do kraju rodzinnego pełny jest napięcia i emocji. Przyjechałem na ślub i wesele w czasie którego dostaliśmy wiadomości że ktoś zmarł i ktoś się urodził. To była parafraza całej tej tygodniowej podróży, kiedy to, co wydarza się na przestrzeni długich miesięcy, dostaje się w pigułce. 

Jadąc przez Polskę, po "powierzchni" kraju, nie sposób nie zauważyć wyśmienitych dróg, rozrastających się nekropolii i wielkich robót publiczych. Większość krajów Zachodu to kraje już zbudowane, gdzie raczej reperuję się infrastrukturę a nie buduje nową, w Polsce wciąż jest odwrotnie. A potem wchodzi się po powierzchnię. Ludzie - znajomi, rodzina - stali się starzy. Wujostwo... ile lat ich nie widziałem? Jak to się stało że dobijają 80-tki? A w ogóle jak to możliwe że nikt mi nie powiedział że inny wuj zmarł miesiąc temu?

Na samym weselu było jakoś swojsko, tak jak "kiedyś". Przede mną mur nieznanych twarzy w odpowiednim wieku z gatunku tych które siedzą, nic nie mówiąc i czekają na następne danie. Mężczyźni ożywiali się kiedy nadchodziły kolejne toasty. Ciepła wódka zadziwiająco dobrze "wchodziła" a ja przeniosłem się w sąsiedztwo kuzyna który, niby Tom Cruise, nie zmienił się ani o jotę. Za to jego najstarsza córka urosła chyba dwukrotnie od kiedy ją widziałem ostatni raz i przemieniła się w nastolatkę, szczupłą i chybotliwą niby wybujały słonecznik. 

W trakcie rozmowy zdaję sobie sprawę że dla kuzyna jestem jakąś niezrozumiałą aberracją. Po co siedzę za granicą? Może i zarabiam troszkę więcej, ale przecież jestem daleko od rodziny, domu, kraju. Wyjechałem, założyłem rodzinę "tam" i jestem jak mówca który stracił wątek, pogubił się. Przejechałem pół świata, mówie kilkoma językami ale jednak nic mu nie mogę dać. On za to dzieli się swojską kiełbasą i wyśmienitymi pomidorami z własnej szklarni. To są rzeczy prawdziwe.

Teraz patrzę jak pada deszcz. Myślę o Polsce i nie wiem co myśleć, nie mogę znaleźć odpowiednich słów. To ta sama Polska która 20 lat temu był swojska, teraz pokryła się patyną nowoczesności. Wifi i ładowarki USB w autobusach miejskich, młode chojraczki którzy stali się uprzejmi i już sobie nie dają w mordę, tak niewiele dzieci, i mocny, Ukraiński akcent w sklepach czy nawet u pani anonsującej samoloty na lotnisku. Rząd "opiekujący się" ludem poprzez różne akcje przypominające i uświadamiające, sam lud, który z wielkiej, szarej, nieogarniętej i niepolicznalnej masy rozbił się na pojedyńcze drogocenne jednostki z których każda ma osobną historię, osobowość i którą należy pielęgnować.

Czym jest Polska? Godzina W zastała mnie na krakowskim Rynku, na wprost Mariackiego. Zawyły syreny, przypomniały mi się okrótne fragmenty z "Esther" Chwina. Czy można ująć w słowa albo choćby ogarnąć myślą coś takiego jak kraj rodzinny? Proszę bardzo mogę mówić i pisać o Szwajcarii, ale o Polsce chyba nie dam rady.




... wspomnienia jakie pewne miejsca produkują... godzina W na krakowskim rynku i to pytanie: czym jest Polska?


Thursday, 7 July 2022

Do ruskich

Zachód jest taki troszeczkę przegniły, zawsze taki był. Być może stęchlizna zgnilizny jest nieodłącznie związana z demokracją i wolnością? I oczywiście ze względnym dobrobytem. Ale Zachód non stop próbuje siebie naprawić (patrz choćby ostatni owczy pęd w EU do niby-ekologicznych aut elektrycznych) i rozgląda się za alternatywami.

Wielu ludzi których znam na Zachodzie kocha się w romantyźmie krajów które z Zachodnimi wartościami nie mają nic wspólnego. Przykładem jest Arabia, ta z baśni tysiąca i jednej nocy, z bogactwem sułtanów, magią, barbarzyństwem i silnymi emocjami. Wiele osób jest także zafascynowanych bezkresnością śnieżnej Rosji doktora Żiwago. 

Tak przynajmniej było do 24-go lutego kiedy ta bezkresna Rosja, pod fałszywymi pretekstami, wywołała krwawą wojnę z Ukrainą, która nadal trwa. Nagle upadła kurtyna, Rosja okazała się krajem porównywalnym z faszystowskimi Niemcami, z propagandą w stylu Goebbelsa i Putinem grającym cara który paternizująco poucza cały świat a jednocześnie, bez chwili wahania, gra życiem milionów w Afryce.

Być może Zachód powinien stracić ostatnie złudzenia co do tego, że odpowiedzi na swoje problemy znajdzie w innych cywilizacjach. Na pewno nie pomogą kraje Arabskie z religią głęboko niezgodną z podstawami Zachodnich wartości, na pewno nie pomoże też Rosja z kulturą brutalnego kłamstwa, przemocy i wojny. To już lepiej patrzeć na daleki wschód, Indie, Chiny, Japonię czy Tajlandię. Ale przede wszystkim Zachód nie powinien odrzucać tego, co sam osiągnął, tego czym się stał. A zmiana, rozwój, poszukiwanie są głęboko zakorzenione w Zachodnim systemie. Cywilizacja Zachodu jest cywilizacją podróży w nieznane. Tylko że tym nieznanym jest świat głęboko demokratyczny, wolny, otwarty i oparty na nauce. To ciekawe, ale takiego świata jak dotąd w historii na tą skalę nie było. Podczas gdy Rosja po prostu próbuje odtwarzać carat, Arabia trzyma się islamskich zwyczajów, i tak dalej.

Thursday, 23 June 2022

Upały

Nadchodzi najkrótsza noc w roku a upały sięgają 33 stopni. Przypomina mi się Asia, koleżanka z czasów studiów, która zawsze twierdziła że dla niej sesja letnia nie istnieje. Po prostu wyjeżdżała na wakacje i zdawała wszystkie egzaminy we wrześniu.

Kiedy parę lat temu zbudowałem sobie zegar z czujnikiem temperatury i ciśnienia oparty na Raspberry Pi, nie sądziłem że mój prymitywny UI, oparty na module pygame przetrwa próbe czasu. A tymczasem przetwał, i to nawet łącznie z kilkoma przeprowadzkami. Na początku mierzył tylko jednym czujnikiem umieszczonym za zegarem, potem dodałem drugi czujnik na tarasie lub balkonie. No i tak sobie mogę porównać ewolucję temperatur w czerwcu na przestrzeni kilku lat i kilku miejsc... Generalnie niczemu to nie służy, ale jest fajna zabawa.

Lato jest szczególnym okresem. Jest widno do 22:30 i nie można spać. Zdarza się masa niespodziewanych rzeczy, to jakaś widowiskowa burza, to chęć spaceru o północy, to drink z sąsiadami przez balkon, to rozmowa przy popołudniowej kawie która zamienia się w kolację i gadanie do późna. Takie jest lato w Europie.




Saturday, 11 June 2022

Spostrzeżenia związane z jazdą samochodem

Od dwu miesięcy widuję na szwajcarskich autostradach auta na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Owszem, widywałem tutaj ukraińskie rejestracje wcześniej, ale zwykle były to zdezelowane furgonetki (trochę jak polskie 20 lat temu), a teraz widuje się całkiem przyzwoicie wyglądające SUVy, o formach zwykle nie spotykanych na Zachodzie. Jadą jakoś tak wolno, wolniej niż inne auta, jakby byli ostrożni a może jakby nie do końca wiedzieli gdzie mają jechać. Pojawia sie pytanie co tu robią? Ewidentnie jest to ukraińska klasa średnia. Czy zwiedzają Europę przeczekując wojnę która trawi ich kraj? Czy są w jakichś tajnych misjach, przewożą kamizelki kuloodporne czy nawet jakąś broń? Ukrainiki które znam a które uciekły przed wojną do Szwajcarii nie wiedzą. Przypuszczają że to uchodźcy nie wiedzący co zrobić z czasem... ale z drugiej strony zwłaszcze jedna z nich często jeździ do domu. Samolot do Warszawy a potem autokar. Prawie normalinie, tylko chwilowo nie ma bezpośrednich lotów do Kijowa.

Zatrzymuję się na przyautostradowym postoju. Dochodzę do siebie po dwu godzinach pędzenia, po szumie przemykającego powietrza. Kontestuję że trzeba pewnego czasu aby dojść do siebie. W fizyce powiedzielibyśmy że proces dochodzenia do siebie ma stałą czasową, która jest pewnie rzędu kilku lub kilkunastu minut. Skąd się bierze taki czas? Czy to okres potrzebny aby elektryczna aktywnośc neuronów ustabilizowała się? Czemu stała czasowa dochodzenia do siebie nie zajmuje mikrosekundy? I co by było gdyby zajmowała dobę?


I kiedy tak powoli wspomnienie autostradowego szumu ustaje, myślę ni z tego ni z owego o ostatniej jeździe taksówką w pewnym wielkim mieście i o tym spostrzeżeniu że jechanie wydaje się swego rodzaju 'pasywną czynnością', trochę jak oglądanie telewizji, bo gdy auto stawało na światłach to przez tą chwilę postoju byłem trochę zdezorientowany, jakbym nie miał co robić a kiedy jechało mój umysł wypełniał ruchomy obraz chaotycznych ulic. Te postoje były troche jak natrętne reklamy w telewizji, ktorych nie chce sie tak na prawdę oglądać.

Właśnie, to ciekawe że oglądanie telewizji, choć z gruntu pasywne, jest czynnością...

I to ciekawe że kiedy auto jedzie ulice absorbują uwagę a jak stanie na światłach zbyt mało sie zmienia i czujemy chwilową nudę, bezczynność i dezorientajcę...