Friday, 8 October 2021

Mermoz i Demian

Kiedyś, gdy byłem młody i głodny wszystkiego, czytywałem po sto i więcej kasiążek rocznie. Pożerałem je niemalże masowo. Potem zaczęło się to zmieniać, z powodu zaawansowanej pracy miałem mniej czasu no i musiałem - muszę - czytać masę dokumentów technicznych. I choć od czasu jak skończyłem liceum nie miałem telewizora to przecież pojawił się nieszczęśny internet z potralami zoptymalizowanymi na przyciąganie naszej uwagi... niestety uzależnienie od tego dziadostwa nie ominęło też mnie.

Czytuję nadal, ale znacznie mniej. Czytuję też w inny sposób. Mam w sobie jakby już wystarczająco dużo treści, z książek ale przede wszystkim z życia. Mam w sobie wystarczająco dużo obrazów i śmiesznym wydaje mi się niegdysiejsze pragnienie żeby sfotografować cały świat. Wspomnienia, treści, obrazy przelewają się poprzez brzegi naczynia jakim jest moja pamięć, a więc czytanie książek dla ich treści, choć wciąż ważne, jednak straciło na znaczeniu. Literaturą piekną się delektuję, nie wzbraniam się przed powtórnym przeczytaniem jakijś pozycji.

I tak na przykład w wakacje przeczytałem, a właściwie przesłuchałem w czasie tysiąckilometrowych podróży autem, "Demiana" Hessego. W notatniku w którym od czasu jak miałem 15 lat zapisuję tytuły przeczytanych książek, "Demian" ma pozycję 153 z datą sierpień 1992, a więc 29 lat temu.

Jak mnie wtedy poruszył! "Mistycyzm - zupełne nowa jakość!" - napisałem jako nastolatek. "Tylko zakończenie sprawiło mi zawód. W ogóle powieść jest raczej przeciętna literacko. Ale gdzie jest moja droga? Jest inna niż Sinclaira." - pisałem dalej.

Teraz, 29 lat później, "Demian" znowuż nie zachwycił pięknem literackim a na dodatek obudził trochę wątpliwości dotyczących związków przedstawionego obrazu świata z faszyzmem (tym oryginalnym faszyzmem z czasów Hitlera, a nie tym który teraz politycy obrzucają się tak często, że słowo to utraciło swoje lodowate, ponure znaczenie) który próbował zmienić świat i tego rodzaju mistycyzmu używał.

Ale miało być o Mermozie. Dobra znajoma zarekomendowała mi tą książkę Kessela i postanowiłem przeczytać ją w oryginale. I to była literacka uczta, choć oczywiście literacki francuski jest dla mnie trudny, więc szło dość wolno. Ale Kessel pisze tak dosadnie, tak precyzyjnie, jakby trafiał słowami w sam środek tarczy. "Mermoz" to 400 stron literackiej esencji. 

Sam Mermoz był jednym z pionierskich pilotów w czasach gdy dwupłatowce rozwijały prędkości rzędu 120 kilometrów na godzinę o gdy nawalał silnik (co się zdarzało nagminnie) lądowało się na jakiejś łące czy plaży i wyciągało narzędzia aby naprawić awarię. Saint-Exupery był kolegą Mermoza, latali razem dla pierwszej poczty lotniczej łączącej Francję z Ameryką Południową. Kessel znał Mermoza osobiście.

Na koniec cytat opisujący legendarnego pilota: "Archange glorieux, neurasthenique profond, mystique, resigne, paien eblouissant, amoureux de la vie, incline vers la mort, enfant e sage, tout cela etait vrai chez Mermoz, mais tout cela etait faux si l'on isolati chacun de ces elements. Car ils etaient fondus dans une extraordinaire unite."

Przepiękny!

Thursday, 19 August 2021

Intencja

Wydaje mi się że angielski ma pewien problem ze słowem intention, bowiem, moim zdaniem, ma ono dwa znaczenia których angielski nie rozróżnia. Pierwsze znaczenie można przetłumaczyć jako "zamiar": na przykład mam zamiar podnieść rękę. Zamiar to jest coś, co formuje się w umyśle a potem znajduje przełożenie na czynność, zdarzenie czy proces w świecie materialnym. Zamiar jest czymś co znajduje się dokładnie na granicy między umysłem i materią, ale wciąż po stronie umysłu. Materia oddziaływuje na umysł poprzez zmysły a umysł oddziaływuje na materię poprzez zamiary (a potem mięśnie).

Drugie znaczenie angielskiego intention to ... intencja! Poza mszami "w intencji" kogoś czy czegoś można wykonywać różne inne działania. Moja instruktorka jogi zawsze na początku prosiła abyśmy zaczynali sesję asan od wybrania intencji. Uważała że dzięki temu będziemy ćwiczyć lepiej, z większym poświęceniem (także, ćwicząc w jakiejś intencji, zrzekamy się siebie, własnego egoizmu). Ta intencja nie przekłada sie na świat materialny tak bezpośrednio jak zamiar. Ale taka intencja wpływa na motywację która ma ogromny związek z jakością działań w świecie materialnym. W tej intencji drzemie więc duży potencjał i energia przekształcania materii.

Tuesday, 20 July 2021

Czas skuterów

Nadeszło lato i młodzi francuzi wyciągnęli z garaży swoje brzęczące skuterki. Zastanawiam sie czasem kto je pozwala zarejestrować? Jest taki jeden co przejeżdża pod moim oknem codziennie około 7:30. Brzęczenie silniczka słychać już z około kilometra. Nadchodzi. Najpierw zagłusza ptaki, potem zagłusza wszystko. Zastanawiam się czy on w ogóle coś słyszy przez parę godzin po takiej jeździe? Może w pracy z nikim nie musi rozmawiać? Czy czasem zastanawia sie jak jego skuterek psuje parę chwil tysiącom ludzi wzdłuż drogi jego przejazdu? Czy ma wszystkich po prostu gdzieś?

Kontrastem jest Azja. W wielu krajach (np. Chiny) tam już od dawna ludzie przesiedli się na skutery elektryczne. Inne praktycznie nie istnieją. Pamiętam to z Szanghaju z roku 2013, czyli 8 lat temu. Zero brzęczenia, zero spalin. Taki transport w miastach ma na prawdę duży sens.

Ale Europa jakoś uparła się być w ogonie rozwoju. Owszem, widzę sporo elektrycznych rowerów, zwłaszcza po Covidzie. Bruksela chce wprowadzić wszędzie tylko elektryczne samochody, co wydaje się mieć mały sens wobec faktu że większość energii elektrycznej i tak jest produkowana z paliw kopalnych.  Ostatecznie niemiecko-rosyjski Nordstream 2 to pochodna zamknięcia niemieckich elektrowni jądrowych. Teraz kupują prąd we Francji, "eskportując", podobnie jak Włosi, ryzyko nuklearnej awarii do innych krajów. A tymczasem spalanie gazu ziemnego w elektrowni to przecież "eksportowanie" produkcji CO2 poza miasta. W miastach ma być czysto, bo większość wyborców żyje na terenach zurbanizowanych.


Friday, 9 July 2021

Instytut Polsko-Niemiecki


Jako doświadczony emigrant znam całkiem sporo różnych formalnych czy nieformalnych instytucji czy grup polskich za granicą. Jest taka jedna co się wyróżnia: Deutsches Polen-Institut w Niemczech, w Darmstadzie. Pracowałem niegdyś w tamtych okolicach i wciąż dostaję od nich maile.

Deutsches-Polen Institut wyróżnia sie tym, że maile które wysyłają są wyłącznie po niemiecku, a więc ewidentnie są adresowane albo do samych Niemców albo do zasiedziałych Polonusów.  Ale lista ludzi którzy dostają te maile 'z automatu' jest długa, na przykład objęła mnie, kiedy zacząłem pracę w tamtejszym labolatorium. Podobnie jak wielu innych znanych mi Polaków nigdy się z niemieckim na tyle nie otrzaskałem aby z łatwością czytać po niemiecku ogłoszenia dotyczące polskich spraw. Jest to raczej jakieś takie urągliwe i jest demonstrowaniem braku szacunku dla polskości i Polaków. Tak to odbieram.

Ale sprawy stosunków polsko-niemieckich są o wiele bardziej zawikłane. Znam rodaków którzy wprost głoszą wyższość uporządkowanej niemieckości nad chaotyczną i zdezorganizowaną polskością. Ojciec mojej młodzieńczej miłości wyjechał do Niemiec i z odrazą mówił o Polsce. Kolega w pracy nie posuwał się tak daleko ale twierdził że polski opór wobec germanizacji w zaborze pruskim był ... oporem Polaków wobec edukacji w ogóle! 

I, jak zwykle, nie sposób nie przyznać trochę racji każdej ze stron. Jakby nie było od najdawniejszych czasów braliśmy przykład z niemieckich praw i porządków, jeździliśmy autami zaprojektowanymi przez niemieckich inżynierów i nie sposób odmówić niemieckiej organizacji swego rodzaju mistrzostwa. Ale czy to nie idzie w parze z tym, że tylko tak zdyscyplinowany naród jest w stanie wywołać wojnę na skalę II wojny światowej i zabijać ludzi w perfekcyjnie zorganizowanych fabrykach? 

Swego czasu byłem na spotkaniu z Chwinem. Było to spotkanie zorganizowane przez Deutsches-Polen Institut w Darmstadzie, niedaleko pieknej Mathildehoche. Chwin opowiadał o swoich pięknych książkach. I opowiedział jak kiedyś, bodajże w Hamburgu, jakiś stary Niemiec po prezentacji podszedł do niego i powiedział że znał szpital w którym pracował Hanneman. Chwin spytał go czy to prawda że w tym szpitalu w czasie wojny opracowywano technologię wyrobu mydła z ludzkich szczątków. Niemiec odpowiedzał coś w stylu: "nie wiem, ale jeśli nawet to co z tego? Takie były rozkazy..."...

I jakoś tak wolę być Polakiem niż Niemcem.

Sunday, 20 June 2021

Uniwersalizm filozofowania, partykularizm życia

Znalazłem moje własne notatki z roku 2003, notatki z rozmowy z Christophem, samotnym (wtedy, dziś ma żonę i dwójkę dzieci) profesorem fotografii w Arles. Rozmawialiśmy o ogólności i szczególności. Christoph krytykował moją potrzebę i dażenie do uniwersalizmu. Uważał że trzeba wychodzić od partykularyzmu aby dotknąć uniwersalizmu. Mówił że potrzeba uniwersalizmu jest pochodną katolickiego wychowania.

Na przykład nie ma uniwersalnych fotografii, uniwersalnej literatury. Nie ma uniwersalnych kobiet. Każde zdjęcie przedstawia jakąś rzecz, opowiadanie opowiada konkretną historię, jest umieszczone w konkretnym czasie i miejscu. A jednak w jakiś sposób, poprzez te konkretne obiekty czy historie przebijają się prawdy uniwersalne, jakby uniwersalność była ekstraktem zawartym w każdej z rzeczy konkretnych. 

Czy na pewno w każdej? No bo przecież oprócz dobrej literatury jest też ta słaba, oprócz wybitnych zdjęć są też takie średnie, oprócz kobiet wspaniałych z którymi chciaoby sie spędzić życie są też te z którymi jest się bez przekonania. Hm, rzeczywistość nie lubi uogólnień...

Ale po latach szukania, mamy tych kilka ulubionych historii, ulubionych książek, kilku ulubionych fotografów. Po latach szukania, mamy (lub powinniśmy mieć) też jedną kobietę czy jednego mężczyznę którą/którego znamy tak dogłębnie i kochamy tak bardzo że poprzez niego/nią dotykamy wszystkich najważniejszych, najbardziej uniwersalnych aspektów istnienia.



Thursday, 13 May 2021

Czytanie

Kiedyś czytałem ogromne ilości książek. Pochłaniałem książki jak przysłowiowe ciepłe bułeczki. Zapisywałem tytuły, krótkie komentarze.  Dzisiaj większości z nich już nie pamiętam. Czytam mało innej literatury niż ta, która jest mi potrzeba do pracy. To smutne i chciałbym to zmienić...

Ale dochodzę też do wniosku że ilość nie przeradza się w jakość i że może czasem lepiej czytać wciąż tą samą książkę, zgłębiać ją, przez to łączyć ją z własnym życiem. W ten sposób idee z książki mają większe szanse się realizować. 

Tych dobrych idei dotyczących życia, które są przekazywane przez książki,  nie jest tak wiele. Można je znaleźć w wielu książkach. "Wilk stepowy" Hessego, "Zen i sztuka obsługi motocylka" Roberta Pirsiga, "Droga miłującego pokój wojownika" Dana Millmana, "Dziecko w czasie" Iana McEwana (albo "Czarne psy"), "Szpica" Zygmunta Haupta... 

Ah, wymieniłem te książki i trochę zmieniłem zdanie w sprawie czytania wielu książek. Tak, warto! Ale tym niemniej warto też kilka z nich studiować, czytać wielkrotnie, wypisać ponadczasowe cytaty i pozwolić im wejść w naszą codzienność.

 

Tuesday, 11 May 2021

Maj

Maj to jest bardzo dziwny miesiąc. Z jednej strony szaleńczo piękna wiosna, gdy wszystko się budzi a czas i okazje zdają sie przeciekać przez palce, z drugiej jest masa pracy. Tak było od zawsze: jako student przygotowywałem się do sesji a potem zawsze było to nagromadzenie ważnych konferencji i workshopów właśnie w maju. Jest jeszcze trzecia strona: Maj zawiera dużo długich weekendów.

Taki paradoksalny jest Maj.