Monday, 18 January 2021

Biała transformacja

Często dokonuje się w nocy, ale tym razem zaczęła się po południu. Jest niezlaeżna od nas, nie można jej zaradzić. Zmienia cały świat, przykrywa go białą warstwą puchu, sprawia że samochody jeżdżą wolniej albo lądują w rowach i że okoliczne pagórki stają się miejscem do całodziennych zabaw dzieci.

Dlaczego większość z nas lubi śnieg, skąd bierze się radość patrzenia na tą białą konwersję pejzażu? Czy chodzi o aspekt tylko estetyczny? O zaniknięcie detali, ukrycie brudu, uproszczenie rysunku który przedstawia świat, o swego rodzaju konwersję 'high-key', przypominającą poetyczne chińskie obrazy?  A może chodzi też o dziwną ciszę związaną z białym puchem? Skąd ona się bierze? Przez mniejszą ilość aut na drogach czy może puch ma zdolność wyciszania dźwięków?

Śnieżna zima przywraca wiarę w to, że porządek rzeczy wcale nie jest tak bardzo zachwiany.


Wygenerowane przez DALL-E 3.


Tuesday, 29 December 2020

Zwartość, czujność, gotowość

Znowu San Lorenzo tonące w psim gównie (czy tylko psim?) gównie bo nikt nie sprząta tu po czworonogach nawet jeśli narobią na środku ulicy. Auto trzeba zaparkować w podejrzanym miejscu bo samo San Lorenzo jest strefą płatnego parkowania a opłaty sa słone. Mała się nudzi i ogląda za dużo telewizji. Wychowanie dzieci w dzisiejszych czasach jest trudne. Nie ma babci która gotowałaby coś interesującego w kuchni, nie batrdzo można wyjść na fascynujący spacer do lasu ani ulepić bałwana bo tutaj przeciez pada deszcz. Zostają puzzle i próby przekonana dziecka że czytanie jest bardziej interesujące od wciąż tych samych kreskówek. No i może wycieczka do parku, bo mimo częściowego lockdownu wyjść się da a tam są małoletni przyjaciele i godziny mijają niepostrzeżenie. 

fot. Giulia L.S.

Tymczasem kreskówki dostarczają przyjemności wyłączenia umysłu. Taka przyjemność jest nam wszystkim czasem potrzebna, ale na chwilę. Cześć ludzi rozumie szczęscie jako pasywne 'otrzymywanie', dążenie do relaksu, do jeszcze jednego kieliszka zibibbo a druga część znajduje satysfakcję w aktywnym robieni czegoś, zmienianiu świata. Ci drudzy są jakoś zwarci, umiejący o siebie zadbać, mniej polegający na innych, niezależni, gotowi do działania, pełni energii i czujni na to, co dzieje się dookoła i z nimi. Ci pierwsi są często chaotyczni, rozlaźli, kłopotliwi dla całego świata. Wciąż trzeba na nich czekać.

Ludzie pracy, ludzie wsi są zdecydowanie aktywni, znajdują satysfakcję w oddziaływaniu na świat. Tak sobie myślę i wspominam moją babcię, która pewnie by się wkurzała na brak odpowiedzialności tych, którzy żyją dla własnej przyjemności, bo prędzej czy później ktoś kto jest tak nie żyje będzie musiał o nich zadbać. Autnonmiczność życia własnego, zdolność zadbania o sibie, była kiedyś mocniej wpajana dzieciom. 

Ale, jak zwykle, to nie koniec wątku. Wątki myślowe są jak nici, które można snuć bez końca, przeplatać, zapętlać i zawracać. Tym razem dorzućmy fakt istnienia ludzi którzy przekraczają granice i normy tym samym wproewadzając element destabilizujący, pozwalając na przyspieszony rozwój czy to społeczy czy naukowy albo artystyczny. Ci ludzie mogą mieć problem z byciem czujmnym, zwartym i somowystarczalnym. Duża część ich umysłów pochłonięta jest innymi zagadnieniami, których nie da się, bez maksymalnej koncentracji, rozwiązać. Ci ludzie łamią społeczne normy bo muszą. Potrzebują tego.

Ale czy tych specjalnych ludzi nie zrobiło się za dużo? Czy łamanie notrm nie stało się normą? I czy faktyvcznie wszystscy łamiący normy są zarodkami wybitnych artystów, filozofów czy pisarzy? A może to tylko galopujący indywidualizm, który od pewnej skali jest antynomią zrównoważonego społeczeństwa?


Friday, 18 December 2020

Wolność

"Wolność jest wtedy, gdy zapominasz pisowni nazwiska tyrana" - powiedział poeta, bodajże Josef Brodski - i miał na myśli wolność polityczną, wolność słowa. Czy dzisiaj mamy taką wolność, skoro nawet Unia Europejska - rząd technokratów - nie jest demokratyczna a z powodu Covida rządy wszystkich państw wprowadziły najróżniejsze ograniczenia wolności? Wielu, bardzo wielu mówi że tracimy wolność, jesteśmy coraz bardziej szykanowani to przez władzę, odbiera nam się różne możliwości robienia rzeczy. Mają rację. Przepychanka między tymi, co chcą rządzić a tymi, co chcą być wolni jest wieczna.

Ale przecież istnieje też wolność bardziej intymna, wolność która płynie w żyłach, zupełnie fundamentalna wolność oddychania i czucia. Objawia się ona kiedy wchodzimy do lasu i bierzemy głęboki oddech, albo z radości z ruchu ciała w tańcu. Niektórzy by powiedzieli że to zaledwie poczucie radości pochodzące z obcowania z naturą albo doświadczania własnego ciała, ale sądzę że jest to też wolność i swoboda. To jest wolnność którą o wiele trudniej jest odebrać niż wolność polityczną. I często nie korzystamy wystarczająco tej wolności! Może nawet częściej jej nie wykorzystujemy gdy jesteśmy wolni politycznie i gospodarczo niż kiedy jest nad nami tyran i niewiele więcej poza tą wolnościa krwi nam pozostaje.



Monday, 16 November 2020

Dwie strony fantazji

Nasze pokolenie, końca XX wieku, już się wychowało na kreskówkach i filmach dla dzieci. Nasze dzieci spędzają jeszcze więcej czasu w tych światach wyidealizowanych, pełnych magicznych mocy, o kolorach czystych, w tych światach bez zapachu, bez przeciągów, wiatrów, kałuż, przyrody wdzierającej się wszędzie i chłodu. Załoga G, delfin Um, Batman, Superman, wszędzie świat jest wyczyszczony, opozycja krowiego łajna które zalega na łakach, drogach i ścieżkach dawnych wsi (ostnio widziałem coś takiego na Ukrainie kilka lat temu).

Psychologia twierdzi że dobrze jest fantazjować, bo to rozwija kreatywność, empatię i tak dalej. Ponoć dzieci w ten sposób trenują różne sytuacja społeczne. Odgrywają konflikty, trudne rozmowy, testują pomysły. Sam fantazjowałem ogromnie dużo. Dostawałem setek nagród nobla z różnych dziedzin, wygrywałem olimpiady, przeżywałem rózne przygody, czasami zainspirowane książkami czy filmami.

Czy jednak nadmiar fantazjowania nie odciąga nas od twardej rzeczywistości w której nie mamy kontroli nad tym co się wydarza, od natury, która nie jest czysta, higieniczna i zawiera te wszystkie doznania (jak zbyt silne światło słońca które przeszkadza, zatkany nos, kręgosłup bolący od długiego siedzenia itp, itd) które w fantazjowaniu tak łatwo pominąć.

Myślę o tym teraz, gdy mieszkam w drewnianym domu, kiedy rano jest zimno i trzeba napalić w kominku, w nocy hałasuje popielica, kiedy wieje to dach wydaje się odlatywać a jak sie wyjdzie na zewnątrz to zalatuje z lekka gównem nie wiadomo do końca czy od francuskich krów na niedalekim polu czy od szamba z którym ciągle są kłopoty. A więc myślę o tym i wcale mnie to nie brdzydzi ani nie zniechęca, lubię tą rzeczywistość, błoto, kałuże po deszczu który spadł w nocy, lubię ten chłód na skórze. Kiedyś chciałbym od tego uciec w komfort nowoczesnego dobrze izolowanego apartamentu a teraz mam wrażenie że jak już się przeprowadzę, bo przeprowadzić się muszę, to będzie mi tego chłodu i smrodu trochę brakowało.


Tuesday, 10 November 2020

Borsuk

Wczoraj wracałem późno pustawymi drogami i dróżkami wschodniej Francji zamkniętej w niby-lockdownie. Pod koniec jechałem wolno wąską drogą i nagle zobaczyłem jego, pana borsuka, strachliwie wspinającego się na niewielką skarpę pobocza. Zatrzymałem się, podziwiałem go przez tą chwilę dopóki nie zniknął w ciemnościach.

Nie wiedziałem ale, mniej więcej wtedy, może trochę wcześniej zmarł przyjaciel. Pierluigi miał 80 i parę lat, więc zdecydowanie był w grupie ludzi którzy już zbyt długo nie pożyją, ale gdy widziałem go niecały miesiąc temu jeszcze żartował sobie z tego, że jego żona ma pozytywny test na Covida. Zawsze elegancko ubrany, przywołujący w dyskusjach filozofów i artystów, włoski inżynier mechanik który zmienił sposób w jaki ludzkość projektuje duże obiekty które mają się poruszać ruchem cyklicznym, jak na przykład tak zwane gantry. Jego ulubioną zasadą projektowania było odejmowanie części zbędnych, choć wielu uważało je za konieczne. "Przeciwwaga? A po co? Przecież motor elektryczny z odpowiednią ilością przekładni, dostępny komercyjnie, może utrzymać te parę tysięcy kilogramometrów momentu obrotowego".

Wróciłem do domu po pracy i z premedytacją oddałem się tym czynnościom, zaplanowanym z wyprzedzeniem tak, aby się wyrobić ze wszystkim w tych dniach, kiedy jest tak wiele do zrobienia. Próbowałem, ze zmiennym szczęściem, robić rzeczy z długiej listy. Jedna pod drugiej. Tak jakby nic sie nie stało. Wbrew temu co sie działo we mnie. Wbrew smutkowi.

Ale też gniewało mnie wspomnienie tych wszystkich idiotów którzy jeszcze niedawno twierdzili że Covid to wielka ściema, zmowa Billa Gatesa i urzędników nieformalnego "rządu światowego" i że w ogóle żaden wirus nie istnieje a relacje telewizyjne ze szpitali są przesadzone. Albo ci wszyscy youtubowi kretyni którzy we wszystkim o czym donoszą światowe media dopatrują się spiskowych teorii i wpływu antygrypowych szczepionek. 

Tymczasem drugi lockdown we Francji wcale nie zasługuje na swoja nazwę. Owszem, na ulicach jest trochę mniej aut, wiele sklepów jest pozamykanych, ale większość ludzi chodzi do pracy a dzieci chodzą do szkoły. Tego co się dzieje nie widać na ulicach. Większość łóżek intensywnej terapii jest zajęta przez pacjentów z Covidem. Największy szpital w Genewie jest pełen, ale Szwajcarzy mają jeszcze wolne łóżka w prywatnych klinikach. Starają się nie stresować. Wszyscy liczą że szczyt epidemii jest właśnie teraz i ża za parę dni będzie już lepiej.

Friday, 30 October 2020

Problemy moralne

Czy można przejść przez życie nikogo nie krzywdząc? Czy komuś to się w ogóle udało? Czy Jezus nie zabił nawet mrówki? Takie mnie dzisiaj nachodzą myśli. Tak, ktoś mi nawrzucał, za coś co - tak - zrobiłem i czego - tak - żałuję. I miał ten ktoś rację, przynajmniej częściowo, ale w dużej części. I mam na swoja obronę to i owo, własne trudności w tamtym okresie - nie było łatwo - ale koniec końców to tylko wymówki. Więc jak jest, taki byłem? Niedobrym człowiekiem byłem? Na tyle nieuważnym że nie spostrzegałem że robię źle? Na tyle niedoświadczonym aby nie rozumieć, nie zdawać sobie sprawy? Na tyle brakowało mi empatii aby nie wyczuć jak moje czyny raniły kogoś? A może nadal taki jestem i zrobiłbym znowu to samo?

Jest piątek wieczór, jest kolejny lockdown a ja myślę o tym i ... czuję się żywy, bardziej niż w wielu innych momentach. Czuję swoją odpowiedzialność, czuję swoją winę, czuję.... Czyli przechodzę takie małe katharsis. Czy to to jest krok w stronę przebaczenia? Czy przebaczenie jest unieważnieniem, czy zostawia nas znowu czystymi, niewinnymi?

Tyle pytań... a w końcu ta myśl nastraszniejsza. Co jeśli musimy zrobić coś złego, aby odczuć na własnej skórze naturę zła. Bo teoria teroią ale prawdziwa nauka jest praktyczna. Możemy przeczytać milion książek o moralności, ale ważniejsze będzie zobienie czegoś złego i przeżycie tego uczynku do końca, wypicie tego kielicha do dna, bo dopiero to nas może uczynić lepszymi, nie kursy moralności, bajania o dobrym i złym.... A to oznacza że zła nie da się nigdy usunąć, pewna doza zła jest niezbędna aby istniało dobro, nie tylko jako przeciwwaga ale dlatego że nauka moralności jest ćwiczeniem praktycznym, jak zresztą większość tego czego uczą się umysły (chyba z nielicznymi wyjątkami).

Dlatego też nie ma sensu dążenie do idealnie sprawiedliwego społeczeństwa. Pewną dozę niesprawiedliwości należy tolerować, bo ona pozwala rosnąć jednostką, choćby dostarczając im paliwa do buntu.





Friday, 23 October 2020

Godzina policyjna

No to mamy we Francji i w Rzymie godziny policyjne. Paskudnie to brzmi, ale tylko po polsku. Anglicy, francuzi, włosi postarali się aby słowo nie przerażało: curfew, couvre-feu, coprifuoco, co generalnie nie pochodzi od policjantów partolujących ulice ale od wieczornego nakazu gaszenia świateł. Może i słowo nie przeraża ale nie oddaje istoty rzeczy bo teraz światła można palić do rana natomiast policja jednak będzie krążyć i wyłapywać nocnych maruderów.