Sunday, 9 January 2022

Autentyczność i bezpretensjonalność

Skoro już jestem przy wspomnieniach, to przychodzi mi do głowy pewna scena, gdzieś z czasów głębokiej podstawówki. Jest przerwa między lekcjami i dzieciarnia szaleje wyładowując nadmiar życiowej energii. Marcin, mój najlepszy kolega, który zwykle jest pierwszy do zabaw i wygłupów, teraz siedzi na ławce pod ścianą szkolnego korytarza, głowę ma spuszczoną nisko, podpartą na obu dłoniach  i patrzy nieruchomo w podłogę. Na moje pytanie odpowiada po prostu że jest smutny. Ta odpowiedź wyzwala we mnie lawinę emocji, myśli i pytań.

Lawinę trudno przelać w słowa, bo w lawinie wszystko dzieje się na raz i za szybko.  Ale to, co mnie uderzyło najbardziej, to nie to że zachowywał się odrębnie od innych, ale przede wszystkim to, że był autentyczny, bezpretensjonalny, jak to się czasem mówi. Smutek wypływał z jego wnętrza i on go słyszał, był na niego wrażliwy, nie tłumił go w sobie. Nie ulegał pokusie gry z innymi w której tak łatwo się zatracić. Ta głeboka autentyczność jego emocjonalnego stanu nie była na pokaz, nie miała żadnego celu.  Po prostu był jaki był, nie wymagał wyjaśnień, nie wymagał żadnych czynów. Mój przyjaciel był w pełni pogodzony z tym, że w tamtym momencie był akurat smutny.

To był oczywiście jeden z wielu symptomów jego autentyczności. Poza tym gdy się śmiał, to z całego serca, gdy się smucił to też całym sobą. A jednocześnie nie zatracał się w zabawie ani w smutku, pozostawał sobą. Lubiałem go, chyba między innymi za tą jego autentyczność. Ba, zazdrościłem mu jej, przeczówałem jak cennym jest darem,  choć wtedy jeszcze nie za dobrze ją rozumiałem.

Potem takich ludzi było jeszcze kilku. Czasami ten autentyzm łączył się z inteligencją, czasami ze specjalną wrażliwością, czasami z poglądami, których nie uważałem za słuszne. Czyli autentyczność nie jest skorelowana z inteligencją, wiedzą ani powszechnie uznaną mądrością (chyba że sama w sobie jest rodzajem prastarej mądrości). Zresztą nawet sama ta cecha którą określiłem tu słowami ,,autentyczność'' i ,,bezpretensjonalność'' występuje w wielu różnych odmianach. Miałem kiedyś okazję spędzić trochę czasu w towarzystwie Josefa Koudelki, fotografa praskiej wiosny, jednego z najsłynniejszych fotografów agencji Magnum, i on też wypełniony był autentycznością. Zdawał sobie sprawę z blichtru i powierzchowności festiwali fotograficznych i choć uczesniczył w nich, to jednak stał jakoś obok przypatując się powszechnej grze pozorów i po prostu istniejąc.

Ludzie których szczególną właściwość tu opisuję, prawdopodobnie się z nią urodzili. Niektórzy z biegiem lat i doświadczeń życiowych troszkę jej utracili. Nasuwa się oczywiście pytanie czy można ją w jakiś sposób nabyć, na przykład przez studiowanie lub ćwiczenie? Studiowanie odpada w przedbiegach bo autentyczność nie jest wiedzą, ale czy można ją wyćwiczyć? Na pierwszy rzut oka nie, bo podstawą autentyczności i bezpretensjonalości jest niewymuszoność, a więc nie-wyćwiczenie, ale prawda jak zwykle (i na szczęście) wymyka się liniowej logice. Sądzę że można tą cechę można ,,nabyć" drogą specyficznych ćwiczeń umysłu i o tym własnie jest buddyzm a zwłaszcza jego japońska wersja czyli zen. 

Sądzę zresztą że ,,autentyczne i niewymuszone'' działanie zdarzyło sie każdemu z nas i to wielokrotnie i wspominamy te momenty jako jedne z najlepszych albo najciekawszych momentów w życiu. I nawet jeśli wyćwiczenie tejże cechy jest trudne, to jednak na wiele sposobów można dojść do sytuacji, w której te piękne i autentyczne momenty zdarzają się częściej.


PS. Zdaję sobie sprawę że już pisałem o bezpretensonalności, ale inaczej, zupełnie inaczej, choć w tym blogu...

Friday, 17 December 2021

Wspomnienie dziadka

Czas: Mam gdzieś między 4 a 8 lat. 


Miejsce: Wielki, mroczny las między wioską Jeziory a miasteczkiem Osiek, gdzie odbywały się targi, na których drobni rolnicy spieniężali niewielkie ilości pomidorów, truskawek, jabłek czy ziemniaków. Wtedy wystarczało sprzedać niewiele, bo pieniądze miały ograniczoną użyteczność. To, co było do kupienia, stanowiło jedynie drobinę rzeczywistości.  Cała reszta: lasy, pola, powietrze, owady, rośliny, krowie placki i złośliwe lisy, zakradające się nocami do kurnika - było za darmo. 

Obrazy: Konie są dwa i pachną ostro.  Ze środka przedniej osi wozu sterczy długi, ciężki, nierówno ociosany dyszel. Wielkie koła powoli toczą się po rozmiękłym i nierównym dukcie, od czasu do czasu wjeżdżając odważnie w ogromne, gęste kałuże o nieznanej głębokości. Wydaje się jakimś cudem, że za każdym razem konie dają radę wyciągnąć z nich wóz i nas na nim. Dopiero dnieje i w lesie pełno jest wilgotnego zimna i zaczarowanych mgieł. Dziadek powozi pewnie, popędzając konie, od czasu do czasu, krótkimi wiśta i hejta.  Jest wielki i silny.  Na początku wojny przeszedł pieszo przez pół Polski uciekając z transportu jeńców wojennych. Później Niemcy i tak go wywieźli ,,na roboty'' do Rzeszy i po wojnie jego powrotna wędrówka była jeszcze dłuższa.

Za nami, na furmance jest trochę skrzynek z warzywami i owocami a pod siedzeniem - zwykłą deską przykrytą kocami - termos z gorącą herbatą i kanapki.


Thursday, 2 December 2021

Pierwszy śnieg


Spadł pierwszy śnieg, pokrył krajobraz i pokazał świat z innej, nowej strony. Białość puchu podkreśliła kontury nagich gałęzi, ich szpiczastość, sterczenie które normalnie są zamaskowane najpierw przez liście a potem przez szaroburość listopada. Świat przypruszony śniegiem jest nadzwyczaj bogaty, właśnie dzięki tym nowym szczegółom. Ba, nawet kolory są bogate, bo choć główne barwy znikneły to bogactwo odcieni nie ma sobie równych w innych porach roku. Oto jeszcze liście, już bardzo nieliczne i pożółkłe, ale każdy z nich mieni się setką odcieni. 

I ta cisza. Dlaczego przypruszony pejzaż jest tak cichy? Czy to wynika z braku tych drobnych poruszeń generowanych przez wiecznie drgające liście albo ptaki grzebiące w cieniu? Ten bezruch jest podobny do sierpniowego popołudnia, tak dobrze opisanego przez Schultza w Sklepach cynamonowych. Ale cisza, cisza jest inna. Relaksująca. Zima to czas odpoczynku. Może stąd ta cisza.

Mknę śliską drogą i nic nie mogę zrobić na to, że przychodzi mi do głowy piosenka Czyżykiewicza:

Szlajam się, nucę pieśń,

Nic się nie zmieniło 

Z nieba pada pierwszy śnieg

Moja pierwsza miłość.

Monday, 15 November 2021

Przedświt

Nie śpię od legendarnej 4-tej rano i przychodzą mi do głowy różne dziwne myśli. Na przykład czy da się zapamiętać ten oddech który własnie minął? Staram się, próbuję, ale nie wychodzi. Umysł nie ma sie o co "zaczepić", oddech jest zdarzeniem zbyt powtarzalnym zbyt  wątłym. Nie umiem zapamiętać oddechu, mimo że od czasu gdy sie zdarzył minęły sekundy.

Wspominam dziwny sen, który miałem tej nocy. W śnionej rzeczywistości naga kobieta leżała przede mną. Jej skóra była pokryta rodzajem galaretowatej ale zwiewnej grzybni, którą lekko i łatwo usuwało się czymś z rodzaju teflonowej łopatki do rakleta. Wiedziałem, albo ktoś mi to własnie mówił, że kobieta poddała się specjalnej procedurze odnowy, w której ciało zakaża się jakimś wirusem czy właśnie grzybem i po jakimś czasie ciało się odmładza, jakby ów grzyb czy wirus usówał nagromadzone w organiźmie toksyny, odbudowywał telomery i tak dalej. Proces ów wiązał się z jakimś niebezpieczeństwem (mógł zakończyć sie niepowodzeniem z jakimis strasznymi konsekwencjami), toteż zacząłem usówanie grzybni z ciała delikatnie i z obawą. Ale spod białej, wpółprzeźroczystej grzybni wyłonił się właśnie idelany, jędrny pośladek.

Około 5-tej robi się zimniej. Nawet miliarderzy w ultra-wygodnych apartamentach, czy supermodelki na tropikalnych wyspach, o tej godzinie przykrywają sie troche lepiej. Jest tak, jakby między naszą Ziemią, a kosmosem otwierała się szczelina, przez którą wpada chłód, który jest ostatecznym, nieodwołalnym rodzajem zimna. O tej godzinie ktoś nagle chwyta sie za serce, próbuje się podnieść ale upada. O tej godzinie pielęgniarka biegnie do łóżka chorego i bezradnie spogląda na płaska linię rysującą sie na monitorze. Ale o tej godzinie także mężczyzna medytujący w buddyjskiej świątyni czuje jak nieznana siła unosi jego ramiona do góry a umysł staje się jednością ze wszystkim co istnieje. 

Chwilę później, po momencie oświecenia, umysł wraca do swej niedoskonałej, codziennej formy. Ciepło licznych świec zapalonych w medytacyjnej hali wreszcie zaczyna być odczuwalne. Słońce, jeszcze niewidoczne, zbliża się do linii horyzontu i szczelina między Ziemia i kosmosem zamyka się. I tylko małe dziecko, teoretycznie niczego nieświadome, chwilę kręci się w łóżeczku, jakby przeczuwając te wszystkie zdarzenia które właśnie miały miejsce.


Sunday, 31 October 2021

Tam, gdzie leżą królowie Genewy

Jest taki cmentarz, w centrum Genewy, gdzie są groby ludzi znanych: pisarzy, kompozytorów, polityków, itp. Nazywa się Cimetière des Rois (Cmentarz Królów) albo, mniej pomaptycznie, Cimetière de Plainpalais, gdzie Plainpalais to nazwa dzielnicy Genewy (tak, nie jest to ścisłe centrum). Cmentarz przypomina raczej miejski park, z rzadko rozrzuconymi grobami, wkomponowanymi między starannie utrzymane drzewa, krzewy no i trawnik. Tą parkową atmosferę podkreśla szum miasta i fakt że sami Genewczycy traktują to miejsce jak park miejski: dookoła grobow hasają dzieci przebrane w Halloween, przebiega jakaś para uprawiająca jogging a jakiś młodzieniec przechodzi szybko obijając piłke. Leży tu gdzieś sam Kalwin, ale dla miłośników literatury inne nazwiska budzą większą  ciekawość.

Robert Musil i Jorge Luis Borges, to dwaj pisarze tak różni jak dzień i noc, ale znaleźli się na tym samym cmentarzu. Jeden zastanawiał się nad społeczeństwem i jego przemianami. Uciekł do Szwajcarii przed faszystami i zmarł w zapomnieniu. Drugi pisał o kondycji jednostki, najbardziej intymnej i mistycznej i pełnej paradoksów. Był mistrzem dobierania słowa. Przeprowadzil się z Argentyny do Genewy razem z rodziną jako nastolatek, wrócił do Argentyny po 10-ciu latach, zrobił kariere pisarską, omal nie dostał nagrody Nobla i wiele podrozowal. Ale na sam koniec życia wrócił do Genewy aby tutaj umrzeć. 

Ostatni dzień października jest idealny do przechadzek po cmentarzach. Słońce gaśnie, światło jeszcze tu i ówdzie migota w pożółkłych liściach, dając efekt rozmazania jak na obrazach Moneta. Ani grób Musila ani Borgesa nie podobają mi się szczególnie. Moją uwage zwraca niewielka mogiła po sąsiedzku od Borgesa. Grisélidis Réal, pisarka, malarka i ... prostytutka. Lektura wikipedii ujawnia że Grisélidis nie tylko była prostytutką ale była też aktywistką w sprawie prostytutek. Uważała że prostytucja jest wyborem kobiety.

Cmentarz Królów w Genewie zawiera ciekawe zestawienie charakterów. Są tam królowie literatury ale i królowe życia.



Friday, 8 October 2021

Mermoz i Demian

Kiedyś, gdy byłem młody i głodny wszystkiego, czytywałem po sto i więcej kasiążek rocznie. Pożerałem je niemalże masowo. Potem zaczęło się to zmieniać, z powodu zaawansowanej pracy miałem mniej czasu no i musiałem - muszę - czytać masę dokumentów technicznych. I choć od czasu jak skończyłem liceum nie miałem telewizora to przecież pojawił się nieszczęśny internet z potralami zoptymalizowanymi na przyciąganie naszej uwagi... niestety uzależnienie od tego dziadostwa nie ominęło też mnie.

Czytuję nadal, ale znacznie mniej. Czytuję też w inny sposób. Mam w sobie jakby już wystarczająco dużo treści, z książek ale przede wszystkim z życia. Mam w sobie wystarczająco dużo obrazów i śmiesznym wydaje mi się niegdysiejsze pragnienie żeby sfotografować cały świat. Wspomnienia, treści, obrazy przelewają się poprzez brzegi naczynia jakim jest moja pamięć, a więc czytanie książek dla ich treści, choć wciąż ważne, jednak straciło na znaczeniu. Literaturą piekną się delektuję, nie wzbraniam się przed powtórnym przeczytaniem jakijś pozycji.

I tak na przykład w wakacje przeczytałem, a właściwie przesłuchałem w czasie tysiąckilometrowych podróży autem, "Demiana" Hessego. W notatniku w którym od czasu jak miałem 15 lat zapisuję tytuły przeczytanych książek, "Demian" ma pozycję 153 z datą sierpień 1992, a więc 29 lat temu.

Jak mnie wtedy poruszył! "Mistycyzm - zupełne nowa jakość!" - napisałem jako nastolatek. "Tylko zakończenie sprawiło mi zawód. W ogóle powieść jest raczej przeciętna literacko. Ale gdzie jest moja droga? Jest inna niż Sinclaira." - pisałem dalej.

Teraz, 29 lat później, "Demian" znowuż nie zachwycił pięknem literackim a na dodatek obudził trochę wątpliwości dotyczących związków przedstawionego obrazu świata z faszyzmem (tym oryginalnym faszyzmem z czasów Hitlera, a nie tym który teraz politycy obrzucają się tak często, że słowo to utraciło swoje lodowate, ponure znaczenie) który próbował zmienić świat i tego rodzaju mistycyzmu używał.

Ale miało być o Mermozie. Dobra znajoma zarekomendowała mi tą książkę Kessela i postanowiłem przeczytać ją w oryginale. I to była literacka uczta, choć oczywiście literacki francuski jest dla mnie trudny, więc szło dość wolno. Ale Kessel pisze tak dosadnie, tak precyzyjnie, jakby trafiał słowami w sam środek tarczy. "Mermoz" to 400 stron literackiej esencji. 

Sam Mermoz był jednym z pionierskich pilotów w czasach gdy dwupłatowce rozwijały prędkości rzędu 120 kilometrów na godzinę o gdy nawalał silnik (co się zdarzało nagminnie) lądowało się na jakiejś łące czy plaży i wyciągało narzędzia aby naprawić awarię. Saint-Exupery był kolegą Mermoza, latali razem dla pierwszej poczty lotniczej łączącej Francję z Ameryką Południową. Kessel znał Mermoza osobiście.

Na koniec cytat opisujący legendarnego pilota: "Archange glorieux, neurasthenique profond, mystique, resigne, paien eblouissant, amoureux de la vie, incline vers la mort, enfant e sage, tout cela etait vrai chez Mermoz, mais tout cela etait faux si l'on isolati chacun de ces elements. Car ils etaient fondus dans une extraordinaire unite."

Przepiękny!

Thursday, 19 August 2021

Intencja

Wydaje mi się że angielski ma pewien problem ze słowem intention, bowiem, moim zdaniem, ma ono dwa znaczenia których angielski nie rozróżnia. Pierwsze znaczenie można przetłumaczyć jako "zamiar": na przykład mam zamiar podnieść rękę. Zamiar to jest coś, co formuje się w umyśle a potem znajduje przełożenie na czynność, zdarzenie czy proces w świecie materialnym. Zamiar jest czymś co znajduje się dokładnie na granicy między umysłem i materią, ale wciąż po stronie umysłu. Materia oddziaływuje na umysł poprzez zmysły a umysł oddziaływuje na materię poprzez zamiary (a potem mięśnie).

Drugie znaczenie angielskiego intention to ... intencja! Poza mszami "w intencji" kogoś czy czegoś można wykonywać różne inne działania. Moja instruktorka jogi zawsze na początku prosiła abyśmy zaczynali sesję asan od wybrania intencji. Uważała że dzięki temu będziemy ćwiczyć lepiej, z większym poświęceniem (także, ćwicząc w jakiejś intencji, zrzekamy się siebie, własnego egoizmu). Ta intencja nie przekłada sie na świat materialny tak bezpośrednio jak zamiar. Ale taka intencja wpływa na motywację która ma ogromny związek z jakością działań w świecie materialnym. W tej intencji drzemie więc duży potencjał i energia przekształcania materii.