Showing posts with label Góry. Show all posts
Showing posts with label Góry. Show all posts

Sunday, 13 April 2025

Wypadek w górach

Spokojna niedziela, odwiedziny u znajomych, książka, drobne prace w ogródku, odfajkowywanie paru rzeczy które miałem zrobić w weekend, czytanie jakiegoś artykułu i niespodziewany telefon od znajomej.  "Hej A, jak się masz" - już kiedy to mówiłem zdałem sobie sprawę że nie dzwoni aby sobie pogadać, że coś się stało. "S zginął" - powiedziała po prostu - "Był wypadek w górach". 

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. O nim, o S, o jego żonie i dwu dorosłych już córkach. O tym że przecież właśnie dostał awans, właśnie został szefem grupy. Potem trochę o nadchodzącej Wielkanocy. Nie wiedzieliśmy jak skończyć rozmowę. Jak skończyć taką rozmowę?

Tego rodzaju wiadomości nie docierają do nad od razu. Najpierw jest nakładka typowych myśli. Przypominamy sobie kiedy ostatnio rozmawialiśmy i o czym, przypominamy sobie jaki był i czy w ogóle go lubiliśmy. Jego sposób mówienia, jego sposób śmiania się, jego przywary. Potem... potem musi być ta myśl że skurczybyk odszedł robiąc to co kochał i że to przecież jest lepsze niż szpitalne łóżko.

Potem myśli się o dziełach, o tym czego dokonał. I wcale nie przychodzą do głowy zakończone projekty, eksperymenty, prezentacje, publikacje... nie. Raczej fakt że miał żonę, wychował dzieci... to się liczy bardziej niż wszystko inne.

"Zadziwiająco dużo moich znajomych zginęło w górach."

A potem zostaje cisza. Smak mocnego alkoholu w ustach. Cisza w głowie, patrzenie w dal. 

Saturday, 24 August 2024

Końcówka lata

Jest 23 sierpnia, ale lato zaczęło kończyć się już jakiś tydzień temu. To była taka seria zdarzeń nastepujących po sobie w dość szybkiej kadencji. Najpierw był spektakl wielkiej, letniej burzy. Wróciłem z pracy a na horyzoncie były ciemniejsze chmury. Panował wielki spokój, z tych pełnych napięcia. Potem się zaczęło. Ulew i niemalże wichura a ciężkie chmury raz po raz rozjaśniały błyski. Spadały masy wody. Następnego dnia poranek był rześki i chłodny. Od tego momentu już wszystkie poranki, aż do następnego lata, miały być rześkie.

Jakoś tuż przed albo tuż po wielkiej burzy pojawiły się duże, ospałe muchy z gatunku tych, które można dopaść niemalże bez packi. Miało się wrażenie że są w końcówce życia, toteż nawet nie były zbyt wkurzające. Pewnego dnia okoliczni rolnicy rozrzucili nawóz na polach. Tego wieczora śmierdziało i pojawiło się dużo innych owadów. Tylko świerszczy jest jakoś mniej niż w zeszłych latach.

To jest taka niemal podręcznikowa zmiana sezonów. Liście już zaczęły delikatnie żółknąć. Znowu można myśleć o zaparzaniu herbaty. Jest trochę smutno, no bo jak to, już koniec lata, frenetycznego lata pełnego wakacji, swobody, spania na tarasie i niewykorzystanych okazji? Z drugiej strony jesień przynosi przecież wytchnienie, spokój, refleksję. Takie są pory roku.

Parę dni temu wracałem przez przełęcz Furka. Nie padało, ale momentami wjeżdżało się w gęste chmury. Na 2400 metrach nie mogło być ciepło. Temperatura spadła do 10-ciu stopni i powiewało. Ah, cudowne góry.  Zatrzymałem się przy słynnym hotelu Belvedere, obecnie od paru lat zamkniętym na cztery spusty. Po drodze było kilka innych budynków na sprzedaż. Mimo że Furką jeździ mnóstwo turystów, to nikt nie pragnie zostać na noc. Topnieją lodowce, ludzie są średnio starsi, mają mniej pieniędzy i oczekują większej wygody niż mogą im zaoferować spartańskie górskie hotele. Nadchodzi jesień... jesień Europy.


Monday, 13 February 2023

Moc gór

Nigdy tego do końca nie zrozumiałem, ale wielokrotnie w górach odczuwałem nagły przypływ energii, który sprawiał że wspinałem się szybciej i szybciej, często aż do granic możliwości ciała. Traciłem oddech i musiałem przystawać ale energia wracała i po chwili kontynuowałem szaleńcze (jak na moje możliwości) tempo. I co najciekawsze, sprawiało mi to radość i jakiś rodzaj przyjemności.

Skąd to się bierze, ta nagła energia czy raczej motywacja do tego aby zintensyfikować wysiłek do granic możliwości?  

Wczoraj wchodziłem na La Dola i zdarzyło się to znowu. Energia nagle wypełniająca ciało to jakby nie moja energia, mięśnie generujące mocne, zdecydowane ruchy to jakby nie moje mięśnie. A może po prostu góry budzą w ciele jakieś ciało pierwotne, które pamięta czasy sprzed biurowego zasiedzenia? To ciało ma swoją siłę, swoją mądrość i drzemie w ukryciu przez wszystkie te dni pomiędzy weekendami.

No i w górach jest coś takiego, co wyzwala radość ruchu, radość wysiłku. Im trudniejszy teren, im stromszy, tym większa radość.


Thursday, 5 January 2023

Impresje z Dolomitów

Podobnie jak kilkadziesiąt pewnie tysięcy ludzi spragnionych śniegu i szusowania pojechałem na narty w te całe słynne Dolomity. Hm. Czy mnie zachwyciły? Tak się złożyło że mieszkałem długo w okolicach Alp francuskich i w sumie jak chodzi o stoki to dałbym znak równości. Za to widoki są chyba lepsze. Dolomity to piękne góry, szpiczaste, skaliste, niedostępne. 

A poza tym… cóż, co rano sznury aut zmierzające do parkingów pod wyciągami, nieprzyjemny smród spalin mimo norm Euro 5, 6 czy co tam jeszcze, smród papierosów szczególnie dokuczliwy tam, u góry, w krystalicznie czystym górskim powietrzu (i wspomnienie ojca, który był nałogowym palaczem a który uczył mnie jeździć na nartych, wtedy, tyle lat temu, w Szczyrku), tłok w sklepikach i barach i lekkie zdziwienie że obsługa jest wciąż taka niewymuszenie miła dla hord turystów. 

Potem aspekty włoskie. Jakiś idiota wyprzedzający ski-bus na przystanku z przejściem dla pieszych (o włos od wypadku!), niekończące się apero w barze Miro po którym wcale już się nie chce jeść. 

No i ból mięśni oczywiście nie przyzwyczajonych do bycia używanymi cały dzień, napisy po polsku w hotelu, wypasione auta na blachach rumuńskich, dziwne języki zasłyszane na stoku (może Węgrzy?), nagły wiatr rozdmuchujący biały puch i strach ściskający kiszki na pięknej czarnej trasie bo od 3 lat nie regulowałem nart i a co jak się wypną na tym lekko oblodzonym, długim, nachylonym pod kątem 45 stopni stoku?


Na dole prawie nie ma śniegu. Rano ogromna kolejka ludzi do kolejki linowa Buffaure, która szybkostrzelne wysyła sześcioosobowe kabinki w kształcie przypominającym jajka do góry.  Pod kolejką las jest wycięty w długą prostą szramę. Na drzewach resztki śniegu. To i tak dobrze, bo akurat w większości Europejskich gór jest niemal całkiem bezśnieżnie. U góry stoki profesjonalnie przygotowane. Armatki pracowały w nocy. Stada dziatwy podążają za instruktorami. Czy warto uczyć się narciarstwa w dobie ocieplenia klimatycznego?

Gdzieś tam to nie moja para kaloszy te całe Dolomity, no ale wyjeżdża się między innymi po to, aby z ulgą wracać do swoich czterech ścian.