Przyjeżdża pięcioma czarnymi limuzynami. On i jego prywatny lekarz - w land rowerze, ochrona - czarne garnitury, białe koszule - w mercedesach. Tak leczy się u nas sułtan z jednego z krajów znad niespokojnej ostatnio Zatoki. Dookoła mercedesów chodzą sobie "nasi" inżynierowie, studenci i naukowcy. Nic sobie z tej szopki nie robią, czasami tylko patrzą ze zdziwieniem i zadają sobie pytanie po co to? Któregoś dnia sułtana przywiozła karetka a pięć czarnych aut posłusznie jechało za nią. Eh... Takie zderzenie światów. Sułtan którego wozi pięć samochodów w kraju, którego najwyżsi urzędnicy (Rada Federalna) często są widywani w pociągach albo tramwajach.
Carl Gustav Jung był jednym z twórców nowoczesnej psychologii analitycznej, prawdopodobnie najbardziej wpływowym psychologiem w historii. Większość życia mieszkał w domu nad jeziorem Zurychskim, w domu który wciąż należy do jego potomków ale jest obecnie częściowo udostępniony do zwiedzania. Pojechaliśmy tam, trochę jak do świątyni, bo tam mieszkał twórca koncepcji archetypu, synchroniczności, badacz mistycyzmu i duchowości człowieka. Wydawało mi się że wiele o nim wiem, a tymczasem...
Tymczasem nie wiedziałem że palił fajkę. Palił tak dużo, że w 65 lat po jego śmierci w prywatnej bibliotece, która zawiera około pięciu tysięcy książek, zapach fajki wciąż jeszcze jest wyraźny. Najwyraźniej nasiąknęły nią strony starych tomów. Pięć tysięcy książek przeczytanych, zgłębionych. To dużo, nawet jak na 85 lat życia. Eh ci ludzie starej daty, o mocnej energii życiowej. Churchil też dużo palił a żył jeszcze dłużej, bo 91 lat.
Jung żył wygodnie, nie musial martwic sie o pieniadze. Niczego mu nie brakowało, ale fortuny, przynajmniej początkowo, nie zrobił na psychoanalizie i pisaniu książek, ale na tym że po poślubił córkę bogatego szwajcarskiego przemysłowca. Mieli piątkę dzieci, z których każde miało swoje dzieci... obecnie żyje około dwustu jego potomków.
Co za życie, co za dziedzictwo!
Minęło parę dni a ja wciąż dochodzę do siebie po tej wizycie. Jakieś nieokreślone uczucia.

No comments:
Post a Comment